You are currently browsing the Aktualności category

List do pani Konsul Generalnej

  • Posted on Wrzesień 29, 2015 at 09:21

Wrocław, 29 września 2015 r.

Jej Ekscelencja
dr hab. Adrienne Körmendy
Konsul Generalny Węgier
ul. Lubicz 17 h
31-503 Kraków

W tych trudnych chwilach naszej wspólnej europejskiej cywilizacji przekazuję wyrazy solidarności z Narodem węgierskim. Przekazuję je w imieniu członków Klubu Króla Macieja Korwina we Wrocławiu.

Jako inicjatywa obywatelska pragnęlibyśmy, aby nasi współrodacy mogli poznać prawdziwą sytuację na południowym pograniczu Węgier.

Pragnęlibyśmy również, aby realizowana była wizja pana premiera Viktora Orbána zmierzająca do budowy solidarności środkowoeuropejskiej.

Wiemy, że bez Polski – ze względu na jej potencjał ludnościowy i położenie geograficzne – ten projekt nie może być zrealizowany.

Wiemy, że szczegóły tego projektu są prezentowane w publicznych wystąpieniach członków rządu Węgier i premiera Viktora Orbána.

Niestety, większość naszych współobywateli ma możność zapoznania się z nimi jedynie w formie skróto­wej, bądź, co gorsza – jedynie w postaci omówień bazujących na tłumaczeniach z języków: angielskiego bądź niemieckiego.

Z całą stanowczością muszę zaznaczyć: na tak kruchych fundamentach, nie da się budować zrozu­mienia, a później porozumienia.

Dlatego też apeluję do Waszej Ekscelencji, aby doprowadzić do sytuacji, w której ważne z punktu wi­dzenia przyszłości Środkowej Europy dokumenty oraz wystąpienia najwyższych dostojników Węgier, a także wszystkie przemówienia premiera Viktora Orbána były udostępniane na stronie internetowej rządu Węgier również w języku polskim. Fakt ich publikowania na stronie oficjalnej rządu w widoczny sposób potwierdziłby zarówno jego intencje, jak i ważność adresata.

Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to wielkie wyzwanie logistyczne.

Dlatego też w imieniu Klubu deklaruję gotowość współpracy w tym zakresie w granicach naszych możliwości.

Na zakończenie pragnę przekazać na Pani ręce wyrazy podziękowania dla Premiera Viktora Orbána za jego odważną, zdecydowaną, ale i rozważną postawę w ostatnim czasie.

Éljen Magyarország! Éljen Orbán Viktor!

Z poważaniem

Prezes Marek Natusiewicz

Karol IV – ostatni król Węgier

  • Posted on Styczeń 3, 2015 at 08:59

Karol IV był człowiekiem o nieposzlakowanej moralności, bardzo wrażliwym na krzywdy zwykłych ludzi, przyjacielem prostych żołnierzy i najbardziej pokrzywdzonych przez los ludów monarchii. Gdyby przyszło mu panować w innych czasach byłby z pewnością wspaniałym i wielkim władcą, lecz przyszło mu panować w końcówce Wielkiej Wojny, gdy triumfowały cynizm, zbrodnia, obłuda i zdrada, a słabych uważano jedynie za pionki na szachownicy politycznej.

W czasie, gdy Karol obejmował tron monarchia AW była już skazana na zagładę przez państwa Ententy i w razie jej zwycięstwa żądna siła nie mogła jej ocalić. W zamysłach kierowników polityki Ententy nie było w środku Europy miejsca na żadne katolickie mocarstwo. Zarówno republikańska Francja rządzona przez fanatycznych antyklerykałów, jak i prawosławna Rosja realizująca swój sen o zjednoczeniu wszystkich Słowian pod berłem cara i wyrwania ich z cywilizacji katolickiej nie mogły, (choć każda z innych względów) dopuścić do tego, aby Monachia AW mogła przetrwać w jakiejkolwiek formie.

I w tej myśli właśnie rękoma Serbów wywołały wojnę, która rozszerzyła się w światową zawieruchę. Oczywiście – Francja i Rosja miały też inne cele, ale wyeliminowanie monarchii Habsburgów uważały za jeden z celów głównych. Jak napisałem już w innych postach – jeszcze przed wojna obydwie wymienione tu potęgi żądały sobie bardzo wiele trudu inwestując w wewnętrzną destabilizację Austro-Węgier, a podczas wojny nie ustawały (zwłaszcza Francja) w knowaniach mających na celu podjudzenie do wojny państw neutralnych ( Włoch i Rumunii) obiecując im hojną ręką terytoria, które ani historycznie, ani etnicznie nigdy do nich nie należały.

Włochom obiecano: cały południowy Tyrol wraz z częścią zamieszkałą nieomal wyłącznie przez niemieckojęzyczną ludność oraz całe wschodnie wybrzeże Adriatyku zamieszkałe przez bałkańskich Słowian, zaś Rumunom – nie tylko Siedmiogród i Banat, lecz także tereny aż po rzekę Cisę ( z miastem Debreczynem włącznie), gdzie nie mieszkali nigdy żadni Rumni, ani nie sięgało żadne państwo mołdawskie, ani wołoskie. Zwróćcie uwagę, że przez całą wojnę państwa Ententy nie dokonały podobnej dywersji w stosunku do Rzeszy Niemieckiej, choć przecież nie brakowało i w niej separatyzmów, które można by wykorzystać, ani graniczących z nią państw neutralnych (można było podobnie kupić Holandię, a zwłaszcza Danię mającą z Niemcami odwieczny spór graniczny!). Oznaczało to, że od samego początku mocarstwa Ententy zaplanowały taki ład powojenny, w którym będzie miejsce dla zjednoczonych., choć nieco uszczuplonych Niemiec, ale nie będzie miejsca dla Austro-Węgier.

