Demonstracja solidarności z Polakami – przemówienie pod pomnikiem Bema w Budapeszcie

  • Posted on Listopad 28, 2017 at 11:26

Budapeszt 26. 11. 2017

Drodzy moi [polscy] Przyjaciele!

Węgry i Polska to dwa wiekuiste dęby, każdy z nich wystrzelił pniem osobnym i odrębnym, ale ich korzenie, szeroko rozłożone pod powierzchnią ziemi i splątały się i zrastały niewidocznie. Stąd byt i czerstwość jednego jest drugiemu warunkiem życia i zdrowia”. Stanisław Worcel, przyjaciel Lajosa Kossutha dokładnie opisał sytuację.

Dwa są narody w Europie, które do głębi rozumieją czym są przyjaźń i wspólnota walki. Sojusz polsko-węgierski liczy sobie ponad tysiąc lat.

Małżeństwa władców, św. król Władysław, unie personalne, sojusze, węgierscy słuchacze Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, Polacy w powstańczych szeregach Rakoczy`ego, polscy bohaterowie Powstania 1848/49, polscy uchodźcy przyjęci na Węgrzech po diabelskich grach wielkich potęg i oczywiście wspólna walka przeciw komunizmowi.

Zaledwie kilka przykładów z przebogatej i często bardzo trudnej wspólnej przeszłości. I choć dziś już chrzęstu broni, mimo to pod wieloma względami sytuacja jest dziś podobna: dziś napadają nas żołnierze politycznej poprawności i idei otwartego społeczeństwa.

Św. Jan Paweł II powiedział, że naród tylko wtedy może mieć nadzieję na lepszą przyszłość, gdy jego członkowie wspólnym wysiłkiem podejmą się odpowiedzialności za wspólne dobro.

My dziś dlatego się tu zebraliśmy [pod historycznym pomnikiem gen. Bema], bo wierzymy w narody i uważamy za poniżające, że – jeśli tak dalej pójdzie – ze strony Brukseli narody nie mogą się spodziewać lepszej przyszłości, lecz tylko zaszeregowanie. Stamtąd patrząc mocny naród to tyko przeszkoda, zbytni ciężar. My sądzimy inaczej.

Jedną z przyczyn naszej solidarnościowej akcji jest to, że w Parlamencie Europejskim uruchomiono procedurę 7 paragrafu, często określaną jako „bomba atomowa”. Końcem tej procedury może być odebranie krajowi członkowskiemu prawa głosu. Uważamy takie postępowanie za polityczną pałkę, którą Bruksela według własnego uznania może straszyć te państwa narodowe, które ośmielają się przeciwstawiać nieuprawnionemu przez nią rozszerzaniu swych kompetencji.

Kolejny atak na środkowo-europejskie demokracje, oparte na wartościach, odnoszące sukcesy. Procedurę uzasadniano zagrożeniem w Polsce, czy tu na Węgrzech podstawowych wartości Unii. Uważam, iż z pełnym spokojem możemy stwierdzić, iż wartości europejskie w Europie Środkowej maja się dobrze, a na Zachodzie są zagrożone.

Dziś na Zachodzie wykreśla się pojęcia kobiety i mężczyzny, zakazuje się krzyża i bożonarodzeniowej szopki, zaprzecza się normalności. Odnowa Europy jest w stanie wyjść z Europy Środkowej. To wielka odpowiedzialność, jest jednak w naszych narodach, dlatego tak ważne jest nasze zjednoczenie i solidarność.

My, Węgrzy i Polacy możemy być dumni: z naszego chrześcijańskiego dziedzictwa i takowej przyszłości, z tysiącletniej przyjaźni, z wzajemnego wspierania się, jak to było w przeszłości, jest i będzie. Gdyż my chcemy silnej Europy, ale mocnych narodowych państw, nie zaś tego, by przez nikogo nie wybrani biurokraci odbywali nad nami sądy. Europa wtedy będzie silna, gdy dowartościuje narody, nie zaś wtedy, gdy je zdusi.

Na szczęście u nas nie ma obowiązkowej mody na poprawną politycznie mowę, dlatego spokojnie mogę powiedzieć: niech Bóg błogosławi Polskę i Węgry, niech Bóg błogosławi nas wszystkich. Stajemy w obronie Polski, stajemy w obronie Polaków. Dziś tutaj, lecz gdy zajdzie potrzeba i jutro, i wiele razy, gdyż [po polsku] Polak Węgier, dwa bratanki.

Dziękuję za uwagę!

Nacsa Lőrinc – Prezes Chrześcijańsko-Demokratycznego Związku Młodzieży

Deklaracja Paryska

  • Posted on Październik 14, 2017 at 17:40

1.Europa należy do nas, a my należymy do Europy. Jej ziemie są naszym domem: innych nie mamy. Powody, dla których kochamy Europę przekraczają naszą zdolność wyjaśnienia lub usprawiedliwienia naszego do niej przywiązania. To kwestia wspólnych dziejów, nadziei i miłości. To kwestia zwyczajów. Chwil patosu i cierpienia. Inspirujących doświadczeń pojednania i obietnica wspólnej przyszłości. Zwykłe krajobrazy i zdarzenia mają dla nas wyjątkowe znaczenie – dla nas, ale już nie dla innych. Dom to przestrzeń, gdzie wszystko jest znajome i gdzie jest dla nas miejsce, niezależnie od tego, dokąd zbłądziliśmy. Taka jest prawdziwa Europa – nasza cenna i niezastąpiona cywilizacja. Europa jest naszym domem

2. Europa – z całym swoim bogactwem i wspaniałością – zagrożona jest jednak fałszywym rozumieniem samej siebie. Owa fałszywa Europa uważa, że w swoim obecnym kształcie stanowi wypełnienie naszej cywilizacji; tymczasem tak naprawdę chce zająć nasz dom. Ma skłonność do przesady i zniekształca autentyczne cnoty europejskie, podczas gdy sama jest ślepa na swoje wady. Zadowolona z siebie – posługując się jednostronnymi karykaturami naszej historii – fałszywa Europa tkwi w uporczywym uprzedzeniu w stosunku do własnej przeszłości. Jej orędownicy to sieroty z wyboru, ludzie, którzy zakładają, że sieroctwo – bycie bezdomnym – jest jakimś szlachetnym osiągnięciem. W ten sposób fałszywa Europa szczyci się, że stanowi zapowiedź uniwersalnej wspólnoty – która nie jest ani uniwersalna, ani nie jest wspólnotą.

3. Patroni fałszywej Europy tkwią pod urokiem przesądów na temat nieuchronnego postępu. Wierzą, że Historia jest po ich stronie, a wiara ta napełnia ich pychą i wzgardą tak, że nie są w stanie dostrzec wad post-narodowego i post-kulturowego świata, który sami konstruują.Nie znają, co więcej, prawdziwych źródeł ludzkiej przyzwoitości, która – tak jak nam – jest im przecież droga. Ignorują – czy wręcz odrzucają – chrześcijańskie korzenie Europy. A jednocześnie bardzo się starają by nie obrazić muzułmanów, którzy – wedle ich wyobrażeń – z ochotą przyjmą ich świecki multikulturowy światopogląd. Pogrążona w uprzedzeniach, przesądzie i ignorancji, zaślepiona pustymi, bezkrytycznymi wizjami utopijnej przyszłości, fałszywa Europa automatycznie tłamsi sprzeciw. A robi to oczywiście w imię wolności i tolerancji. Fałszywa Europa jest utopijna i despotyczna

4. Zbliżamy się do ślepego zaułka. Największym zagrożeniem dla przyszłości Europy nie jest ani rosyjskie awanturnictwo, ani muzułmańska imigracja. Prawdziwym niebezpieczeństwem jest dławiący uścisk, w którym fałszywa Europa trzyma naszą wyobraźnię. Narody i wspólna kultura są wydrążane przez iluzje i samooszukiwanie się co do tego, czym Europa jest i czym być powinna. Przyrzekamy, że będziemy opierać się tym zagrożeniom naszej przyszłości. Będziemy chronić, podtrzymywać i bronić rzeczywistej Europy, tej, do której wszyscy tak naprawdę należymy.

5. Prawdziwa Europa oczekuje i zachęca do czynnego udziału we wspólnym projekcie politycznego i kulturowego życia. Do ideałów europejskich należy solidarność, która opiera się na uznaniu pewnego zbioru przepisów prawa, które stosuje się do wszystkich, ale jest ograniczone w swoich wymogach. Owo uznanie nie musi koniecznie przyjmować formę demokracji przedstawicielskiej. Niemniej nasze tradycje obywatelskiej lojalności są odzwierciedleniem naszych tradycji politycznych i kulturowych, niezależnie od ich formy. Europejczycy walczyli w przeszłości o coraz większe otwieranie się systemów politycznych na powszechne uczestnictwo – a my słusznie czerpiemy dumę z tej historii. Walka ta przyjmowała nierzadko formę otwartej rebelii, a mimo to nasi przodkowie przyznawali, że nawet przy niesprawiedliwościach i wadach wcześniejszych tradycji, tradycje te są nasze. Takie poświęcenie na rzecz poprawy pokazuje, że Europa dąży do coraz większej sprawiedliwości, a duch postępu ma źródło w miłości i przywiązaniu do naszych ojczyzn.

6. Europejski duch jedności pozwala na wzajemne zaufanie w przestrzeni publicznej – nawet jeśli jesteśmy sobie obcy. Publiczne parki, rynki i szerokie place naszych miast i miasteczek wyrażają europejskiego ducha politycznego: wspólne jest nasze życie i wspólna res publica. Przyjmujemy założenie, że przyjęcie odpowiedzialności za przyszłe losy naszych społeczeństw jest naszym obowiązkiem. Nie jesteśmy biernymi poddanymi despotycznej władzy, świeckiej czy kościelej. Nie jesteśmy również bezsilni wobec nieubłaganych sił historii. Bycie Europejczykiem oznacza posiadanie politycznej i historycznej podmiotowości. To my jesteśmy autorami naszego wspólnego przeznaczenia.

7. Prawdziwa Europa jest wspólnotą narodów, które posiadają własne języki, tradycje i granice. Zawsze jednak – nawet gdy się ze sobą nie zgadzaliśmy lub prowadziliśmy ze sobą wojny – dostrzegaliśmy wzajemną więź. Owa jedność w różnorodności wydaje się czymś naturalnym, a jednocześnie czymś nadzwyczajnym i cennym, bo w rzeczywistości nie jest ani naturalna, ani nieunikniona. Najpowszechniejszą polityczną formą jedności w różnorodności jest imperium, które – po upadku Cesarstwa Rzymskiego – wojowniczy europejscy królowe starali się przez stulecia odtworzyć. Pokusa imperialnej formy pozostała, ale przetrwała idea państwa narodowego – systemu, który łączy powszechność z suwerennością. W ten sposób państwo narodowe stało się znakiem rozpoznawczym cywilizacji europejskiej.

8. Wspólnota narodowa czerpie dumę z tego, że rządzi się na swój własny sposób, szczyci się także wielkimi osiągnięciami swojego narodu w dziedzinie sztuki czy nauk ścisłych – ale rywalizuje z innymi narodami, niekiedy na polu bitwy. Wzajemne wojny zadały Europie wiele – często dotkliwych – ran, ale nigdy nie zagroziły jej kulturowej jedności. Było wręcz odwrotnie: wraz ustanawianiem i wyodrębnianiem się państw narodowych, coraz silniejsza stawała się wspólna europejska tożsamość. Potworny rozlew krwi światowych wojen dwudziestego wieku wyzwolił w nas większą determinację, by szanować wspólne dziedzictwo. Świadczy to o głębi i sile europejskiej cywilizacji, która jest kosmopolityczna we właściwym sensie tego słowa. Nie jest naszym celem wymuszona jedność imperialna. Przeciwnie: europejski kosmopolityzm wymaga, by patriotyczna miłość i lojalność obywatelska otwierały nas na szerszy świat.

9.Prawdziwa Europa została naznaczona chrześcijaństwem. Uniwersalne duchowe imperium Kościoła nadało Europie kulturową jedność, jednak bez udziału imperium politycznego. Dzięki temu poszczególne obywatelskie lojalności mogły rozwijać się w obrębie wspólnej europejskiej kultury. Cechą charakterystyczną europejskiego życia stała się autonomia tego, co nazywamy społeczeństwem obywatelskim. Co więcej, chrześcijańska doktryna nie wypełnia swoimi nakazami każdej dziedziny życia, co pozwala na zapewnienie i poszanowanie różnorodności świeckich praw narodów, nie zagrażając naszej europejskiej jedności. Nie jest przypadkiem, że wraz z kryzysem chrześcijaństwa w Europie na nowo podejmowane są starania zmierzające do ustanowienia jedności politycznej – imperium pieniędzy i regulacji, które występuje pod przykrywką sentymentów pseudo-religijnego uniwersalizmu, a jest konstruktem Unii Europejskiej.