Otóż wstępujący na tron cesarz i król Karol Habsburg wyraźnie nie zdawał sobie z powyższego sprawy. Pragnął on natomiast za wszelką cenę zakończenia przedłużającej się wojny, oszczędzenia wielu istnień ludzkich i złagodzenia cierpień milionów zwykłych zjadaczy chleba w Europie. Dlatego kościół katolicki słusznie uważa go za błogosławionego. To jednak, co wystawia mu najlepsze świadectwo jako człowiekowi i wiernemu kościoła rzymsko-katolickiego – nie oznacza, że jego postępowanie było z punktu widzenia polityki słuszne i rozważne. Karol traktował państwa Ententy jak zwykłego przeciwnika i ewentualnego poważnego partnera w rozmowach pokojowych – poważnego, tzn. skłonnego do rozsądnego kompromisu i liczącego się z wolą swoich narodów. Nie miał, niestety, pojecia, że rozpoczyna niebezpieczną grę z bezwzględnymi ideowymi fanatykami, mającymi z góry przygotowaną „jedynie słuszną” wizje przyszłego świata, których jedynym celem jest zniszczyć i rozbić nie tylko jego państwo, ale przede wszystkim ideę tworu politycznego, jaki reprezentowało.

W takiej atmosferze cesarz Karol zainicjował nieoficjalne wstępne rokowania z aliantami za pośrednictwem swoich braci swojej żony , służących w armii belgijskiej. Sprawa ta znana jest powszechnie jako tzw. „afera księcia Sykstusa Parmeńskiego”. Idea zainicjowana w momencie dużych sukcesów militarnych państw Centralnych była następująca:
Cesarz Karol jest skłonny do zakończenia okupacji Serbii i pewnych ustępstw terytorialnych na rzecz Włochów w zamian za natychmiastowe zawieszenie broni. Następnie obiecywał też wywrzeć nacisk na swego niemieckiego partnera, aby ten wstrzymał działania wojenne i zgodził się na kompromisowe załatwienie sporu granicznego z Francją. Władca AW sądził, że nie będzie to trudne, gdyż Niemcy nie będą w stanie sami prowadzić wojny i dlatego muszą się zgodzić na życzliwa radę swego najważniejszego sojusznika.
Cala akcja wymagała rzecz jasna dyskrecji przed Niemcami aż do czasu uzyskania wstępnej zgody państw Ententy, gdyż nie mając żadnego atutu w ręku cesarz Karol nie mógł przystąpić do poważnych rozmów z Niemcami.

Rozumowanie cesarza Karola było wiec jak najbardziej logiczne i znajdowało silne oparcie w ówczesnej rzeczywistości:
Ludy Europy zmęczone były wojną i w każdej chwili mogło dojść do rewolucji groźnej dla obydwu zmagających się stron. Propozycja była dla aliantów korzystna, bo mogliby natychmiast zakończyć wojnę, odzyskać bez wysiłku okupowane ziemie i być może uzyskać nawet jakieś terytorialne korzyści, oraz uspokoić opinię publiczną i przerwać rzeź narodów.
Jak jednak zareagowali francuscy, liberalno-demokratyczni mistrzowie dyplomacji? Najpierw przeciągnęli rokowania, potem nie chcąc odmówić wprost – odrzucili propozycje cesarza Karola zasłaniając się negatywnym stanowiskiem Serbów i Włochów ( Cóż za kuriozalny argument świadczący o drapieżności Ententy: Oto Włochy – nie mogące zanotować jak dotąd żadnego sukcesu militarnego i ponoszące same porażki – odmawiają przyjęcia propozycji mogącej im przynieść honorowy pokój i nabytki terytorialne! Zaś Serbia, całkowicie okupowana i podbita – nie godzi się na pokój mający bezwarunkowo przywrócić jej niepodległość i być może dostęp do morza!). Mało tego – dyplomaci francuscy cynicznie wykorzystali propozycję Karola, aby skompromitować go w oczach sojusznika – cynicznie upublicznili fakt negocjacji i w ten sposób wbili klina pomiędzy obydwa sojusznicze państwa centralne i skompromitowali władcę Austro-Węgier w oczach Niemców. Cesarz Karol powinien wyciągnąć z tej afery dwa oczywiste wnioski:
1) Państwa Ententy nie widzą w Austro-Węgrzech partnera do rozmów pokojowych, gdyż przeznaczyły to państwo na zagładę, a z trupem się nie pertraktuje.
2) Nigdy nie można zawierzyć dyplomacji państw Ententy ponieważ każde cesarza Austrii zostanie wykorzystane przeciw niemu i ma na celu nie tylko przyspieszenie jego katastrofy politycznej, ale i skompromitowanie go w skali politycznej i historycznej.
Trzeba jasno powiedzieć, że cesarz Karol wniosków tych nie wyciągnął i pomimo katastrofy i utraty tronu nadal żywił jakieś dziecinne złudzenia co do intencji politycznych zwycięskiej koalicji i naiwnie sądził, że ex władca znienawidzonej przez francuskich i anglosaskich liberałów katolickiej monarchii – może cokolwiek od niej uzyskać.

Poza tym eks cesarz był młodym człowiekiem i jak każdy młody człowiek – nie umiał czekać i chwytał się każdej okazji i kaczego złudzenia, które mogłoby przywrócić należny mu tron.
I tu leży cale źródło dramatycznych wydarzeń na Węgrzech w 1921 roku, które doprowadziły do rozbicia obozu politycznego węgierskich monarchistów, skłóciły ich ze środowiskiem narodowym i skompromitowały samego nieszczęśliwego monarchę, a które mogły się skończyć o wiele gorzej – upadkiem narodowego rządu i ustroju monarchicznego, ponowną obcą okupacją i nowym rozbiorem państwa i ustanowieniem reżimu skompromitowanej i znienawidzonej pseudo demokratycznej republiki.