10.Prawdziwa Europa uznaje równą godność każdej jednostki, niezależnie od jej płci, rasy czy warstwy społecznej. To również wyrasta z naszych chrześcijańskich korzeni. Nasze szlachetne cnoty jednoznacznie zawdzięczamy chrześcijańskiej spuściźnie: uczciwość, współczucie, miłosierdzie, zdolność przebaczania, pokojowe nastawienie czy miłość bliźniego. To chrześcijaństwo – kładąc nacisk na miłość i wzajemną wierność – w niespotykany sposób zrewolucjonizowało relacje pomiędzy mężczyznami a kobietami. Związek małżeński pozwala rozkwitać we wzajemnej wspólnocie zarówno kobietom, jak i mężczyznom. Gdy dokonujemy poświęceń w życiu, robimy to najczęściej przez wzgląd na naszych współmałżonków i nasze dzieci. Ten duch oddania jest także wkładem chrześcijaństwa w kulturę Europy, jaką kochamy.

11.Prawdziwa Europa stale czerpie również z tradycji klasycznej. Identyfikujemy się z dziełami starożytnej Grecji i Rzymu. Jako Europejczycy dążymy do doskonałości, korony cnót klasycznych. W przeszłości chęć zdobycia przewagi prowadziła niekiedy do brutalnej rywalizacji. Ale w swoim najlepszym wydaniu dążenie do doskonałości skłania Europejki i Europejczyków do rozwoju – czy to w dziedzinie tworzenia niezrównanych dzieł artystycznych, czy dokonywania przełomowych odkryć w naukach i technologii. Prawdziwa Europa zachowała pamięć zarówno o wspaniałości rzymskiej cnoty umiarkowania, jak i o greckiej dumie obywatelstwa oraz duchu filozoficznych dociekań. One również stanowią nasze dziedzictwo. Klasyczne korzenie inspirują dążenia do doskonałości

12.Prawdziwa Europa nigdy nie była doskonała, a zwolenników Europy fałszywej nie należy ganić za ich dążenia do rozwoju i reform. Po roku 1945 i 1989 osiągnięto wiele sukcesów godnych pochwały i szacunku. Nasze wspólne życie jest przecież projektem żywym, a nie skostniałą spuścizną. Ale Europa powinna opierać swoją przyszłość na odnowionym przywiązaniu do najlepszych tradycji, a nie na pozornym uniwersalizmie, który domaga się zapomnienia i samowyparcia. Europa nie zaczęła się od Oświecenia. Unia Europejska nie jest zaś ostateczną formą rozwoju naszego domu, który tak kochamy. Prawdziwa Europa jest – i zawsze będzie – wspólnotą narodów, które czasem wydają się zaściankowe (bywa, że nadmiernie), ale przecież jednoczy je duchowe dziedzictwo, o które się spieramy, które rozwijamy, w którym wspólnie uczestniczymy, i które kochamy. Europa jest wspólnym przedsięwzięciem.

13.Prawdziwa Europa jest w niebezpieczeństwie. Wszystkie nasze osiągnięcia – narodowa suwerenność, opór wobec imperium, kosmopolityzm harmonizujący z obywatelską miłością, chrześcijański ideał dobrego i godnego życia, głębokie przeżywanie klasycznej spuścizny – wymykają nam się z rąk. Podczas gdy patroni fałszywej Europy konstruują swoją sztuczną religię powszechnych praw człowieka, my tracimy nasz dom.

14.Fałszywa Europa szczyci się niespotykanym poświęceniem na rzecz ludzkiej wolności. Wolność ta jest jednak bardzo jednostronna. Definiuje się ją jako uwolnienie od wszelkich ograniczeń: to wolność seksualna, wolność ekspresji, wolność “bycia sobą”. Pokolenie’68 uważa, że swobody te stanowią cenne zwycięskie trofea, wydarte wszechmocnemu niegdyś, represywnemu reżimowi kulturowemu. Rewolucjoniści lat 60. uważają się za wielkich wyzwolicieli, których szlachetne osiągnięcia moralne zasługują na wdzięczność całego świata.

15. Ale dla młodszych pokoleń Europejczyków rzeczywistość jest dużo mniej różowa. Libertyński hedonizm prowadzi często do nudy i głębokiego poczucia bezcelowości. Instytucja małżeństwa uległa osłabieniu. Szalejący żywioł seksualnego wyzwolenia nierzadko niweczy głębokie pragnienia młodych ludzi – pragnienia małżeństwa i rodziny. A wolność, która niweczy najgłębsze pragnienia naszych serc staje się przekleństwem. Nasze społeczeństwa zdają się pogrążać w indywidualizmie, izolacji i jałowości. Zamiast wolności mamy tępe podporządkowanie kulturze konsumpcji i mediów. Trzeba powiedzieć prawdę: pokolenie’68 niszczyło, nie budowało. Stworzyło próżnię, którą obecnie wypełniają media społecznościowe, tania turystyka i pornografia.

16.Wbrew głośnym przechwałkom o niespotykanej wolności Europejczyków, ich życie podlega coraz głębszej kontroli. Przepisy – sporządzane często, w porozumieniu z potężnymi interesami, przez anonimowych technokratów – kierują naszymi stosunkami w pracy, decyzjami biznesowymi, edukacyjnymi kwalifikacjami, czy informacyjnymi i rozrywkowymi mediami. Obecnie Europa usiłuje zacieśnić istniejące już przepisy dotyczące wolności słowa – rdzennej wolności europejskiej, w której przejawia się wolność sumienia. Nie ogranicza się tu jednak ani wulgarności, ani innych ataków na przyzwoitość w życiu publicznym. Zamiast tego europejskie klasy rządzące pragną ograniczyć mowę jawnie polityczną. Przywódcy, którzy wypowiadają niewygodne prawdy na temat islamu i imigracji są ciągani po sądach, a polityczna poprawność nakłada tabu na poglądy, które podważają status quo. Fałszywa Europa bynajmniej nie zachęca do kultury wolności. Promuje napędzaną rynkiem kulturę jednorodności i politycznie wymuszonego konformizmu. Jesteśmy poddawani kontroli i sterowaniu

17. Fałszywa Europa szczyci się również niespotykanym oddaniem idei równości. Twierdzi, że walczy o niedyskryminację i o integrację wszystkich ras, religii i tożsamości. W tej dziedzinie poczyniono autentyczny postęp, niemniej i tak zwycięża utopijne odklejenie od rzeczywistości. Już od pokoleń dąży się do realizacji wielkiego projektu multikulturalizmu. Domaganie się czy nawet promowanie asymilacji muzułmańskich przybyszów względem naszych zachowań i obyczajów (nie mówiąc już o religii) uznaje się za wielką niesprawiedliwość. Idea równości wymaga – jak słyszymy – byśmy wystrzegali się nawet wzmianki o tym, że wierzymy w wyższość naszej kultury. Jest paradoksem, że multikulturowe przedsięwzięcie, zaprzeczające chrześcijańskim korzeniom Europy, stanowi tak naprawdę wersję chrześcijańskiej idei uniwersalnej miłości, tyle że w przesadzonej i niemożliwej do zrealizowania formie. Wymaga od Europejczyków, by szlachetnie wyparli się samych siebie. Każe nam się wspierać kolonizację naszych ziem i upadek naszej kultury, a ów kolektywny akt samopoświęcenia na rzecz jakiejś nowej, rodzącej się właśnie globalnej społeczności pokoju i dostatku, ma być chwałą Europy dwudziestego pierwszego wieku.

18. W takim myśleniu jest dużo złej wiary. Tak naprawdę większość przedstawicieli naszych klas rządzących nie ma wątpliwości co do wyższości kultury europejskiej, ale takich poglądów nie wolno im głosić publicznie, by nie obrazić imigrantów. Niemniej taka wyższość jest założeniem, skoro uważają oni, że do asymilacji dojdzie naturalnie, i szybko. Myślenie imperialne dawnych czasów rozbrzmiewa tutaj ironicznym echem, gdy europejscy technokraci zakładają, że drogą jakichś praw natury czy historii, “oni” z konieczności staną się tacy jak “my”. Nie wyobrażają sobie, że może być zupełnie odwrotnie. Tymczasem oficjalnej doktryny multikulturalizmu używa się jako terapeutycznego narzędzia do radzenia sobie z przykrymi, ale “przejściowymi” kulturowymi napięciami.

19.Znaleźć tu można jeszcze więcej złej wiary, i to mroczniejszego rodzaju. W ciągu ostatnich dziesięcioleci coraz większa część naszej klasy rządzącej zaczęła uznawać, że przyspieszona globalizacja leży w jej interesie. Buduje więc ponadpaństwowe instytucje, które można kontrolować unikając uciążliwości związanych z narodową suwerennością. Coraz lepiej widać, że “demokratyczny deficyt” Unii Europejskiej nie jest jedynie problemem technicznym, który można naprawić technicznymi środkami. Przeciwnie: deficyt ten jest fundamentalnym celem i gorliwie się go broni. Legitymizując swoje poczynania bądź to koniecznością ekonomiczną, bądź autonomicznym rozwojem międzynarodowego prawodawstwa praw człowieka, ponadnarodowi mandaryni z instytucji unijnych zagarniają polityczne życie Europy, na wszystkie wątpliwości odpowiadając w jeden sposób: Nie ma alternatywy. To łagodna, ale coraz bardziej realna tyrania, z którą musimy się mierzyć.

20.Mimo starań zwolenników fałszywej Europy, by podtrzymywać wygodne iluzje, pycha tego projektu staje się coraz bardziej widoczna. Przede wszystkim widać, że fałszywa Europa jest słabsza niż sądzono. Popularna rozrywka i konsumpcja materialna nie podtrzymują życia obywatelskiego. Nasze społeczeństwa – których multikulturowa ideologia pozbawiła ideałów i chęci do wyrażania patriotycznej dumy – nie potrafią znaleźć w sobie woli do obrony. Retoryka inkluzywności i bezosobowy system ekonomiczny zdominowany przez gigantyczne międzynarodowe korporacje, nie odbudowują obywatelskiego zaufania i społecznej spoistości. Trzeba powiedzieć otwarcie: społeczeństwa europejskie są mocno zużyte. Wystarczy rozejrzeć się, by dostrzec coraz większe wykorzystywanie władzy rządu, sterowania społeczeństwem i indoktrynacji w szkołach. Uzbrojeni żołnierze wychodzą na ulicę nie tylko z powodu islamskiego terroru. Oddziały prewencyjne policji okazują się teraz niezbędne do opanowania agresywnych anty-systemowych protestów, a nawet do okiełznania pijanych tłumów kibiców piłkarskich. Fanatyzm kibiców jest dramatycznym sygnałem głębokiej ludzkiej potrzeby solidarności – potrzeby, której w fałszywej Europie nie da się zaspokoić w inny sposób.

21.Europejskie klasy intelektualne należą niestety do głównych ideologicznych zwolenników pychy Europy fałszywej. Nasze uniwersytety są bez wątpienia dumą cywilizacji europejskiej. Ale podczas gdy kiedyś starały się przekazywać nowym pokoleniom mądrość poprzednich wieków, dzisiaj większość z nich stawia znak równości pomiędzy krytycznym myśleniem a nierozumnym odrzuceniem przeszłości. Dawniej europejski duch kierował się rygorem intelektualnej uczciwości i obiektywizmu. Przez ostatnie dwa pokolenia jednak ten szlachetny ideał uległ przeobrażeniu. Dyscyplina umysłu, która kiedyś broniła przed tyranią dominującej opinii, przerodziła się w beztroską i bezrefleksyjną niechęć w stosunku do wszystkiego co nasze. Taka postawa kulturowego odrzucenia stała się tanim i prostym sposobem na “krytycyzm”. Od lat promowana jest w salach wykładowych, stając się doktryną, dogmatem. A każdy nowy wyznawca takiego kulturowego kredo uważany jest za przedstawiciela “Oświecenia” i za duchowego wybrańca. W rezultacie nasze uniwersytety są obecnie czynnymi podmiotami trwającej kulturowej destrukcji.