CK Tiger:

„Zdając sobie sprawę z trudnego dla Węgier otoczenia w postaci Czech, Rumunii i Jugosławii, przeciwnych powrotowi Habsburgów, Karol podjął działania mające zapewnić mu poparcie jednego z mocarstw, Francji. Bez poparcia silnego państwa nie mógł nawet marzyć o przywróceniu monarchii, gdyż węgierscy sąsiedzi, nie chcąc utracić zdobytych kosztem Węgier terenów, nie zawahaliby się wypowiedzieć wojny. W przypadku zniszczonych I wojną a potem komunistyczną dyktaturą Węgier, byłby to gwóźdź do trumny naddunajskiego państwa.”

To, co napisał Tiger o trudnym położeniu Węgier jest stuprocentową prawdą, lecz nie całą. W rzeczywistości było jednak o wiele gorzej niż napisał: Kraj był nie tylko osaczony przez wrogów, ale wyniszczony materialnie i moralnie przez dwie rewolucje ( w tym bolszewicką Beli Kuna), całkowicie zrujnowany gospodarczo i militarnie bezbronny: Ententa uzbroiła wrogów Węgier po zęby, a przemyśl czeski pracował pełną parą – zaś ograniczenia traktatu Trianon sprowadziły armie węgierska do rozmiarów symbolicznych, a ciężkie uzbrojenie wydano zwycięzcom, przemyśl zbrojeniowy zlikwidowano. Zwycięska Ententa nie tylko okroiła Węgry i przeprowadziła nowe granice tak, aby stanowiły żadnej zapory dla Czechosłowacji, Rumunii i SHS (Jugosławii), lecz ponadto ofiarowując Austrii – Burgenland – uniemożliwiła przezornie współpracę z jedynym potencjalnym sprzymierzeńcem i zmieniła go we wroga, zaś oddając Ruś Karpacka Czechosłowacji – odcięła Węgry od tradycyjnie przyjaznej Polski.
Rząd narodowy i regent Horthy mieli przed sobą długoletnią i ciężka pracę, aby uratować cokolwiek, przełamać ogólny kryzys i musieli znaleźć nowych sojuszników, którzy pozwolą rozerwać wrogą obręcz. Perspektywa powrotu króla Karola nie wyglądała wcale beznadziejnie, gdyż formalnie Węgry były stale monarchią, a Habsburgowie nie byli jeszcze wykluczeni od tronu. Gdyby cesarz Karol to zrozumiał i umiał czekać, być może nie doszłoby do tego, co go spotkało i mógłby po kilku, lub raczej kilkunastu latach odzyskać tron – podobnie jak hiszpańscy Burbonowie odzyskali tron, co przygotowywał im przez długie lata caudillo Franco.
Lecz taka perspektywa nie była pożądana dla fanatycznych wrogów „monarchii arcykatolickiej”, którzy nie mogli przeboleć upadku milej ich sercu Republiki Węgierskiej Karoly’ego i obalenia Republiki Rad przez siły konserwatywne i narodowe. Co innego, gdyby zrobiła to postępowa republika burżuazyjno-liberalna? Ale monarchiści i konserwatyści u władzy! Perspektywa odrodzenia silnej monarchii na Węgrzech i zmora zmartwychwstania Austro-Węgier! Toż to ruina całego dzieła Clemenceau i Wilsona! Zagłada dzieła ukochanego przez zachodnich liberałów – genialnego profesora Masaryka! Zgroza!!! Zgroza!!!
Co jednak robić? Węgry nie chcą umrzeć, ani zapomnieć o swej przeszłości! Rozbiór w Trianon uważają za dyktat. Jeśli się umocnią – to z pewnością będą próbowały go obalić! Obalić całe dzieło Wersalu w Europie Środkowej! Zgroza! Jak do tego nie dopuścić? Trzeba obalić władzę Horthy’ego i odsunąć jego rząd narodowy. Ale jak to zrobić? Horthy zbyt mądry, aby dać się sprowokować i przedwcześnie rzucić się na Małą Ententę. Wojna prewencyjna – zostanie potępiona przez opinie publiczną jako najazd imperialistów…Niedobrze. Mniejszości narodowych, za którymi można się na Węgrzech ująć już nie ma – niedobrze…
Ale zaraz…zaraz… Jest przecież eks król Karol! Anglosasom i francuskim liberałom nie wypada wprost obalić regenta – kalwina, ale można to zrobić rękoma katolickich monarchistów!
Karol naiwnie wierzy, że uzyska błogosławieństwo dla swej restauracji od zwycięskiej Francji. Wierzy, ze Francuzi zrozumieli, że dla równowagi europejskiej i zablokowania niemieckiego ekspansjonizmu niezbędne jest silne, tradycyjne państwo nad środkowym Dunajem. Może wiec zgodzę się na reaktywacje nowych, przyjaznych im Austro-Węgier sprzymierzonych z sojuszniczką Francji – Polską. Taki blok byłby wystarczająco silną zapora przeciw niebezpieczeństwu bolszewickiemu i niemieckiemu!
Eks cesarz postępuje wiec podobnie jak w przypadku „afery Sykstusa” i rozpoczyna tymi samymi „zgranymi kartami” tajną dyplomację:

CK Tiger pisze:

„W tajemnicy przed Horthy’m, Karol podjął negocjacje z Francuzami, wysyłając do premiera Brianda – brata swojej żony księcia Sykstusa Bourbon-Parma. Sykstus wynegocjował poparcie Brianda, jednakże z zastrzeżeniem, że Francja uzna i poprze władzę Habsburgów na Węgrzech, tylko w wypadku udanego zamachu stanu. Jeśli próba podjęta przez Karola I nie powiedzie się, Francja nie przyzna się do brania udziału w negocjacjach i wyprze się kontaktów z cesarzem. Jeśli jednak uda się obalić Horthy’ego, Briand zagwarantuje pomoc gospodarczą, dyplomatyczną a nawet wojskową, w przypadku próby ataku ze strony Czech lub Rumunii.”