22.Nasze klasy rządzące wspierają prawa człowieka. Zajmują się walką ze zmianami klimatycznymi. Kierują coraz bardziej zintegrowaną globalnie ekonomią rynkową i ujednoliceniem polityki podatkowej. Monitorują postęp w dziedzinie równości płciowej. Tyle dla nas robią! Jakie mają więc znaczenie mechanizmy, które stały za objęciem przez nich ich urzędów? Jakie znaczenie ma coraz większy sceptycyzm, z jakim ludy europejskie podchodzą do ich zabiegów?

23.Ten rosnący sceptycyzm jest w pełni uzasadniony. Europa jest dzisiaj zdominowana przez jałowy materializm, który nie jest w stanie zachęcić kobiety i mężczyzn do zakładania rodzin i posiadania dzieci. Kultura odrzucenia pozbawia przyszłe pokolenie poczucia tożsamości. W niektórych krajach europejskich znajdują się regiony, w których muzułmanie cieszą się nieformalną autonomią wobec lokalnych praw – tak jak gdyby byli kolonistami, a nie współczłonkami narodowości. Indywidualizm izoluje nas od siebie. Globalizacja wpływa na perspektywy życiowe milionów ludzi. Na pytanie, dlaczego tak się dzieje, klasy rządzące Europą odpowiadają, że to element pracy nad dopasowaniem się do tego, co nieuniknione, że to przystosowanie do nieuchronnej konieczności. Że żadna inna droga nie jest możliwa, a każdy kto myśli inaczej, jest irracjonalny. Że rzeczywistość nie może przedstawiać się inaczej. Tym, którzy się sprzeciwiają, mówi się, że cierpią na nostalgię – która zasługuje na moralne potępienie, gdyż jest oznaką rasizmu lub faszyzmu. Wraz ze zwiększaniem się społecznych podziałów i obywatelskiej nieufności, w publicznym życiu Europy rośnie gniew i gorycz, i nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak się to wszystko skończy. Nie możemy już dłużej podążać tą drogą. Musimy odrzucić tyranię fałszywej Europy. Jest alternatywa. Istnieje alternatywa.

24.Praca musi rozpocząć się od teologicznego samo-poznania. Uniwersalistyczne i uniwersalizujące roszczenia fałszywej Europy pokazują, że stanowi ona namiastkę przedsięwzięcia religijnego, łącznie z silnymi quasi-religijnymi obowiązkami i anatemami. To mocne opium, które paraliżuje Europę jako organizm polityczny. Dążenia religijne należą – podkreślmy to z całą mocą – do dziedziny religii, nie polityki, a tym bardziej nie do biurokratycznej administracji. Odzyskanie przez nas politycznej i historycznej podmiotowości wymaga ponownej sekularyzacji europejskiego życia publicznego.

25.Będziemy zatem musieli wyrzec się zakłamanego języka, który unika odpowiedzialności i sprzyja ideologicznej manipulacji. Mówienie o różnorodności, inkluzywności i multikulturalizmie jest puste. Taki język jest często wykorzystywany do przedstawiania naszych porażek jako sukcesów: osłabienie społecznej solidarności ma być “faktycznie” znakiem gościnności, tolerancji i integracji. To język marketingu, którego celem jest zaciemnienie rzeczywistości, a nie jej rozjaśnienie. A my musimy odzyskać dla rzeczywistości trwały szacunek. Język jest delikatnym narzędziem i ulega dewaluacji, gdy używa się go jako maczugi. Powinniśmy być patronami językowej przyzwoitości. Uciekanie się do oskarżeń jest znakiem dekadencji dzisiejszych czasów. Nie wolno nam tolerować słownego zastraszania, a tym bardziej śmiertelnych pogróżek. A tych, którzy mówią rozsądnie – nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy – powinniśmy chronić. Przyszłość Europy musi być liberalna w najlepszym sensie tego słowa – rzetelna publiczna debata winna być wolna od gróźb przemocy i przymusu.

26.Przełamanie klątwy fałszywej Europy i jej utopijnej pseudo-religijnej krucjaty na rzecz świata bez granic oznacza ukształtowanie nowego rodzaju przywództwa politycznego i nowego rodzaju męża stanu. Dobry polityczny przywódca dba o dobro konkretnej społeczności. Dobry mąż stanu uważa, że nasze wspólne europejskie dziedzictwo i nasze poszczególne narodowe tradycje są darem wspaniałym i życiodajnym, ale jednocześnie kruchym. Nie będzie on odrzucał tego dziedzictwa ani nie zaryzykuje jego utraty na rzecz utopijnych marzeń. Tacy przywódcy pragną szacunku swoich obywateli, a nie aprobaty “międzynarodowej społeczności”, która tak naprawdę jest wizerunkowym narzędziem oligarchii.

27. Uznając szczególny charakter narodów Europy i ich chrześcijańskiego charakteru, nie musimy kłopotać się fałszywymi żądaniami multikulturalistów. Imigracja bez asymilacji jest kolonizacją i jako taka winna zostać odrzucona. Słuszne są nasze oczekiwania, że ci, którzy migrują do naszych ziem, włączą się w nasze społeczeństwa i przyjmą nasze obyczaje. Te oczekiwania musi wspierać rozsądna polityka migracyjna. Język multikulturalizmu przejęliśmy z Ameryki. Ale wielki wiek amerykańskiej imigracji przypadł na przełom dwudziestego wieku – okresu gwałtownego wzrostu ekonomicznego – w kraju, w którym praktycznie nie istnieje system socjalny i w którym panuje bardzo silne poczucie tożsamości narodowej, którą imigranci mieli przyjąć. Po przyjęciu ogromnej ilości przybyszów Ameryka zamknęła się niemal całkowicie na dwa pokolenia. Europa powinna przyswoić sobie tę lekcję amerykańskiego doświadczenia zamiast chłonąć współczesne ideologie. A doświadczenie to mówi nam, że miejsca pracy są silnym motorem dla asymilacji, że hojny system socjalny może ją utrudnić, zaś roztropne polityczne przywództwo czasem nakazuje, by imigrację – niekiedy drastycznie – ograniczyć. Nie wolno dopuścić, by multikulturowa ideologia deformowała nasze polityczne osądy dotyczącego tego, jak najlepiej służyć dobru wspólnemu. To z kolei wymaga, by narodowe wspólnoty, złączone wystarczającą jednością i solidarnością, postrzegały swoje dobro jako wspólne.

28.Po drugiej wojnie światowej Europa Zachodnia rozwijała dynamiczne demokracje, a po upadku imperium sowieckiego, narody Europy Środkowej odbudowały swoją własną dynamikę obywatelską. Jest to jedno z najcenniejszych osiągnięć Europy. Zostaną one jednak zmarnowane, jeśli nie poradzimy sobie z imigracją i ze zmianami demograficznymi w naszych krajach. Tylko imperia mogą być multikulturowe, i takim imperium stanie się Unia Europejska, jeśli nie uda nam się doprowadzić do tego, by solidarność i jedność obywatelska stały się kryteriami, wedle których oceniać będziemy politykę imigracyjną i strategie asymilacji.

29.Wielu ludzi głosi błędny pogląd, jakoby Europą wstrząsały jedynie spory wokół imigracji. Tak naprawdę stanowią one zaledwie jeden wymiar procesu ogólnej społecznej dezintegracji, który należy odwrócić. Musimy przywrócić godność poszczególnym rolom społecznym. Rodzice, nauczyciele i profesorowie mają obowiązek kształtować te role wśród tych, którzy znajdują się pod ich opieką. Należy powstrzymać kult eksperckości, który odbywa się kosztem mądrości, taktu oraz kultury w naszym życiu. Nie może być mowy o odnowieniu Europy bez stanowczego odrzucenia nadmiernego egalitaryzmu i redukowania mądrości do umiejętności technicznych. Popieramy polityczne osiągnięcia współczesności. Każdy mężczyzna i każda kobieta powinni mieć równe prawo wyborcze. Ważne prawa należy chronić. Ale zdrowa demokracja wymaga społecznych i kulturowych hierarchii, które zachęcają do dążenia ku doskonałości i wyrażają szacunek wobec tych, którzy służą wspólnemu dobru. Powinniśmy przywrócić poczucie duchowej wielkości i nadać mu stosowne znaczenie tak, by nasza cywilizacja potrafiła bronić się przed wzrastającą władzą samego bogactwa oraz prymitywnej rozrywki.

30.Ludzka godność to coś więcej niż prawo do świętego spokoju, a doktryny międzynarodowych praw człowieka nie wyczerpują wymogów sprawiedliwości, a tym mniej dobra. Europa powinna odnowić konsensus moralnej kultury, aby ludzie starali się zmierzać ku życiu cnotliwemu. Nie możemy pozwolić, by fałszywy pogląd na wolność krępował roztropne użycie prawa jako narzędzia do odstraszania występków. Musimy wybaczać ludzkie słabości, ale jednocześnie nie zapominać, że rozkwit Europy będzie niemożliwy bez przywrócenia wspólnotowych dążeń do uczciwego postępowania i do ludzkiej doskonałości. Kultura godności wypływa z przyzwoitości i wypełniania obowiązków wynikających z miejsca, jakie zajmujemy w społeczeństwie. Musimy odnowić wzajemny szacunek pomiędzy klasami społecznymi – szacunek, który obecny jest w społeczeństwie ceniącym wkład każdego z nas.

31.Uznając pozytywne aspekty ekonomii wolnorynkowej, musimy jednocześnie sprzeciwić się ideologiom, które absolutyzują logikę rynku. Nie godzimy się na to, by wszystko było na sprzedaż. Sprawnie funkcjonujące rynki wymagają rządów prawa, a nasze rządy prawa powinny mieć za cel więcej niż tylko ekonomiczną wydajność. Rynek działa dobrze, jeśli mieści się w obrębie silnych społecznych instytucji, które zorganizowane są na własnych – nie-rynkowych – zasadach. Wzrost ekonomiczny, chociaż dobroczynny, nie jest dobrem najwyższym. Rynki powinny zwracać się ku celom społecznym. Dzisiaj korporacyjny gigantyzm staje się zagrożeniem nawet dla politycznej suwerenności. Narody powinny współpracować, aby zapanować nad arogancją i bezmyślnością globalnych sił ekonomicznych. Popieramy roztropne użycie władzy w celu podtrzymania nie-ekonomicznych dóbr społecznych.

32.Wierzymy, że historia i kultura Europy są warte podtrzymania. Nasze uniwersytety zbyt często jednak dopuszczają się zdrady względem naszego kulturowego dziedzictwa. Musimy zreformować programy nauczania w taki sposób, by służyły one przekazywaniu wspólnej kulturowej spuścizny, a nie indoktrynowaniu młodych ludzi kulturą odrzucenia. Na nauczycielach i wychowawcach na każdym poziomie spoczywa obowiązek pamięci. Powinni oni czerpać dumę ze swojej roli jako mostu łączącego przeszłe pokolenia z tymi, które nadejdą. Należy odnowić wysoką kulturę europejską, ustalając za wspólny standard wzniosłość i piękno; odrzucając zaś degradację sztuk i sprowadzanie ich do politycznej propagandy. Będzie to wymagało ukształtowania nowego pokolenia mecenasów. Korporacje i biurokracje okazały się bowiem marnymi mecenasami sztuki.

33.Małżeństwo jest podstawą społeczeństwa obywatelskiego i podłożem harmonii pomiędzy mężczyznami a kobietami. Jest ono intymną więzią, która zbudowana jest wokół utrzymania rodziny i wychowania dzieci. W naszym przekonaniu najbardziej fundamentalnymi rolami społecznymi i ludzkimi jest rola ojców i matek. Małżeństwo i dzieci stanowią integralną część wszelkich wizji ludzkiego rozwoju. Dzieci wymagają poświęcenia od tych, za przyczyną których znalazły się na świecie. To poświęcenie jest szlachetne i powinno być otoczone szczególnym poważaniem. Popieramy roztropne rozwiązania polityczne, które stanowią zachętę i wsparcie dla małżeństwa, rodzenia i wychowywania dzieci. Społeczeństwo, które nie chce dzieci, nie ma przyszłości.

34.Źródłem wielu obaw w Europie jest rosnące w siłę zjawisko nazywane „populizmem”, przy czym pojęcia tego nigdy się nie definiuje i najczęściej ma ono obraźliwy wydźwięk. My również mamy pewne zastrzeżenia. Europa musi czerpać z niezgłębionej mądrości swoich tradycji, a nie posługiwać się uproszczonymi hasłami i rodzącymi podziały i emocje odezwami. Musimy jednak przyznać, że ten nowy rodzaj populizmu wydaje się przejawem zdrowego buntu przeciwko tyranii fałszywej Europy, która wszelkie zagrożenie dla swojego monopolu i moralnej legitymacji uznaje za „antydemokratyczne”. Tak zwany „populizm” stawia wyzwanie dyktaturze status quo i “fanatyzmowi centrum” – i taka postawa jest słuszna. Populizm może również oznaczać, że nawet w samym środku naszej osłabionej i zubożałej kultury politycznej jest szansa na odrodzenie się historycznej podmiotowości ludów Europy.

35.Za fałszywy uznajemy pogląd, jakoby nie było żadnej odpowiedzialnej alternatywy dla sztucznej pozbawionej ducha solidarności ujednoliconego rynku, ponadnarodowej biurokracji i łatwej rozrywki. Chleb i igrzyska to nie wszystko. Odpowiedzialna alternatywa to prawdziwa Europa.

36.Zapraszamy zatem wszystkich Europejczyków, by dołączyli do nas i odrzucili utopijną fantazję multikulturowego świata bez granic. Kochamy nasze ojczyzny i pragniemy przekazać naszym dzieciom każdą szlachetną rzecz, którą sami kiedyś – jako spuściznę – otrzymaliśmy. Jesteśmy Europejczykami i dzielimy wspólne dziedzictwo. To dziedzictwo domaga się, byśmy żyli razem w pokoju jako Europa narodów. Odnówmy naszą narodową suwerenność i odzyskajmy godność, która płynie ze wspólnej odpowiedzialności za przyszłość Europy.

Podpisali:

Philippe Bénéton (France) Rémi Brague (France) Chantal Delsol (France) Roman Joch (Česko) Lánczi András (Magyarország) Ryszard Legutko (Polska) Roger Scruton (United Kingdom) Robert Spaemann (Deutschland) Bart Jan Spruyt (Nederland) Matthias Storme (België)

Deklarację popierają: Bronisław Wildstein, Zdzisław Krasnodębski, Stanisław Knaflewski, Marcin Chludziński, Zbigniew Stawrowski

za: https://wpolityce.pl/

List do pani Konsul Generalnej

  • Posted on Wrzesień 29, 2015 at 09:21

Wrocław, 29 września 2015 r.

Jej Ekscelencja
dr hab. Adrienne Körmendy
Konsul Generalny Węgier
ul. Lubicz 17 h
31-503 Kraków

W tych trudnych chwilach naszej wspólnej europejskiej cywilizacji przekazuję wyrazy solidarności z Narodem węgierskim. Przekazuję je w imieniu członków Klubu Króla Macieja Korwina we Wrocławiu.

Jako inicjatywa obywatelska pragnęlibyśmy, aby nasi współrodacy mogli poznać prawdziwą sytuację na południowym pograniczu Węgier.

Pragnęlibyśmy również, aby realizowana była wizja pana premiera Viktora Orbána zmierzająca do budowy solidarności środkowoeuropejskiej.

Wiemy, że bez Polski – ze względu na jej potencjał ludnościowy i położenie geograficzne – ten projekt nie może być zrealizowany.

Wiemy, że szczegóły tego projektu są prezentowane w publicznych wystąpieniach członków rządu Węgier i premiera Viktora Orbána.

Niestety, większość naszych współobywateli ma możność zapoznania się z nimi jedynie w formie skróto­wej, bądź, co gorsza – jedynie w postaci omówień bazujących na tłumaczeniach z języków: angielskiego bądź niemieckiego.

Z całą stanowczością muszę zaznaczyć: na tak kruchych fundamentach, nie da się budować zrozu­mienia, a później porozumienia.

Dlatego też apeluję do Waszej Ekscelencji, aby doprowadzić do sytuacji, w której ważne z punktu wi­dzenia przyszłości Środkowej Europy dokumenty oraz wystąpienia najwyższych dostojników Węgier, a także wszystkie przemówienia premiera Viktora Orbána były udostępniane na stronie internetowej rządu Węgier również w języku polskim. Fakt ich publikowania na stronie oficjalnej rządu w widoczny sposób potwierdziłby zarówno jego intencje, jak i ważność adresata.

Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to wielkie wyzwanie logistyczne.

Dlatego też w imieniu Klubu deklaruję gotowość współpracy w tym zakresie w granicach naszych możliwości.

Na zakończenie pragnę przekazać na Pani ręce wyrazy podziękowania dla Premiera Viktora Orbána za jego odważną, zdecydowaną, ale i rozważną postawę w ostatnim czasie.

Éljen Magyarország! Éljen Orbán Viktor!

Z poważaniem

Prezes Marek Natusiewicz

Program wyborczy FIDESZ z roku 2010

  • Posted on Czerwiec 23, 2015 at 07:19

Podstawowe filary programu:

– praca,
– dom,
– rodzina,
– zdrowie,

ZASADY OGÓLNE:

Przywrócenie państwa prawa i zasad demokracji poprzez:

– odbudowę Instytucji i Organów Państwa na zasadach pełnej demokracji
– wzmocnienie Państwa Obywatelskiego
– większy udział obywateli w decyzyjności
– konsultacje narodowe w ważnych dla kraju kwestiach
– preferowanie przede wszystkim rodzimych (węgierskich) formy przedsiębiorczości, zwłaszcza małych, rodzinnych firm
– obniżanie podatku dochodowego
– obniżanie stawek podatku od osób prawnych i wysokości ubezpieczenia
– ograniczenie emigracji poprzez pomoc młodym ludziom w tworzeniu własnych firm
– zatrzymanie spadku demograficznego poprzez politykę prorodzinną

Zadania w sferze gospodarki:

– w ciągu 10 lat utworzenie 1 miliona nowych miejsc pracy
– skierowanie programów EU głównie w stronę małych i średnich firm
– zredukowanie terminów płatności z 90 do 30 dni
– coroczne zwiększanie liczby mieszkań o kolejne 10%
– uproszczenie systemu podatkowego
– zmniejszenie opresyjności aparatu administracyjnego wobec przedsiębiorców
– uelastycznianie stosunków pracy
– Węgry mają się stać centrum turystyki zdrowotnej w EU
– niezależność energetyczna
– wzmocnienie kształcenia inżynierów i innych kierunków nauk nie humanistycznych
– wprowadzenia znaku jakościowego „dobry bo węgierski”
– wspomaganie ochrony patentów węgierskich za granicą
– preferowania w przetargach publicznych przedsiębiorstw węgierskich
– „Otwarcie gospodarcze na Wschód”
– na Rosję, Chiny, Indie i Afrykę

Zadania w sferze porządku publicznego:

– nowelizacja Kodeksu Karnego, zaostrzenie kar dla przestępców
– rozliczanie osób winnym korupcji
– ostre kary dla urzędników za łamanie prawa i nadużywanie funkcji państwowych
– sądy powinny częściej stosować karę rzeczywistego dożywocia w przypadku szczególnie brutalnych przestępstw
– wzmocnienie policji, zatrudnienie nowych funkcjonariuszy
– przejrzystość instytucji państwowych
– każdy kontrakt dotyczący zamówień publicznych powinien być jawny i opublikowany
– przyspieszenie procesów sądowych

Zadania z zakresu zdrowia publicznego:

– skrócenie na połowę oczekiwania na miejsce w szpitalach
– odciążenie lekarzy od nadmiernych zadań administracyjnych
– zwiększenie wynagrodzenia lekarzy i osób pracujących w służbie zdrowia

Zadania socjalne:

– zwiększenie pomocy socjalnej dla wielodzietnych rodzin
– zwiększenie wynagrodzenia pracowników socjalnych
– wspieranie rodzin aby mogli mieć więcej dzieci, szczególnie młodych małżeństw
– zwiększanie pomocy niepełnosprawnym, programy umożliwiające podjęcie przez nich pracy
– szczególna pomoc państwa dla kobiet wychowujących samotnie dzieci
– pomoc dla emerytów i rencistów, rewaloryzacja przynajmniej o wskaźnik inflacji
– wprowadzenie i poszerzanie programu „Erzsebet”
– renciści, emeryci, potem niepełnosprawni, pracownicy publiczni i rodziny wielodzietne będą mogli skorzystać z dotowanych, krajowych wczasów. Za 4-5 dniowy pobyt w hotelu z pełnym wyżywieniem, osoby pełnoletnie zapłacą równowartość ok. 70 zł, dzieci ok. 35 zł
– wprowadzanie karty „SZEP”
– pracodawcy nie płacąc podatku będą mogli pracownikom w formie premii przyznać kartę SZEP. Karta będzie do wykorzystania na terenie kraju, w hotelach, na basenach, na obiektach sportowych itp.

Dlaczego Bóg błogosławi Węgrom?

  • Posted on Styczeń 27, 2015 at 10:47

Dlaczego Bóg błogosławi Węgrom?

  • Posted on Styczeń 27, 2015 at 10:47

  • Filed under:
    • Bez kategorii

Karol IV – ostatni król Węgier

  • Posted on Styczeń 3, 2015 at 08:59

Karol IV był człowiekiem o nieposzlakowanej moralności, bardzo wrażliwym na krzywdy zwykłych ludzi, przyjacielem prostych żołnierzy i najbardziej pokrzywdzonych przez los ludów monarchii. Gdyby przyszło mu panować w innych czasach byłby z pewnością wspaniałym i wielkim władcą, lecz przyszło mu panować w końcówce Wielkiej Wojny, gdy triumfowały cynizm, zbrodnia, obłuda i zdrada, a słabych uważano jedynie za pionki na szachownicy politycznej.

W czasie, gdy Karol obejmował tron monarchia AW była już skazana na zagładę przez państwa Ententy i w razie jej zwycięstwa żądna siła nie mogła jej ocalić. W zamysłach kierowników polityki Ententy nie było w środku Europy miejsca na żadne katolickie mocarstwo. Zarówno republikańska Francja rządzona przez fanatycznych antyklerykałów, jak i prawosławna Rosja realizująca swój sen o zjednoczeniu wszystkich Słowian pod berłem cara i wyrwania ich z cywilizacji katolickiej nie mogły, (choć każda z innych względów) dopuścić do tego, aby Monachia AW mogła przetrwać w jakiejkolwiek formie.

I w tej myśli właśnie rękoma Serbów wywołały wojnę, która rozszerzyła się w światową zawieruchę. Oczywiście – Francja i Rosja miały też inne cele, ale wyeliminowanie monarchii Habsburgów uważały za jeden z celów głównych. Jak napisałem już w innych postach – jeszcze przed wojna obydwie wymienione tu potęgi żądały sobie bardzo wiele trudu inwestując w wewnętrzną destabilizację Austro-Węgier, a podczas wojny nie ustawały (zwłaszcza Francja) w knowaniach mających na celu podjudzenie do wojny państw neutralnych ( Włoch i Rumunii) obiecując im hojną ręką terytoria, które ani historycznie, ani etnicznie nigdy do nich nie należały.

Włochom obiecano: cały południowy Tyrol wraz z częścią zamieszkałą nieomal wyłącznie przez niemieckojęzyczną ludność oraz całe wschodnie wybrzeże Adriatyku zamieszkałe przez bałkańskich Słowian, zaś Rumunom – nie tylko Siedmiogród i Banat, lecz także tereny aż po rzekę Cisę ( z miastem Debreczynem włącznie), gdzie nie mieszkali nigdy żadni Rumni, ani nie sięgało żadne państwo mołdawskie, ani wołoskie. Zwróćcie uwagę, że przez całą wojnę państwa Ententy nie dokonały podobnej dywersji w stosunku do Rzeszy Niemieckiej, choć przecież nie brakowało i w niej separatyzmów, które można by wykorzystać, ani graniczących z nią państw neutralnych (można było podobnie kupić Holandię, a zwłaszcza Danię mającą z Niemcami odwieczny spór graniczny!). Oznaczało to, że od samego początku mocarstwa Ententy zaplanowały taki ład powojenny, w którym będzie miejsce dla zjednoczonych., choć nieco uszczuplonych Niemiec, ale nie będzie miejsca dla Austro-Węgier.

Otóż wstępujący na tron cesarz i król Karol Habsburg wyraźnie nie zdawał sobie z powyższego sprawy. Pragnął on natomiast za wszelką cenę zakończenia przedłużającej się wojny, oszczędzenia wielu istnień ludzkich i złagodzenia cierpień milionów zwykłych zjadaczy chleba w Europie. Dlatego kościół katolicki słusznie uważa go za błogosławionego. To jednak, co wystawia mu najlepsze świadectwo jako człowiekowi i wiernemu kościoła rzymsko-katolickiego – nie oznacza, że jego postępowanie było z punktu widzenia polityki słuszne i rozważne. Karol traktował państwa Ententy jak zwykłego przeciwnika i ewentualnego poważnego partnera w rozmowach pokojowych – poważnego, tzn. skłonnego do rozsądnego kompromisu i liczącego się z wolą swoich narodów. Nie miał, niestety, pojecia, że rozpoczyna niebezpieczną grę z bezwzględnymi ideowymi fanatykami, mającymi z góry przygotowaną „jedynie słuszną” wizje przyszłego świata, których jedynym celem jest zniszczyć i rozbić nie tylko jego państwo, ale przede wszystkim ideę tworu politycznego, jaki reprezentowało.