Dyplomacja ta pozornie osiąga sukces. Premier Francji niby się zgadza, ale jednocześnie – podjudzając Karola zręcznie umywa ręce:, „Jeśli próba podjęta przez Karola I nie powiedzie się, Francja nie przyzna się do brania udziału w negocjacjach i wyprze się kontaktów z cesarzem.” Jednym słowem jest to zwyczajna „poducha” i zapowiedź realnego nie działania, a nawet kolejnej kompromitacji: „ Francja wyprze się jakichkolwiek kontaktów z cesarzem”…Wyprze się…, A wiec Karol znów wyjdzie na kłamcę, fantastę i ośmieszy się przed całym światem…Karol nie spostrzega jednak tej pułapki. Zapewne chce wierzyć w dobre intencje starego lisa Brianda i jego gołosłowne zapewnienie: „Jeśli jednak uda się obalić Horthy’ego, Briand zagwarantuje pomoc gospodarczą, dyplomatyczną a nawet wojskową, w przypadku próby ataku ze strony Czech lub Rumunii.” Cesarz nie rozumie widocznie, że tajna gwarancja, której można się w każdej chwili wyprzeć nie jest żadna gwarancją, nie jest nawet świstkiem papieru – gdyż jest to „gwarancja” słowna. Zapewne Briand zaręcza słowem honoru…Jaki ż jednak może mieć honor zawodowy polityk, cyniczny libertyn i relatywista moralny?
Gdyby cesarz Karol kierował się realizmem, to zaraz zrozumiałby, do czego zmierza Francja. Ta sama Francja zaledwie pol. roku wcześniej cynicznie i okrutnie przypieczętowała rozbiór Węgier i skazała je na bezsilność. Ta sama Francja uzbroiła i politycznie wsparła wrogie Węgrom przymierze: Małą Ententę, której najważniejszym celem jest: Walka z węgierskim rewizjonizmem i niedopuszczenie do restauracji Habsburgów”. We Francji rządzą zawsze antymonarchiści, fanatyczni liberałowie i republikanie. System parlamentarny ustawiony jest tak, że zwycięstwo jakiejkolwiek partii politycznej nie zmienia tej zasadniczej tendencji. Karol nie zastanawia się dlaczegoż to Francja nagle gotowa jest deptać swoje niedawne dzieło i reaktywować to, z czym walczyła z taką zajadłością od lat. A przecie z sprawa jest jasna, a kluczem są słowa Brianda: „Jeśli uda się obalić Horthy’ego…”. Cesarz ma być tylko pionkiem w grze przeciw regentowi. Szatański plan Brianda jest oczywisty: konserwatywny i monarchistyczny reżim regenta zostanie obalony…Siłami monarchistów węgierskich! Francja nie musi nawet ruszyć palcem, ani zapłacić za to ani jednego franka!

Oto istota planu:

Akt 1:
Karol powraca na Węgry, a jego zwolennicy organizują zbrojne powstanie przeciw regentowi. Monarchiści i konserwatyści nie wystąpią przeciw monarsze, a wiec Horthy zostanie łatwo obalony rękoma Karola.
Akt 2:
Zmobilizowane państwa sąsiednie, nie mogąc dopuścić do utrwalenia restauracji monarchii Habsburgów zagrażającej „pokojowi światowemu” najeżdżają zewsząd Węgry.
Akt 3:
Król Karol zwraca się do premiera Brianda z prośba o interwencję. Wariant 1 (najbardziej prawdopodobny): Interwencja sąsiadów jest tak nagła, a klęska Węgier tak szybka, że nie ma potrzeby się tłumaczyć. Wariant 2 (zapasowy): Opór trwa nieco dłużej. Karol ma czas prosić Francje o interwencję. Wówczas Briand wypiera się kontaktów z Karolem i kompromituje go. Skutek w obu przypadkach: Monarchia na Węgrzech zostaje obalona, a Habsburgowie skompromitowani w oczach Węgier, Europy i świata.
Zwycięzcy osłabiają Węgry przez nowy podział. Powstanie kadłubowa, bezsilna i kosmopolityczna Republika Węgierska. Rewizjonizm zostanie pogrzebany, Monarchia AW przepadnie na wieki. Amen. Amen.

Oczywiście jest i taka możliwość, że zamach Karola się nie uda. Co wówczas – Nieco gorzej, ale też korzyść? Briand nie będzie się musiał tłumaczyć (zapowiedział to zresztą Karolowi?. Habsburgowie zostaną ostatecznie wyeliminowani i skompromitowani! Na wieki skłóci się węgierskich narodowców i monarchistów, bo przecież ostatni król zostanie pokonany rękoma regenta Horthy’ego! Skompromituje się w ten sposób i sam regent – straci popularność,. Węgry osłabną i może uda się w perspektywie kilku lat przywrócić ukochaną, kosmopolityczną, „liberalną” i nieszkodliwą republikę!

A zatem dla Brianda, Francji i liberalizmu światowego : Korzyść w każdym przypadku!

Zwróćmy jeszcze uwagę na pertraktacje Karola z samym Horthym.

CK Tiger pisze:

„Regent odrzucił wszelkie propozycje, argumentując brak możliwości oddania władzy Karolowi tym, że nie dopuściły by do tego państwa sąsiedzkie i natychmiast wypowiedziały by wojnę. Kiedy król ujawnił, że ma zagwarantowane wsparcie Francji, Horthy, próbując wybrnąć z trudnej sytuacji stwierdził, iż przysiągł lojalność przed parlamentem i nie może złamać tej przysięgi.”

CK Tiger idzie tu za rewelacjami książki Kucharczyka” Ostatni cesarz” i powołuje się na relacje samego Karola. We wspomnieniach regenta („Cale życie dla Węgier”) odnajdujemy jednak zdanie nie występujące w relacji Karola. Otóż w niej, gdy Karol mówi, że „ma zagwarantowane wsparcie Francji” regent Horthy trzeźwo pyta: „ Na czym opiera się wiara WKM w gwarancje Francji?” , Karol nie daje na to żadnej odpowiedzi i kieruje natychmiast rozmowę na temat przysięgi. W relacji eks króla kłopotliwe pytanie Horthy’ego zostaje pominięte…

Dalej CK Tiger relacjonuje dalszą rozmowę króla i regenta tak:

„Następnie powiedział, że odda władzę, kiedy Karol zdobędzie Wiedeń. Taka propozycja była szczytem absurdu, ponieważ bez armii, poparcia Węgier czy zagranicznych mocarstw, nie było mowy o jakiejkolwiek interwencji w Austrii”.