W takiej atmosferze cesarz Karol zainicjował nieoficjalne wstępne rokowania z aliantami za pośrednictwem swoich braci swojej żony , służących w armii belgijskiej. Sprawa ta znana jest powszechnie jako tzw. „afera księcia Sykstusa Parmeńskiego”. Idea zainicjowana w momencie dużych sukcesów militarnych państw Centralnych była następująca:
Cesarz Karol jest skłonny do zakończenia okupacji Serbii i pewnych ustępstw terytorialnych na rzecz Włochów w zamian za natychmiastowe zawieszenie broni. Następnie obiecywał też wywrzeć nacisk na swego niemieckiego partnera, aby ten wstrzymał działania wojenne i zgodził się na kompromisowe załatwienie sporu granicznego z Francją. Władca AW sądził, że nie będzie to trudne, gdyż Niemcy nie będą w stanie sami prowadzić wojny i dlatego muszą się zgodzić na życzliwa radę swego najważniejszego sojusznika.
Cala akcja wymagała rzecz jasna dyskrecji przed Niemcami aż do czasu uzyskania wstępnej zgody państw Ententy, gdyż nie mając żadnego atutu w ręku cesarz Karol nie mógł przystąpić do poważnych rozmów z Niemcami.

Rozumowanie cesarza Karola było wiec jak najbardziej logiczne i znajdowało silne oparcie w ówczesnej rzeczywistości:
Ludy Europy zmęczone były wojną i w każdej chwili mogło dojść do rewolucji groźnej dla obydwu zmagających się stron. Propozycja była dla aliantów korzystna, bo mogliby natychmiast zakończyć wojnę, odzyskać bez wysiłku okupowane ziemie i być może uzyskać nawet jakieś terytorialne korzyści, oraz uspokoić opinię publiczną i przerwać rzeź narodów.
Jak jednak zareagowali francuscy, liberalno-demokratyczni mistrzowie dyplomacji? Najpierw przeciągnęli rokowania, potem nie chcąc odmówić wprost – odrzucili propozycje cesarza Karola zasłaniając się negatywnym stanowiskiem Serbów i Włochów ( Cóż za kuriozalny argument świadczący o drapieżności Ententy: Oto Włochy – nie mogące zanotować jak dotąd żadnego sukcesu militarnego i ponoszące same porażki – odmawiają przyjęcia propozycji mogącej im przynieść honorowy pokój i nabytki terytorialne! Zaś Serbia, całkowicie okupowana i podbita – nie godzi się na pokój mający bezwarunkowo przywrócić jej niepodległość i być może dostęp do morza!). Mało tego – dyplomaci francuscy cynicznie wykorzystali propozycję Karola, aby skompromitować go w oczach sojusznika – cynicznie upublicznili fakt negocjacji i w ten sposób wbili klina pomiędzy obydwa sojusznicze państwa centralne i skompromitowali władcę Austro-Węgier w oczach Niemców. Cesarz Karol powinien wyciągnąć z tej afery dwa oczywiste wnioski:
1) Państwa Ententy nie widzą w Austro-Węgrzech partnera do rozmów pokojowych, gdyż przeznaczyły to państwo na zagładę, a z trupem się nie pertraktuje.
2) Nigdy nie można zawierzyć dyplomacji państw Ententy ponieważ każde cesarza Austrii zostanie wykorzystane przeciw niemu i ma na celu nie tylko przyspieszenie jego katastrofy politycznej, ale i skompromitowanie go w skali politycznej i historycznej.
Trzeba jasno powiedzieć, że cesarz Karol wniosków tych nie wyciągnął i pomimo katastrofy i utraty tronu nadal żywił jakieś dziecinne złudzenia co do intencji politycznych zwycięskiej koalicji i naiwnie sądził, że ex władca znienawidzonej przez francuskich i anglosaskich liberałów katolickiej monarchii – może cokolwiek od niej uzyskać.

Poza tym eks cesarz był młodym człowiekiem i jak każdy młody człowiek – nie umiał czekać i chwytał się każdej okazji i kaczego złudzenia, które mogłoby przywrócić należny mu tron.
I tu leży cale źródło dramatycznych wydarzeń na Węgrzech w 1921 roku, które doprowadziły do rozbicia obozu politycznego węgierskich monarchistów, skłóciły ich ze środowiskiem narodowym i skompromitowały samego nieszczęśliwego monarchę, a które mogły się skończyć o wiele gorzej – upadkiem narodowego rządu i ustroju monarchicznego, ponowną obcą okupacją i nowym rozbiorem państwa i ustanowieniem reżimu skompromitowanej i znienawidzonej pseudo demokratycznej republiki.

CK Tiger:

„Zdając sobie sprawę z trudnego dla Węgier otoczenia w postaci Czech, Rumunii i Jugosławii, przeciwnych powrotowi Habsburgów, Karol podjął działania mające zapewnić mu poparcie jednego z mocarstw, Francji. Bez poparcia silnego państwa nie mógł nawet marzyć o przywróceniu monarchii, gdyż węgierscy sąsiedzi, nie chcąc utracić zdobytych kosztem Węgier terenów, nie zawahaliby się wypowiedzieć wojny. W przypadku zniszczonych I wojną a potem komunistyczną dyktaturą Węgier, byłby to gwóźdź do trumny naddunajskiego państwa.”

To, co napisał Tiger o trudnym położeniu Węgier jest stuprocentową prawdą, lecz nie całą. W rzeczywistości było jednak o wiele gorzej niż napisał: Kraj był nie tylko osaczony przez wrogów, ale wyniszczony materialnie i moralnie przez dwie rewolucje ( w tym bolszewicką Beli Kuna), całkowicie zrujnowany gospodarczo i militarnie bezbronny: Ententa uzbroiła wrogów Węgier po zęby, a przemyśl czeski pracował pełną parą – zaś ograniczenia traktatu Trianon sprowadziły armie węgierska do rozmiarów symbolicznych, a ciężkie uzbrojenie wydano zwycięzcom, przemyśl zbrojeniowy zlikwidowano. Zwycięska Ententa nie tylko okroiła Węgry i przeprowadziła nowe granice tak, aby stanowiły żadnej zapory dla Czechosłowacji, Rumunii i SHS (Jugosławii), lecz ponadto ofiarowując Austrii – Burgenland – uniemożliwiła przezornie współpracę z jedynym potencjalnym sprzymierzeńcem i zmieniła go we wroga, zaś oddając Ruś Karpacka Czechosłowacji – odcięła Węgry od tradycyjnie przyjaznej Polski.
Rząd narodowy i regent Horthy mieli przed sobą długoletnią i ciężka pracę, aby uratować cokolwiek, przełamać ogólny kryzys i musieli znaleźć nowych sojuszników, którzy pozwolą rozerwać wrogą obręcz. Perspektywa powrotu króla Karola nie wyglądała wcale beznadziejnie, gdyż formalnie Węgry były stale monarchią, a Habsburgowie nie byli jeszcze wykluczeni od tronu. Gdyby cesarz Karol to zrozumiał i umiał czekać, być może nie doszłoby do tego, co go spotkało i mógłby po kilku, lub raczej kilkunastu latach odzyskać tron – podobnie jak hiszpańscy Burbonowie odzyskali tron, co przygotowywał im przez długie lata caudillo Franco.
Lecz taka perspektywa nie była pożądana dla fanatycznych wrogów „monarchii arcykatolickiej”, którzy nie mogli przeboleć upadku milej ich sercu Republiki Węgierskiej Karoly’ego i obalenia Republiki Rad przez siły konserwatywne i narodowe. Co innego, gdyby zrobiła to postępowa republika burżuazyjno-liberalna? Ale monarchiści i konserwatyści u władzy! Perspektywa odrodzenia silnej monarchii na Węgrzech i zmora zmartwychwstania Austro-Węgier! Toż to ruina całego dzieła Clemenceau i Wilsona! Zagłada dzieła ukochanego przez zachodnich liberałów – genialnego profesora Masaryka! Zgroza!!! Zgroza!!!
Co jednak robić? Węgry nie chcą umrzeć, ani zapomnieć o swej przeszłości! Rozbiór w Trianon uważają za dyktat. Jeśli się umocnią – to z pewnością będą próbowały go obalić! Obalić całe dzieło Wersalu w Europie Środkowej! Zgroza! Jak do tego nie dopuścić? Trzeba obalić władzę Horthy’ego i odsunąć jego rząd narodowy. Ale jak to zrobić? Horthy zbyt mądry, aby dać się sprowokować i przedwcześnie rzucić się na Małą Ententę. Wojna prewencyjna – zostanie potępiona przez opinie publiczną jako najazd imperialistów…Niedobrze. Mniejszości narodowych, za którymi można się na Węgrzech ująć już nie ma – niedobrze…
Ale zaraz…zaraz… Jest przecież eks król Karol! Anglosasom i francuskim liberałom nie wypada wprost obalić regenta – kalwina, ale można to zrobić rękoma katolickich monarchistów!
Karol naiwnie wierzy, że uzyska błogosławieństwo dla swej restauracji od zwycięskiej Francji. Wierzy, ze Francuzi zrozumieli, że dla równowagi europejskiej i zablokowania niemieckiego ekspansjonizmu niezbędne jest silne, tradycyjne państwo nad środkowym Dunajem. Może wiec zgodzę się na reaktywacje nowych, przyjaznych im Austro-Węgier sprzymierzonych z sojuszniczką Francji – Polską. Taki blok byłby wystarczająco silną zapora przeciw niebezpieczeństwu bolszewickiemu i niemieckiemu!
Eks cesarz postępuje wiec podobnie jak w przypadku „afery Sykstusa” i rozpoczyna tymi samymi „zgranymi kartami” tajną dyplomację:

CK Tiger pisze:

„W tajemnicy przed Horthy’m, Karol podjął negocjacje z Francuzami, wysyłając do premiera Brianda – brata swojej żony księcia Sykstusa Bourbon-Parma. Sykstus wynegocjował poparcie Brianda, jednakże z zastrzeżeniem, że Francja uzna i poprze władzę Habsburgów na Węgrzech, tylko w wypadku udanego zamachu stanu. Jeśli próba podjęta przez Karola I nie powiedzie się, Francja nie przyzna się do brania udziału w negocjacjach i wyprze się kontaktów z cesarzem. Jeśli jednak uda się obalić Horthy’ego, Briand zagwarantuje pomoc gospodarczą, dyplomatyczną a nawet wojskową, w przypadku próby ataku ze strony Czech lub Rumunii.”

Dyplomacja ta pozornie osiąga sukces. Premier Francji niby się zgadza, ale jednocześnie – podjudzając Karola zręcznie umywa ręce:, „Jeśli próba podjęta przez Karola I nie powiedzie się, Francja nie przyzna się do brania udziału w negocjacjach i wyprze się kontaktów z cesarzem.” Jednym słowem jest to zwyczajna „poducha” i zapowiedź realnego nie działania, a nawet kolejnej kompromitacji: „ Francja wyprze się jakichkolwiek kontaktów z cesarzem”…Wyprze się…, A wiec Karol znów wyjdzie na kłamcę, fantastę i ośmieszy się przed całym światem…Karol nie spostrzega jednak tej pułapki. Zapewne chce wierzyć w dobre intencje starego lisa Brianda i jego gołosłowne zapewnienie: „Jeśli jednak uda się obalić Horthy’ego, Briand zagwarantuje pomoc gospodarczą, dyplomatyczną a nawet wojskową, w przypadku próby ataku ze strony Czech lub Rumunii.” Cesarz nie rozumie widocznie, że tajna gwarancja, której można się w każdej chwili wyprzeć nie jest żadna gwarancją, nie jest nawet świstkiem papieru – gdyż jest to „gwarancja” słowna. Zapewne Briand zaręcza słowem honoru…Jaki ż jednak może mieć honor zawodowy polityk, cyniczny libertyn i relatywista moralny?
Gdyby cesarz Karol kierował się realizmem, to zaraz zrozumiałby, do czego zmierza Francja. Ta sama Francja zaledwie pol. roku wcześniej cynicznie i okrutnie przypieczętowała rozbiór Węgier i skazała je na bezsilność. Ta sama Francja uzbroiła i politycznie wsparła wrogie Węgrom przymierze: Małą Ententę, której najważniejszym celem jest: Walka z węgierskim rewizjonizmem i niedopuszczenie do restauracji Habsburgów”. We Francji rządzą zawsze antymonarchiści, fanatyczni liberałowie i republikanie. System parlamentarny ustawiony jest tak, że zwycięstwo jakiejkolwiek partii politycznej nie zmienia tej zasadniczej tendencji. Karol nie zastanawia się dlaczegoż to Francja nagle gotowa jest deptać swoje niedawne dzieło i reaktywować to, z czym walczyła z taką zajadłością od lat. A przecie z sprawa jest jasna, a kluczem są słowa Brianda: „Jeśli uda się obalić Horthy’ego…”. Cesarz ma być tylko pionkiem w grze przeciw regentowi. Szatański plan Brianda jest oczywisty: konserwatywny i monarchistyczny reżim regenta zostanie obalony…Siłami monarchistów węgierskich! Francja nie musi nawet ruszyć palcem, ani zapłacić za to ani jednego franka!