Regent nie zaprzecza w swojej relacji , że tak właśnie powiedział. Dlaczegóż jednak jego propozycja ma być: „była szczytem absurdu, ponieważ bez armii, poparcia Węgier czy zagranicznych mocarstw, nie było mowy o jakiejkolwiek interwencji w Austrii”. Odwrotna sytuacja nie wydaje się autorowi tego tekstu absurdalna! A przecież realne szanse restauracji na Węgrzech otoczonych przez wrogą koalicję zaborców, pozbawionych armii, poparcia Austrii, czy zagranicznych mocarstw…” jest jeszcze większym nonsensem! Austria ( w przeciwieństwie do Węgier) nie graniczy z samymi tylko wrogami! Ma za sąsiadów poszkodowane przez zwycięzców, żądne odwetu Niemcy, zdegustowane lekceważeniem Francji – Włochy i neutralną Szwajcarię. Austria nie przeżywała też dwóch rewolucji w ciągu trzech lat, najazdu i obcej okupacji!

Kończąc meil:
Tragiczne starcie odnowiciela monarchii i wiernego Habsburgom żołnierza ( w końcu października 1918 roku to właśnie Horthy osobiście bronił do końca cesarskiej bandery i nie dał jej pohańbić) z eks królem Karolem było szczytowym osiągnięciem perfidnej polityki dyplomacji francuskiej. Tylko trzeźwości i zdecydowaniu regenta Węgry zawdzięczają to, że nie spotkał je w wyniku tych wydarzeń drugi, jeszcze tragiczniejszy rozbiór i natychmiastowy upadek monarchii i rządu narodowego.
Król Karol po raz drugi w swoim krótkim życiu padł ofiarą oczywistej intrygi politycznej wymierzonej nie tylko przeciw jego osobie i przeciw idei Austro-Węgier, ale także przeciw monarchii katolickiej w ogóle. W efekcie Francji udało się skłócić węgierskie środowiska monarchistyczne i doprowadzić do detronizacji Habsburgów na Węgrzech, lecz nie udało się pogrążyć przedwojennych Węgier w niemocy i pohańbić ich przez narzucenie karykaturalnej, pseudo liberalnej republiki.

Nie wińmy jednak nieszczęśliwego króla i cesarza. Działał tak jak umiał, w dobrej wierze, starając się do końca zapewnić swym poddanym lepszy los i godne miejsce w świecie. Jak każdy człowiek honoru, wierzący w niezmienne wartości był bezsilny wobec oczywistego zła, perfidii i kłamstwa. Za swą naiwność zapłacił straszliwą cenę. Pozbawiono go wszystkiego, wywieziono na kraj świata i skazano na nędzna wegetację w warunkach, które
zniszczyły jego młode , szlachetne życie. Cześć jego pamięci.

I jeszcze jedno. Starając się ośmieszyć Horthy’ego i poddać w wątpliwość jego stosunek emocjonalny do Węgier usiłowano szerzyć mit, jakoby regent nie władał biegle ojczystym językiem. Jest to zabieg tyle podły, co śmieszny, gdyż zachowało się wiele przedwojennych przemówień admirała, oraz jego ostania mowa z 1957 roku. Kłamstwo ma więc krótkie nogi, choć prawdą jest że Horthy mówił znakomicie w języku Teutonów i jego niemiecki był z pewnością o wiele bardziej literacki i czysty niż prostacki bełkot dygnitarzy hitlerowskich.

I on skończył życie na wygnaniu, na krańcach Europy, z dala od Węgier, lecz pozostając zjednoczony w bólu z walczącym, dzielnym narodem, któremu przewodził przez długie lata. Cześć jego pamięci.

Juliusz B. – Węgier, absolwent historii UJ i hungarologii w Instytucie Balassiego

Horthy – ostatni regent Królestwa Węgier

  • Posted on Styczeń 3, 2015 at 08:50

Dziewiątego lutego przypada [kolejna] rocznica śmierci węgierskiego polityka i wojskowego Mikołaja Horthy’ego. Z tej okazji warto napisać kilka słów o tej ciekawej i ważnej dla kontrrewolucjonistów postaci.

Horthy urodził się w 1886 roku w Kenderes, małej miejscowości w środkowo-wschodnich Węgrzech, gdzie do dziś stoi pałac Horthy’ch. W tymże pałacu można odwiedzać obecnie grób Mikołaja Horthy’ego oraz niewielkie muzeum historyczne.

Przyszły regent Węgier od początku szykowany był do kariery wojskowej. Wykształcenie odebrał w znanej i cenionej Akademii Morskiej w Rijece, mieście portowym należącym do dzisiejszej Chorwacji. Zdolności przywódcze, wojskowe oraz charyzma pozwoliły mu osiągnąć stopień admirała floty Monarchi Austro-Węgierskiej. Podczas pierwszej wojny światowej admirał wiernie służył na morzu swojemu monarsze Karolowi, odnosząc znaczące sukcesy. Kilkukrotnie pokonał włoską flotę, największy sukces odnosząc w II bitwie morskiej pod Otranto.

Cieśnina Otranto została zablokowana przez flotę włoską i brytyjską, przez co okręty podwodne, a także zwykłe jednostki państw centralnych nie mogły przepływać na drugą stronę i praktycznie były odcięte od żeglugi śródziemnomorskiej. Horthy, na krążowniku Novara, poprowadził niewielką austro-węgierską flotę do zwycięstwa nad przeważającymi siłami brytyjsko-włoskimi . W celu zmylenia przeciwnika węgierski dowódca stosował różnego rodzaju fortele, od skracania masztów krążowników po stawianie zasłon dymnych. W swoich wspomnieniach pisał o zniszczeniu ponad 20 jednostek nieprzyjaciela i wzięciu do niewoli kilkudziesięciu marynarzy. Podczas bitwy odznaczył się nie tylko sprawnym dowodzeniem ale i osobistym bohaterstwem. W trakcie eksplozji granatu, w nodze dowódcy utkwiło 5 odłamków a szósty zerwał mu czapkę z głowy. Oprócz tego zapaliła się odzież admirała, w wyniku czego stracił przytomność zatruwszy się dodatkowo gazem. Mimo odniesionych ran, po chwili doszedł do siebie, przekazując dowództwo na Novarze polskiemu kapitanowi, Witkowskiemu. Sam Horthy, leżąc na noszach na mostku, osobiście kierował ruchami całej eskadry, koordynując jej posunięcia i w ostateczności wydatnie przyczyniając się do odblokowania strategicznie ważnej cieśniny. Za osiągnięcia w bitwach morskich został uhonorowany najważniejszym odznaczeniem wojennym Austro-Węgier, Orderem Marii Teresy (MMTO).

Po wojnie, w wyniku rozpadu monarchii naddunajskiej, Horthy skoncentrował swoje działania na rodzinnych Węgrzech (mimo, iż nawet nie mówił dobrze po węgiersku). W marcu 1919 roku, w wyniku sojuszu socjaldemokratów i komunistów obalono węgierski narodowy rząd premiera Berinkeya. Władzę przejęli komuniści, pod wodzą Beli Kuna, tworząc tym samym, drugie po Rosji państwo komunistyczne. Bela Kun wcześniej nabierał doświadczenia w Rosji, będąc członkiem tamtejszej partii bolszewików. Przez pewien czas brał udział w rozstrzeliwaniu i torturowaniu wrogów klasowych, pełniąc funkcję komisarza oddziału węgierskich jeńców wojennych. Po przejęciu władzy Kun zaprowadził, wzorowany na leninowskim, czerwony terror, znacjonalizował całą ziemię i przemysł na Węgrzech oraz ogłosił unię z sowiecką Rosją. Węgierscy komuniści nie poprzestali na działaniach wewnętrznych, próbując eksportować rewolucję poza granice kraju. Na krótko utworzyli Sowiecką Republikę Słowacji we wschodniej części tego kraju. Próbowali także przenieść swoje wpływy na terytorium Czech jednakże nie osiągnęli sukcesów na tym polu. Jedna z najbardziej krwawych dyktatur komunistycznych okazała się tworem bardzo krótkotrwałym. Straszliwy terror pozbawił rząd poparcia społecznego, a działania polityczne innych państw doprowadziły Węgierską Republikę Rad do szybkiego upadku (trwała tylko 133 dni). Komuniści nie zdołali przeciwstawić się popieranej przez ententę interwencji rumuńskiej a także wejściu kontrrewolucyjnych wojsk węgierskich pod dowództwem monarchisty, pułkownika Lehara oraz (z drugiej strony) Miklosa Horthy’ego. Dawny admirał i osobisty adiutant cesarza Karola I Habsburga, wkroczył do Budapesztu 18 listopada 1919 roku, odbierając miasto od wojsk rumuńskich, które wcześniej pokonały stacjonujących w stolicy komunistów. Bela Kun zbiegł przez Austrię do Rosji, gdzie najpierw był komisarzem na Krymie, odpowiedzialnym za rozstrzeliwanie ,,białych” oficerów, a potem sam został rozstrzelany w wyniku stalinowskich czystek z lat 1937-38.

Horthy rozpoczął okres walki z przeciwnikami politycznymi, nazywany ,,białym terrorem”. Podczas tych kilku miesięcy czystek rozstrzelano, uwięziono i deportowano nie tylko komunistów odpowiedzialnych za zbrodnie z okresu Republik Rad ale także socjalistów, członków związków zawodowych, a nawet zwolenników cesarza Karola I.

Warto położyć nacisk szczególnie na tą ostatnią kwestię, gdyż eliminacja legitymistów węgierskich była pierwszym, widocznym polem niezgody i początkiem konfliktu między Horthy’m a cesarzem. Konflikt ten miał kilka odsłon i zaważył poważnie na późniejszych losach nie tylko Węgier ale i całej Europy środkowo-wschodniej.

W marcu 1920 roku Horthy zmusił parlament węgierski, żeby ten ogłosił go regentem. Przyjmując tytuł regenta, admirał dawał wyraźny sygnał, że przejmuje władzę na Węgrzech do momentu powrotu prawowitego monarchy. Jako że regencja jest z definicji stanem tymczasowym, zwolennicy Karola I mieli prawo żywić nadzieję na to, iż regent odda władzę cesarzowi, gdy tylko uporządkuje sytuację wewnętrzną kraju. Nadzieje cesarza miały ponadto podstawę w postaci wcześniejszych deklaracji wojskowego, deklaracji jeszcze z 1918 roku, (które zacytował G. Kucharczyk w książce o Karolu I). Horthy wygłosił wtedy znamienne słowa: ,,Nie spocznę dopóki nie przywrócę władzy Waszej Wysokości w Budapeszcie i Wiedniu” . Jednakże w 1920 admirał skupiał się raczej nie na przywracaniu władzy prawowitej, lecz na ugruntowywaniu swojej własnej pozycji na Węgrzech, nie robiąc nic by wspomóc Karola I w powrocie do Budapesztu a tym bardziej do Wiednia. Działając we własnym interesie, cały czas sprytnie mydlił oczy obozowi procesarskiemu wysyłając do Szwajcarii (miejsca wygnania rodziny cesarskiej) listy z deklaracjami i zapowiedziami rychłej restauracji królewskiej władzy w państwie węgierskim.