Oto istota planu:

Akt 1:
Karol powraca na Węgry, a jego zwolennicy organizują zbrojne powstanie przeciw regentowi. Monarchiści i konserwatyści nie wystąpią przeciw monarsze, a wiec Horthy zostanie łatwo obalony rękoma Karola.
Akt 2:
Zmobilizowane państwa sąsiednie, nie mogąc dopuścić do utrwalenia restauracji monarchii Habsburgów zagrażającej „pokojowi światowemu” najeżdżają zewsząd Węgry.
Akt 3:
Król Karol zwraca się do premiera Brianda z prośba o interwencję. Wariant 1 (najbardziej prawdopodobny): Interwencja sąsiadów jest tak nagła, a klęska Węgier tak szybka, że nie ma potrzeby się tłumaczyć. Wariant 2 (zapasowy): Opór trwa nieco dłużej. Karol ma czas prosić Francje o interwencję. Wówczas Briand wypiera się kontaktów z Karolem i kompromituje go. Skutek w obu przypadkach: Monarchia na Węgrzech zostaje obalona, a Habsburgowie skompromitowani w oczach Węgier, Europy i świata.
Zwycięzcy osłabiają Węgry przez nowy podział. Powstanie kadłubowa, bezsilna i kosmopolityczna Republika Węgierska. Rewizjonizm zostanie pogrzebany, Monarchia AW przepadnie na wieki. Amen. Amen.

Oczywiście jest i taka możliwość, że zamach Karola się nie uda. Co wówczas – Nieco gorzej, ale też korzyść? Briand nie będzie się musiał tłumaczyć (zapowiedział to zresztą Karolowi?. Habsburgowie zostaną ostatecznie wyeliminowani i skompromitowani! Na wieki skłóci się węgierskich narodowców i monarchistów, bo przecież ostatni król zostanie pokonany rękoma regenta Horthy’ego! Skompromituje się w ten sposób i sam regent – straci popularność,. Węgry osłabną i może uda się w perspektywie kilku lat przywrócić ukochaną, kosmopolityczną, „liberalną” i nieszkodliwą republikę!

A zatem dla Brianda, Francji i liberalizmu światowego : Korzyść w każdym przypadku!

Zwróćmy jeszcze uwagę na pertraktacje Karola z samym Horthym.

CK Tiger pisze:

„Regent odrzucił wszelkie propozycje, argumentując brak możliwości oddania władzy Karolowi tym, że nie dopuściły by do tego państwa sąsiedzkie i natychmiast wypowiedziały by wojnę. Kiedy król ujawnił, że ma zagwarantowane wsparcie Francji, Horthy, próbując wybrnąć z trudnej sytuacji stwierdził, iż przysiągł lojalność przed parlamentem i nie może złamać tej przysięgi.”

CK Tiger idzie tu za rewelacjami książki Kucharczyka” Ostatni cesarz” i powołuje się na relacje samego Karola. We wspomnieniach regenta („Cale życie dla Węgier”) odnajdujemy jednak zdanie nie występujące w relacji Karola. Otóż w niej, gdy Karol mówi, że „ma zagwarantowane wsparcie Francji” regent Horthy trzeźwo pyta: „ Na czym opiera się wiara WKM w gwarancje Francji?” , Karol nie daje na to żadnej odpowiedzi i kieruje natychmiast rozmowę na temat przysięgi. W relacji eks króla kłopotliwe pytanie Horthy’ego zostaje pominięte…

Dalej CK Tiger relacjonuje dalszą rozmowę króla i regenta tak:

„Następnie powiedział, że odda władzę, kiedy Karol zdobędzie Wiedeń. Taka propozycja była szczytem absurdu, ponieważ bez armii, poparcia Węgier czy zagranicznych mocarstw, nie było mowy o jakiejkolwiek interwencji w Austrii”.

Regent nie zaprzecza w swojej relacji , że tak właśnie powiedział. Dlaczegóż jednak jego propozycja ma być: „była szczytem absurdu, ponieważ bez armii, poparcia Węgier czy zagranicznych mocarstw, nie było mowy o jakiejkolwiek interwencji w Austrii”. Odwrotna sytuacja nie wydaje się autorowi tego tekstu absurdalna! A przecież realne szanse restauracji na Węgrzech otoczonych przez wrogą koalicję zaborców, pozbawionych armii, poparcia Austrii, czy zagranicznych mocarstw…” jest jeszcze większym nonsensem! Austria ( w przeciwieństwie do Węgier) nie graniczy z samymi tylko wrogami! Ma za sąsiadów poszkodowane przez zwycięzców, żądne odwetu Niemcy, zdegustowane lekceważeniem Francji – Włochy i neutralną Szwajcarię. Austria nie przeżywała też dwóch rewolucji w ciągu trzech lat, najazdu i obcej okupacji!

Kończąc meil:
Tragiczne starcie odnowiciela monarchii i wiernego Habsburgom żołnierza ( w końcu października 1918 roku to właśnie Horthy osobiście bronił do końca cesarskiej bandery i nie dał jej pohańbić) z eks królem Karolem było szczytowym osiągnięciem perfidnej polityki dyplomacji francuskiej. Tylko trzeźwości i zdecydowaniu regenta Węgry zawdzięczają to, że nie spotkał je w wyniku tych wydarzeń drugi, jeszcze tragiczniejszy rozbiór i natychmiastowy upadek monarchii i rządu narodowego.
Król Karol po raz drugi w swoim krótkim życiu padł ofiarą oczywistej intrygi politycznej wymierzonej nie tylko przeciw jego osobie i przeciw idei Austro-Węgier, ale także przeciw monarchii katolickiej w ogóle. W efekcie Francji udało się skłócić węgierskie środowiska monarchistyczne i doprowadzić do detronizacji Habsburgów na Węgrzech, lecz nie udało się pogrążyć przedwojennych Węgier w niemocy i pohańbić ich przez narzucenie karykaturalnej, pseudo liberalnej republiki.

Nie wińmy jednak nieszczęśliwego króla i cesarza. Działał tak jak umiał, w dobrej wierze, starając się do końca zapewnić swym poddanym lepszy los i godne miejsce w świecie. Jak każdy człowiek honoru, wierzący w niezmienne wartości był bezsilny wobec oczywistego zła, perfidii i kłamstwa. Za swą naiwność zapłacił straszliwą cenę. Pozbawiono go wszystkiego, wywieziono na kraj świata i skazano na nędzna wegetację w warunkach, które
zniszczyły jego młode , szlachetne życie. Cześć jego pamięci.

I jeszcze jedno. Starając się ośmieszyć Horthy’ego i poddać w wątpliwość jego stosunek emocjonalny do Węgier usiłowano szerzyć mit, jakoby regent nie władał biegle ojczystym językiem. Jest to zabieg tyle podły, co śmieszny, gdyż zachowało się wiele przedwojennych przemówień admirała, oraz jego ostania mowa z 1957 roku. Kłamstwo ma więc krótkie nogi, choć prawdą jest że Horthy mówił znakomicie w języku Teutonów i jego niemiecki był z pewnością o wiele bardziej literacki i czysty niż prostacki bełkot dygnitarzy hitlerowskich.

I on skończył życie na wygnaniu, na krańcach Europy, z dala od Węgier, lecz pozostając zjednoczony w bólu z walczącym, dzielnym narodem, któremu przewodził przez długie lata. Cześć jego pamięci.

Juliusz B. – Węgier, absolwent historii UJ i hungarologii w Instytucie Balassiego

Horthy – ostatni regent Królestwa Węgier

  • Posted on Styczeń 3, 2015 at 08:50

Dziewiątego lutego przypada [kolejna] rocznica śmierci węgierskiego polityka i wojskowego Mikołaja Horthy’ego. Z tej okazji warto napisać kilka słów o tej ciekawej i ważnej dla kontrrewolucjonistów postaci.

Horthy urodził się w 1886 roku w Kenderes, małej miejscowości w środkowo-wschodnich Węgrzech, gdzie do dziś stoi pałac Horthy’ch. W tymże pałacu można odwiedzać obecnie grób Mikołaja Horthy’ego oraz niewielkie muzeum historyczne.

Przyszły regent Węgier od początku szykowany był do kariery wojskowej. Wykształcenie odebrał w znanej i cenionej Akademii Morskiej w Rijece, mieście portowym należącym do dzisiejszej Chorwacji. Zdolności przywódcze, wojskowe oraz charyzma pozwoliły mu osiągnąć stopień admirała floty Monarchi Austro-Węgierskiej. Podczas pierwszej wojny światowej admirał wiernie służył na morzu swojemu monarsze Karolowi, odnosząc znaczące sukcesy. Kilkukrotnie pokonał włoską flotę, największy sukces odnosząc w II bitwie morskiej pod Otranto.

Cieśnina Otranto została zablokowana przez flotę włoską i brytyjską, przez co okręty podwodne, a także zwykłe jednostki państw centralnych nie mogły przepływać na drugą stronę i praktycznie były odcięte od żeglugi śródziemnomorskiej. Horthy, na krążowniku Novara, poprowadził niewielką austro-węgierską flotę do zwycięstwa nad przeważającymi siłami brytyjsko-włoskimi . W celu zmylenia przeciwnika węgierski dowódca stosował różnego rodzaju fortele, od skracania masztów krążowników po stawianie zasłon dymnych. W swoich wspomnieniach pisał o zniszczeniu ponad 20 jednostek nieprzyjaciela i wzięciu do niewoli kilkudziesięciu marynarzy. Podczas bitwy odznaczył się nie tylko sprawnym dowodzeniem ale i osobistym bohaterstwem. W trakcie eksplozji granatu, w nodze dowódcy utkwiło 5 odłamków a szósty zerwał mu czapkę z głowy. Oprócz tego zapaliła się odzież admirała, w wyniku czego stracił przytomność zatruwszy się dodatkowo gazem. Mimo odniesionych ran, po chwili doszedł do siebie, przekazując dowództwo na Novarze polskiemu kapitanowi, Witkowskiemu. Sam Horthy, leżąc na noszach na mostku, osobiście kierował ruchami całej eskadry, koordynując jej posunięcia i w ostateczności wydatnie przyczyniając się do odblokowania strategicznie ważnej cieśniny. Za osiągnięcia w bitwach morskich został uhonorowany najważniejszym odznaczeniem wojennym Austro-Węgier, Orderem Marii Teresy (MMTO).