Karol początkowo wierzył swojemu byłemu adiutantowi ale następne kroki wiarołomnego regenta przekonały cesarza, iż musi osobiście zatroszczyć się o swoją władzę, nie powierzając tego zadania Horthy’emu. Karol wyznawał koncepcję, według której tylko powrót Habsburgów na tron węgierski jest wstanie zabezpieczyć trwały pokój w tej części Europy. Odrodzona monarchia habsburska miałaby zjednoczyć podzielone i okrojone terytorialnie państewka powstałe po I wojnie światowej, tworząc tym samym przeciwwagę dla ekspansjonizmu zarówno niemieckiego jak i sowieckiego. Karol słusznie przewidywał konsekwencje traktatu wersalskiego mówiąc, iż jeśli małe narody środkowej Europy nie będą ze sobą współpracować, to zostaną zmiażdżone ,,dwoma kamieniami młyńskimi” odradzających się potęg niemieckiej i rosyjskiej . Karol dobrze dostrzegał poważne zagrożenie komunizmem już wcześniej, gdy sprzeciwiał się niemieckim planom przewożenia Lenina ze Szwajcarii do Rosji.

Mając na uwadze powyższą koncepcję, naturalnym działaniem było podjęcie wysiłków w celu restaurowania swojej władzy na Węgrzech ( w Austrii było to w tamtym momencie całkowicie nie realne). Karol podjął pierwsze działania, gdy dowiedział się, iż Horthy polecił całemu korpusowi wojskowemu złożyć przysięgę wierności wyłącznie sobie, nie wspominając nic o prawowitym władcy, którego był przecież regentem (!). Zdając sobie sprawę z trudnego dla Węgier otoczenia w postaci Czech, Rumunii i Jugosławii, przeciwnych powrotowi Habsburgów, Karol podjął działania mające zapewnić mu poparcie jednego z mocarstw, Francji. Bez poparcia silnego państwa nie mógł nawet marzyć o przywróceniu monarchii, gdyż węgierscy sąsiedzi, nie chcąc utracić zdobytych kosztem Węgier terenów, nie zawahaliby się wypowiedzieć wojny. W przypadku zniszczonych I wojną a potem komunistyczną dyktaturą Węgier, byłby to gwóźdź do trumny naddunajskiego państwa. W tajemnicy przed Horthy’m, Karol podjął negocjacje z Francuzami, wysyłając do premiera Brianda brata swojej żony księcia Sykstusa Bourbon-Parma. Sykstus wynegocjował poparcie Brianda, jednakże z zastrzeżeniem, że Francja uzna i poprze władzę Habsburgów na Węgrzech, tylko w wypadku udanego zamachu stanu. Jeśli próba podjęta przez Karola I nie powiedzie się, Francja nie przyzna się do brania udziału w negocjacjach i wyprze się kontaktów z cesarzem. Jeśli jednak uda się obalić Horthy’ego, Briand zagwarantuje pomoc gospodarczą, dyplomatyczną a nawet wojskową, w przypadku próby ataku ze strony Czech lub Rumunii.

Karol, pozyskawszy wsparcie, udał się na Węgry, gdzie oczekiwał go oddany monarchista, pułkownik Lehar, dowódca wojsk w zachodnich Węgrzech. Karol, w eskorcie ofiarowanej przez Lehara, jednakże bez większych oddziałów, dotarł do Budapesztu 27 marca 1921 roku. Przyjazd króla nie był jednak żadnym zaskoczeniem dla regenta, gdyż został on wcześniej uprzedzony i dokładnie poinformowany o planowanej ,,wizycie”. Karol miał nadzieję, iż uda mu się przekonać regenta do oddania władzy, jednakże srogo się przeliczył. Horthy już na początku rozmowy zażądał od króla aby ten powrócił natychmiast do Szwajcarii. Na propozycję oddania władzy Karolowi, zapytał wprost co, on, Horthy na tym zyska. Negocjacje były twarde. Karol obiecał regentowi tytuł księcia, stanowisko głównodowodzącego królewskiej armii (które w rzeczywistości Horthy już miał) a także ponowne objęcie stanowiska admirała (w państwie bez dostępu do morza i bez floty). Król obiecał nawet regentowi Order Złotego Runa, co jak zauważył G. Kucharczyk było niewykonalne, gdyż Order przysługiwał jedynie katolikom a Horthy był kalwinem . Regent odrzucił wszelkie propozycje, argumentując brak możliwości oddania władzy Karolowi tym, że nie dopuściły by do tego państwa sąsiedzkie i natychmiast wypowiedziały by wojnę. Kiedy król ujawnił, że ma zagwarantowane wsparcie Francji, Horthy, próbując wybrnąć z trudnej sytuacji stwierdził, iż przysiągł lojalność przed parlamentem i nie może złamać tej przysięgi. W odpowiedzi na ten prostacki argument, Karol przypomniał byłemu adiutantowi, że najpierw przysięgał wierność jemu, cesarzowi i ta przysięga, o podstawach religijnych ma większe znacznie niż przysięganie nietrwałemu i tymczasowemu parlamentowi. Regent, brnąc dalej w swym uporze i bezczelności, odparł, iż przysięga dana Karolowi już nie obowiązuje, gdyż obecnie panuje system parlamentarny. Następnie powiedział, że odda władzę, kiedy Karol zdobędzie Wiedeń. Taka propozycja była szczytem absurdu, ponieważ bez armii, poparcia Węgier czy zagranicznych mocarstw, nie było mowy o jakiejkolwiek interwencji w Austrii. Zasłaniając się koniecznością uregulowania spraw wewnętrznych Horthy ,,poprosił” Karola I o 3 tygodnie do namysłu, argumentując, iż w tym czasie dużo spraw może się zmienić, co pozwoli mu być może oddać władzę.