Po wojnie, w wyniku rozpadu monarchii naddunajskiej, Horthy skoncentrował swoje działania na rodzinnych Węgrzech (mimo, iż nawet nie mówił dobrze po węgiersku). W marcu 1919 roku, w wyniku sojuszu socjaldemokratów i komunistów obalono węgierski narodowy rząd premiera Berinkeya. Władzę przejęli komuniści, pod wodzą Beli Kuna, tworząc tym samym, drugie po Rosji państwo komunistyczne. Bela Kun wcześniej nabierał doświadczenia w Rosji, będąc członkiem tamtejszej partii bolszewików. Przez pewien czas brał udział w rozstrzeliwaniu i torturowaniu wrogów klasowych, pełniąc funkcję komisarza oddziału węgierskich jeńców wojennych. Po przejęciu władzy Kun zaprowadził, wzorowany na leninowskim, czerwony terror, znacjonalizował całą ziemię i przemysł na Węgrzech oraz ogłosił unię z sowiecką Rosją. Węgierscy komuniści nie poprzestali na działaniach wewnętrznych, próbując eksportować rewolucję poza granice kraju. Na krótko utworzyli Sowiecką Republikę Słowacji we wschodniej części tego kraju. Próbowali także przenieść swoje wpływy na terytorium Czech jednakże nie osiągnęli sukcesów na tym polu. Jedna z najbardziej krwawych dyktatur komunistycznych okazała się tworem bardzo krótkotrwałym. Straszliwy terror pozbawił rząd poparcia społecznego, a działania polityczne innych państw doprowadziły Węgierską Republikę Rad do szybkiego upadku (trwała tylko 133 dni). Komuniści nie zdołali przeciwstawić się popieranej przez ententę interwencji rumuńskiej a także wejściu kontrrewolucyjnych wojsk węgierskich pod dowództwem monarchisty, pułkownika Lehara oraz (z drugiej strony) Miklosa Horthy’ego. Dawny admirał i osobisty adiutant cesarza Karola I Habsburga, wkroczył do Budapesztu 18 listopada 1919 roku, odbierając miasto od wojsk rumuńskich, które wcześniej pokonały stacjonujących w stolicy komunistów. Bela Kun zbiegł przez Austrię do Rosji, gdzie najpierw był komisarzem na Krymie, odpowiedzialnym za rozstrzeliwanie ,,białych” oficerów, a potem sam został rozstrzelany w wyniku stalinowskich czystek z lat 1937-38.

Horthy rozpoczął okres walki z przeciwnikami politycznymi, nazywany ,,białym terrorem”. Podczas tych kilku miesięcy czystek rozstrzelano, uwięziono i deportowano nie tylko komunistów odpowiedzialnych za zbrodnie z okresu Republik Rad ale także socjalistów, członków związków zawodowych, a nawet zwolenników cesarza Karola I.

Warto położyć nacisk szczególnie na tą ostatnią kwestię, gdyż eliminacja legitymistów węgierskich była pierwszym, widocznym polem niezgody i początkiem konfliktu między Horthy’m a cesarzem. Konflikt ten miał kilka odsłon i zaważył poważnie na późniejszych losach nie tylko Węgier ale i całej Europy środkowo-wschodniej.

W marcu 1920 roku Horthy zmusił parlament węgierski, żeby ten ogłosił go regentem. Przyjmując tytuł regenta, admirał dawał wyraźny sygnał, że przejmuje władzę na Węgrzech do momentu powrotu prawowitego monarchy. Jako że regencja jest z definicji stanem tymczasowym, zwolennicy Karola I mieli prawo żywić nadzieję na to, iż regent odda władzę cesarzowi, gdy tylko uporządkuje sytuację wewnętrzną kraju. Nadzieje cesarza miały ponadto podstawę w postaci wcześniejszych deklaracji wojskowego, deklaracji jeszcze z 1918 roku, (które zacytował G. Kucharczyk w książce o Karolu I). Horthy wygłosił wtedy znamienne słowa: ,,Nie spocznę dopóki nie przywrócę władzy Waszej Wysokości w Budapeszcie i Wiedniu” . Jednakże w 1920 admirał skupiał się raczej nie na przywracaniu władzy prawowitej, lecz na ugruntowywaniu swojej własnej pozycji na Węgrzech, nie robiąc nic by wspomóc Karola I w powrocie do Budapesztu a tym bardziej do Wiednia. Działając we własnym interesie, cały czas sprytnie mydlił oczy obozowi procesarskiemu wysyłając do Szwajcarii (miejsca wygnania rodziny cesarskiej) listy z deklaracjami i zapowiedziami rychłej restauracji królewskiej władzy w państwie węgierskim.

Karol początkowo wierzył swojemu byłemu adiutantowi ale następne kroki wiarołomnego regenta przekonały cesarza, iż musi osobiście zatroszczyć się o swoją władzę, nie powierzając tego zadania Horthy’emu. Karol wyznawał koncepcję, według której tylko powrót Habsburgów na tron węgierski jest wstanie zabezpieczyć trwały pokój w tej części Europy. Odrodzona monarchia habsburska miałaby zjednoczyć podzielone i okrojone terytorialnie państewka powstałe po I wojnie światowej, tworząc tym samym przeciwwagę dla ekspansjonizmu zarówno niemieckiego jak i sowieckiego. Karol słusznie przewidywał konsekwencje traktatu wersalskiego mówiąc, iż jeśli małe narody środkowej Europy nie będą ze sobą współpracować, to zostaną zmiażdżone ,,dwoma kamieniami młyńskimi” odradzających się potęg niemieckiej i rosyjskiej . Karol dobrze dostrzegał poważne zagrożenie komunizmem już wcześniej, gdy sprzeciwiał się niemieckim planom przewożenia Lenina ze Szwajcarii do Rosji.

Mając na uwadze powyższą koncepcję, naturalnym działaniem było podjęcie wysiłków w celu restaurowania swojej władzy na Węgrzech ( w Austrii było to w tamtym momencie całkowicie nie realne). Karol podjął pierwsze działania, gdy dowiedział się, iż Horthy polecił całemu korpusowi wojskowemu złożyć przysięgę wierności wyłącznie sobie, nie wspominając nic o prawowitym władcy, którego był przecież regentem (!). Zdając sobie sprawę z trudnego dla Węgier otoczenia w postaci Czech, Rumunii i Jugosławii, przeciwnych powrotowi Habsburgów, Karol podjął działania mające zapewnić mu poparcie jednego z mocarstw, Francji. Bez poparcia silnego państwa nie mógł nawet marzyć o przywróceniu monarchii, gdyż węgierscy sąsiedzi, nie chcąc utracić zdobytych kosztem Węgier terenów, nie zawahaliby się wypowiedzieć wojny. W przypadku zniszczonych I wojną a potem komunistyczną dyktaturą Węgier, byłby to gwóźdź do trumny naddunajskiego państwa. W tajemnicy przed Horthy’m, Karol podjął negocjacje z Francuzami, wysyłając do premiera Brianda brata swojej żony księcia Sykstusa Bourbon-Parma. Sykstus wynegocjował poparcie Brianda, jednakże z zastrzeżeniem, że Francja uzna i poprze władzę Habsburgów na Węgrzech, tylko w wypadku udanego zamachu stanu. Jeśli próba podjęta przez Karola I nie powiedzie się, Francja nie przyzna się do brania udziału w negocjacjach i wyprze się kontaktów z cesarzem. Jeśli jednak uda się obalić Horthy’ego, Briand zagwarantuje pomoc gospodarczą, dyplomatyczną a nawet wojskową, w przypadku próby ataku ze strony Czech lub Rumunii.

Karol, pozyskawszy wsparcie, udał się na Węgry, gdzie oczekiwał go oddany monarchista, pułkownik Lehar, dowódca wojsk w zachodnich Węgrzech. Karol, w eskorcie ofiarowanej przez Lehara, jednakże bez większych oddziałów, dotarł do Budapesztu 27 marca 1921 roku. Przyjazd króla nie był jednak żadnym zaskoczeniem dla regenta, gdyż został on wcześniej uprzedzony i dokładnie poinformowany o planowanej ,,wizycie”. Karol miał nadzieję, iż uda mu się przekonać regenta do oddania władzy, jednakże srogo się przeliczył. Horthy już na początku rozmowy zażądał od króla aby ten powrócił natychmiast do Szwajcarii. Na propozycję oddania władzy Karolowi, zapytał wprost co, on, Horthy na tym zyska. Negocjacje były twarde. Karol obiecał regentowi tytuł księcia, stanowisko głównodowodzącego królewskiej armii (które w rzeczywistości Horthy już miał) a także ponowne objęcie stanowiska admirała (w państwie bez dostępu do morza i bez floty). Król obiecał nawet regentowi Order Złotego Runa, co jak zauważył G. Kucharczyk było niewykonalne, gdyż Order przysługiwał jedynie katolikom a Horthy był kalwinem . Regent odrzucił wszelkie propozycje, argumentując brak możliwości oddania władzy Karolowi tym, że nie dopuściły by do tego państwa sąsiedzkie i natychmiast wypowiedziały by wojnę. Kiedy król ujawnił, że ma zagwarantowane wsparcie Francji, Horthy, próbując wybrnąć z trudnej sytuacji stwierdził, iż przysiągł lojalność przed parlamentem i nie może złamać tej przysięgi. W odpowiedzi na ten prostacki argument, Karol przypomniał byłemu adiutantowi, że najpierw przysięgał wierność jemu, cesarzowi i ta przysięga, o podstawach religijnych ma większe znacznie niż przysięganie nietrwałemu i tymczasowemu parlamentowi. Regent, brnąc dalej w swym uporze i bezczelności, odparł, iż przysięga dana Karolowi już nie obowiązuje, gdyż obecnie panuje system parlamentarny. Następnie powiedział, że odda władzę, kiedy Karol zdobędzie Wiedeń. Taka propozycja była szczytem absurdu, ponieważ bez armii, poparcia Węgier czy zagranicznych mocarstw, nie było mowy o jakiejkolwiek interwencji w Austrii. Zasłaniając się koniecznością uregulowania spraw wewnętrznych Horthy ,,poprosił” Karola I o 3 tygodnie do namysłu, argumentując, iż w tym czasie dużo spraw może się zmienić, co pozwoli mu być może oddać władzę.

Król opuścił Budapeszt, nie wierząc już w jakąkolwiek lojalność ze strony regenta. Tymczasem Horthy rozgłosił, iż król podjął nieudaną próbę restauracji monarchii, a także ujawnił kontakty Habsburga z premierem Francji. Francuzi oczywiście, tak jak zapowiedzieli wcześniej, zdementowali wszelkie informacje na temat ich kontaktów z Karolem. Horthy podjął także działania wewnątrz Węgier, dymisjonując i usuwając z armii i urzędów, ludzi wiernych królowi. Zostawiał sobie jednak cały czas furtkę bezpieczeństwa wysyłając do szwajcarskiej siedziby króla listy zapewniające o swojej lojalności wobec monarchy.

W dwa miesiące później król Karol I (IV na Węgrzech) podjął drugą próbę restauracji monarchii. Ponownie pozyskał wsparcie Francji, oczywiście na tych samych zasadach co poprzednio, czyli tylko w wypadku sukcesu. Oprócz poparcia Francji również Watykan wyraził swoje zadowolenie z planu Karola. Papież Benedykt XV, który już w czasie I Wojny współpracował z cesarzem, tworząc plany pokojowe, teraz również wsparł legitymistyczne dążenia Karola. Król musiał działać szybko, gdyż regent zaplanował dyslokację oddziałów, posądzanych o sympatie monarchistyczne i wierność Habsburgom.

21 października 1921 roku, Karol wraz z małżonką Zytą, wylądowali w tajemnicy na Węgrzech. Nie zastali jednak wiernych sobie oddziałów, które z powodu wadliwej koordynacji działań zjawiły się w pobliżu dopiero następnego dnia, przez co rojaliści utracili element zaskoczenia. Odebrawszy w końcu przysięgę od wiernych oddziałów, Karol ruszył na Budapeszt, fetowany przez ludność węgierską, bardziej popierającą króla niż regenta. Sytuacja Horthy’ego była coraz bardziej dramatyczna, coraz więcej oddziałów odmawiało wykonania jego rozkazów i przechodziło dobrowolnie na stronę króla.

Dopiero zdecydowane działanie jednego z wiernych regentowi dowódców doprowadziło do przechylenia się szali na niekorzyść Karola I. Pułkownik Gombos zaatakował siły królewskie na czele improwizowanych oddziałów. Karol natomiast, nie chcąc wydać rozkazu ataku na własnych poddanych i bojąc się rozlewu węgierskiej krwi, wycofał wojska. Królowi zabrakło zdecydowania, potrzebnej w takich momentach bezwzględności i wyrachowania. Wolał poświęcić swoją sprawę i sukces restauracji niż przelać krew własnych poddanych. Postąpił w tym wypadku niezgodnie z zasadami realizmu politycznego i polityki długofalowej, zachowując się podobnie jak Ludwik XVI w czasie rewolucji francuskiej. Król Francji także nie chciał strzelać do własnych poddanych, uważając to za niegodne osoby królewskiej i sprzeczne z odpowiedzialnością panującego za naród. Te dwa, odległe w czasie, acz podobne do siebie przypadki miały poważne konsekwencje. Ludwikowi nie udało się pokojowymi metodami powstrzymać rewolucji a Karolowi restaurować władzy Habsburgów na Węgrzech i utworzyć przeciwwagi dla germańsko-rosyjskiego ekspansjonizmu.

W przypadku Karola brak sukcesu nie został spowodowany tylko i wyłącznie brakiem zdecydowania. Do tego doszedł jeszcze element zdrady, gdy jeden z królewskich dowódców okazał się zausznikiem Horthy’ego i doprowadził do zawieszenia broni, które dało czas regentowi na zabezpieczenie stolicy i przeprowadzenie ostatecznej czystki w armii. Zapewnione o rozejmie wojska królewskie zostały w nocy zaskoczone przez oddziały regenta a sam Karol musiał uciekać. Po drodze schronił się w zamku hr. Esterhazy’ego, gdzie doszło do zamachu (nieudanego) na życie królewskiej pary. Następnie król udał się z powrotem do Szwajcarii. Kiedy Karol jeszcze przez kilka dni przebywał na Węgrzech, Horthy domagał się jego abdykacji. Król odpowiedział, że mimo niepowodzenia nie może tego zrobić, gdyż wiąże go przysięga koronacyjna wobec Boga oraz narodu węgierskiego, dlatego też, aż do śmierci będzie starał się wypełniać królewskie obowiązki . Regent nie podzielał podejścia Karola do królewskich przysiąg oraz obowiązków i z poparciem Czech, Rumunii i Jugosławii, przymusił węgierski parlament do wydania ustawy pozbawiającej Habsburgów możliwości dziedziczenia korony Węgier.

Karol po nieudanych dwóch próbach restauracji monarchii udał się na wygnanie na portugalską wyspę Maderę, gdzie zmarł później na zapalenie płuc. Nie zrzekł się jednak tronu i do końca życia dotrzymał swojej przysięgi. Dopiero jego syn Otto von Habsburg zrzekł się roszczeń wobec tronu austriackiego w 1966 roku. Jego postawa bardzo kontrastowała z postawą ojca oraz matki Zyty, szczególnie jeśli dodać, że Otto aż cztero krotnie zasiadał w parlamencie europejskim, na co monarcha o charakterze Karola I nigdy by się nie zdecydował.

Po wycofaniu się Karola I (IV), Horthy mógł swobodnie zająć się umacnianiem swojej władzy i prowadzeniem autonomicznej polityki. W dobie autorytaryzmów w Europie, regent Węgier stworzył praktycznie pierwszą, prawicową dyktaturę, która tylko z nazwy była regencją. Dzięki sprawnym rządom udało się Horthy’emu odbudować kraj, a także zrealizować niektóre roszczenia terytorialne. Węgry odzyskały część południowej Słowacji (zamieszkałej w większości przez Węgrów), na co początkowo nie chciały się zgodzić Francja i Wielka Brytania. Jednakże dzięki tzw. arbitrażowi wiedeńskiemu z 2 listopada 1938 roku udało się odzyskać sporne tereny. W arbitrażu wzięli udział Joachim von Ribbentrop oraz włoski minister spraw zagranicznych Galeazzo Ciano a także reprezentanci strony przeciwnej Węgrom, czyli premier Słowacji ks. Józef Tiso oraz czeski minister spraw zagranicznych Franciszek Chvalkovsky. Oprócz południowej Słowacji, Węgry otrzymały również obszary Rusi Zakarpackiej.

Widząc coraz bardziej napiętą sytuację międzynarodową dyktator starał się lawirować między wrogimi obozami, nie chcąc pochopnie stanąć po jednej ze stron i narazić kraju na zniszczenie. Postawa Horthy’ego nie była jednak tchórzowska czy nacechowana uległością (w przeciwieństwie do postawy polityków czeskich). W czasie inwazji niemieckiej na Polskę z września 1939 roku dyktator odrzucił niemieckie żądania w sprawie umożliwienia przemarszu Wermachtu przez Węgry. Jego odmowa nie była gołosłowna, gdyż zaraz po deklaracji wydał rozkaz zaminowania tuneli, przejazdów kolejowych i niektórych mostów, po to aby wysadzić je gdyby Niemcy próbowali zignorować ostrzeżenia. Jednocześnie Horthy utrzymywał stosunki dyplomatyczne z III Rzeszą, a nawet ponownie odwołał się do niemiecko-włoskiego arbitrażu w sprawach terytorialnych, dzięki czemu uzyskał część należącego do Rumunii Siedmiogrodu. Ceną za poparcie Niemiec dla węgierskich roszczeń względem Rumunii było przystąpienie Węgier do tzw. Paktu Trzech (w sierpniu 1940 roku). Mimo, iż Węgry oficjalnie znalazły się po stronie Niemiec, Horthy jeszcze przez pewien czas pozwalał legalnie działać polskiemu poselstwu w Budapeszcie. Wcześniej umożliwił też ewakuację z Węgier do Francji aż 35 tysięcy polskich żołnierzy. Nawet już po przystąpieniu Węgier do wojny po stronie Niemiec, w Budapeszcie cały czas działały polskie placówki edukacyjne i kulturalne. Realizm polityczny nie pozwalał Horthy’emu na ignorowanie niemieckich żądań (nie miał takiej pozycji ani militarnej, ani politycznej jak Franco w Hiszpanii, który był w stanie prowadzić politykę neutralności a nawet gróźb w stosunku do Hitlera) i w kwietniu oraz czerwcu 1941 roku wojska węgierskie brały udział w niemieckich operacjach wojskowych, najpierw przeciwko Jugosławii, potem na froncie wschodnim w ZSRR.

W wyniku niemieckich porażek w ZSRR dyktator musiał znowu, w celu ratowania Węgier przed konsekwencjami, przeformułować swoją politykę. Rozpoczął potajemne negocjacje z aliantami, nie udało się jednak utrzymać tego w tajemnicy a rozwścieczony Hitler rozpoczął regularną okupację Węgier. Horthy, widząc beznadziejną sytuację, zmiękczył swoje stanowisko i pozwolił na utworzenie pół-autonomicznego, proniemieckiego rządu.

Cały czas, mimo okupacji, starał się zachować niezależność. Prowadził nieustannie tajne negocjacje z Wielką Brytanią, sabotował działania Niemców, nie pozwalał swojej artylerii strzelać do brytyjskich i amerykańskich samolotów, próbował dezorganizować zainicjowane przez Niemców w 1944 roku wywózki Żydów węgierskich. W miarę pogarszającej się sytuacji III Rzeszy w konfrontacji z ZSRR, Horthy’emu udało się przerwać deportacje Żydów i innych więźniów politycznych.

Po wycofaniu się Niemiec z terenu Węgier, dyktator próbował ratować kraj przed zniszczeniem grożącym ze strony Armii Czerwonej starając się uzyskać od zachodnich aliantów odrębną kapitulację. Po fiasku owego planu Horthy obmyślił nowy, który zakładał stopniowe poddawanie wojska węgierskiego dowództwu radzieckiemu, po to aby ograniczyć skutki wkraczania wojsk rosyjskich na Węgry. Plany pokojowego poddania kraju pokrzyżował zamach dokonany przez Strzałokrzyżowców, węgierskie ugrupowanie faszystowskie zależne od III Rzeszy. Łatwo było przewidzieć, jak skończy się taka polityka. Zamiast poddania i ocalenia kraju przed zniszczeniem, nastąpiła krwawa i brutalna konfrontacja sił brunatnych z czerwonymi, co jak w każdym innym przypadku kończyło się fatalnie dla ludzi zamieszkujących scenę takowych starć. Wysiłki Horthy’ego zostały całkowicie zmarnowane, a sam dyktator został internowany przez Niemców, następnie więzili go Amerykanie, a w 1945 roku został wypuszczony i jako świadek zeznawał w procesie norymberskim.

Po procesie, w 1946 roku, 60 letni były adiutant, admirał, regent i dyktator udał się do Portugalii, gdzie, podobnie jak wcześniej Karol I, dokonał żywota. Pod koniec życia w 1956 roku mógł jeszcze obserwować krwawo stłumione powstanie węgierskie, co ponoć tak nadszarpnęło jego i tak już słabe zdrowie, że wkrótce potem zmarł (w 1957 roku).

Trudno pokusić się o jednoznaczną ocenę Mikołaja Horthy’ego. Jego niewątpliwą zasługą było stłumienie najkrwawszej europejskiej dyktatury komunistycznej czyli Węgierskiej Republiki Rad Beli Kuna. Także umiejętne prowadzenie polityki zagranicznej w przeciągu ponad 20 lat sprawowania władzy należy zapisać w poczet zasług. Powinno się to szczególnie docenić zważając na niekorzystne położenie Węgier po I wojnie światowej, straty terytorialne, zacofanie gospodarcze, utracenie ważnych ośrodków komunikacyjnych i miejskich. W takich warunkach, w otoczeniu wrogich państw, utrzymanie integralności terytorialnej było nie lada sztuką. A Horthy nie tylko nie utracił ziem węgierskich ale nawet powiększył terytorium kraju, włączając w jego skład rejony najgęściej zaludnione przez Węgrów. Nie można także odmówić dyktatorowi zmysłu i wyczucia realizmu politycznego, kiedy to potrafił sprawnie lawirować między potęgami, ani nie upadając przed nimi na kolana ani nie rzucając się na nie w bezsensownej walce.

Z drugiej strony cieniem na okresie rządów Horthy’go kładzie się jego konflikt z Karolem I Habsburgiem. Co prawda polski myśliciel, znawca Węgier, Marian Zdziechowski usprawiedliwiał dyktatora, pisząc w szkicu Węgry i dookoła Węgier, że we wspomnianych wcześniej warunkach, przy nieprzychylności nie tylko Czech, Rumunii czy Polski, ale także państw silnych, takich jak Niemcy, Wielka Brytania i Rosja, restauracja monarchii habsburskiej była planem nie możliwym do zrealizowania. Jednakże, gdyby ówczesny regent połączył siły z królem Karolem I a Francja udzieliłaby obiecanego uznania i poparcia, historia Węgier mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej i los słabego, kilkukrotnie okupowanego i zniszczonego państwa wcale nie musiał by być im pisany.

Reasumując, Horthy jawi się jako postać ciekawa, niezwykle kontrowersyjna zarówno dla monarchistów (opór wobec Karola I) jak i innych nurtów ideowych, jednakże na pewno wart jest wspomnienia, szczególnie w kontekście nieco zapomnianej roli jaką odegrał w historii XX wieku.

Kamil Eckardt

źródło: http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/2164/

Pamięć-Emlékezés 1939-45!

  • Posted on Maj 10, 2014 at 15:06

Kult bł. ks. Jerzego Popiełuszki w Csepel na Węgrzech

  • Posted on Kwiecień 6, 2014 at 08:07

„Zło dobrem zwyciężaj” - kult bł. ks. Jerzego Popiełuszki w Csepel na Węgrzech„Polak-Węgier dwa bratanki, i do szabli i do szklanki” – mówi przysłowie, które jest znane chyba każdemu zarówno na ziemi polskiej, jak i węgierskiej. 23 marca, z okazji dnia przyjaźni polsko-węgierskiej w XXI dzielnicy Budapesztu, Csepel, przedstawiciele tutejszego samorządu, oraz samorządów bratnich miast upamiętnili wspólna przeszłość, chwile chwały oraz otworzyli wystawę o polskim kapłanie męczenniku, błogosławionym Jerzym Popiełuszce. Na Węgrzech jedynie tutaj dbają o cześć kapłana męczennika, którego imieniem nazwano nawet ulicę w XXI dzielnicy.

Uroczystości rozpoczęły się przy tablicy pamiątkowej, którą dwa lata temu odsłonili prezydenci Polski i Węgier, i która upamiętnia pomoc węgierskiej huty „Csepel” produkującej wówczas amunicję dla potrzeb wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku. Konsul RP w Budapeszcie, AndrzejKalinowski podkreślił, że „Cud nad Wisła” bez pomocy węgierskiej, by się nie odbył. Pod tablicą pamiątkowa bł. ks. Jerzego Popiełuszki przedstawiciele samorządów złożyli wieńce, a następnie delegacje udały się do Centrum Sportu, Rozrywki i Kultury przy ul. Hollandi. Dwa lata temu w tym miejscu zbudowano i poświęcono drewnianą dzwonnicę na cześć ks. Jerzego, a teraz otwarto wystawę poświęconą jego życiu i działalności.

„Zło dobrem zwyciężaj” - kult bł. ks. Jerzego Popiełuszki w Csepel na Węgrzech

Tablica upamiętniająca bł. ks. Jerzego Popiełuszkę.

Uroczystą mowę wygłosili pani KatarzynaSoborak, dyrektor muzeum ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie, świadek życia i działalności kapłana-męczennika, oraz SzilárdNémeth, burmistrz dzielnicy Csepel i poseł do parlamentu, który zwrócił się do ks. Jerzego długą modlitwą, z której cytujemy kilka myśli:… Więcej tutaj

Top