Król opuścił Budapeszt, nie wierząc już w jakąkolwiek lojalność ze strony regenta. Tymczasem Horthy rozgłosił, iż król podjął nieudaną próbę restauracji monarchii, a także ujawnił kontakty Habsburga z premierem Francji. Francuzi oczywiście, tak jak zapowiedzieli wcześniej, zdementowali wszelkie informacje na temat ich kontaktów z Karolem. Horthy podjął także działania wewnątrz Węgier, dymisjonując i usuwając z armii i urzędów, ludzi wiernych królowi. Zostawiał sobie jednak cały czas furtkę bezpieczeństwa wysyłając do szwajcarskiej siedziby króla listy zapewniające o swojej lojalności wobec monarchy.

W dwa miesiące później król Karol I (IV na Węgrzech) podjął drugą próbę restauracji monarchii. Ponownie pozyskał wsparcie Francji, oczywiście na tych samych zasadach co poprzednio, czyli tylko w wypadku sukcesu. Oprócz poparcia Francji również Watykan wyraził swoje zadowolenie z planu Karola. Papież Benedykt XV, który już w czasie I Wojny współpracował z cesarzem, tworząc plany pokojowe, teraz również wsparł legitymistyczne dążenia Karola. Król musiał działać szybko, gdyż regent zaplanował dyslokację oddziałów, posądzanych o sympatie monarchistyczne i wierność Habsburgom.

21 października 1921 roku, Karol wraz z małżonką Zytą, wylądowali w tajemnicy na Węgrzech. Nie zastali jednak wiernych sobie oddziałów, które z powodu wadliwej koordynacji działań zjawiły się w pobliżu dopiero następnego dnia, przez co rojaliści utracili element zaskoczenia. Odebrawszy w końcu przysięgę od wiernych oddziałów, Karol ruszył na Budapeszt, fetowany przez ludność węgierską, bardziej popierającą króla niż regenta. Sytuacja Horthy’ego była coraz bardziej dramatyczna, coraz więcej oddziałów odmawiało wykonania jego rozkazów i przechodziło dobrowolnie na stronę króla.

Dopiero zdecydowane działanie jednego z wiernych regentowi dowódców doprowadziło do przechylenia się szali na niekorzyść Karola I. Pułkownik Gombos zaatakował siły królewskie na czele improwizowanych oddziałów. Karol natomiast, nie chcąc wydać rozkazu ataku na własnych poddanych i bojąc się rozlewu węgierskiej krwi, wycofał wojska. Królowi zabrakło zdecydowania, potrzebnej w takich momentach bezwzględności i wyrachowania. Wolał poświęcić swoją sprawę i sukces restauracji niż przelać krew własnych poddanych. Postąpił w tym wypadku niezgodnie z zasadami realizmu politycznego i polityki długofalowej, zachowując się podobnie jak Ludwik XVI w czasie rewolucji francuskiej. Król Francji także nie chciał strzelać do własnych poddanych, uważając to za niegodne osoby królewskiej i sprzeczne z odpowiedzialnością panującego za naród. Te dwa, odległe w czasie, acz podobne do siebie przypadki miały poważne konsekwencje. Ludwikowi nie udało się pokojowymi metodami powstrzymać rewolucji a Karolowi restaurować władzy Habsburgów na Węgrzech i utworzyć przeciwwagi dla germańsko-rosyjskiego ekspansjonizmu.

W przypadku Karola brak sukcesu nie został spowodowany tylko i wyłącznie brakiem zdecydowania. Do tego doszedł jeszcze element zdrady, gdy jeden z królewskich dowódców okazał się zausznikiem Horthy’ego i doprowadził do zawieszenia broni, które dało czas regentowi na zabezpieczenie stolicy i przeprowadzenie ostatecznej czystki w armii. Zapewnione o rozejmie wojska królewskie zostały w nocy zaskoczone przez oddziały regenta a sam Karol musiał uciekać. Po drodze schronił się w zamku hr. Esterhazy’ego, gdzie doszło do zamachu (nieudanego) na życie królewskiej pary. Następnie król udał się z powrotem do Szwajcarii. Kiedy Karol jeszcze przez kilka dni przebywał na Węgrzech, Horthy domagał się jego abdykacji. Król odpowiedział, że mimo niepowodzenia nie może tego zrobić, gdyż wiąże go przysięga koronacyjna wobec Boga oraz narodu węgierskiego, dlatego też, aż do śmierci będzie starał się wypełniać królewskie obowiązki . Regent nie podzielał podejścia Karola do królewskich przysiąg oraz obowiązków i z poparciem Czech, Rumunii i Jugosławii, przymusił węgierski parlament do wydania ustawy pozbawiającej Habsburgów możliwości dziedziczenia korony Węgier.

Karol po nieudanych dwóch próbach restauracji monarchii udał się na wygnanie na portugalską wyspę Maderę, gdzie zmarł później na zapalenie płuc. Nie zrzekł się jednak tronu i do końca życia dotrzymał swojej przysięgi. Dopiero jego syn Otto von Habsburg zrzekł się roszczeń wobec tronu austriackiego w 1966 roku. Jego postawa bardzo kontrastowała z postawą ojca oraz matki Zyty, szczególnie jeśli dodać, że Otto aż cztero krotnie zasiadał w parlamencie europejskim, na co monarcha o charakterze Karola I nigdy by się nie zdecydował.

Po wycofaniu się Karola I (IV), Horthy mógł swobodnie zająć się umacnianiem swojej władzy i prowadzeniem autonomicznej polityki. W dobie autorytaryzmów w Europie, regent Węgier stworzył praktycznie pierwszą, prawicową dyktaturę, która tylko z nazwy była regencją. Dzięki sprawnym rządom udało się Horthy’emu odbudować kraj, a także zrealizować niektóre roszczenia terytorialne. Węgry odzyskały część południowej Słowacji (zamieszkałej w większości przez Węgrów), na co początkowo nie chciały się zgodzić Francja i Wielka Brytania. Jednakże dzięki tzw. arbitrażowi wiedeńskiemu z 2 listopada 1938 roku udało się odzyskać sporne tereny. W arbitrażu wzięli udział Joachim von Ribbentrop oraz włoski minister spraw zagranicznych Galeazzo Ciano a także reprezentanci strony przeciwnej Węgrom, czyli premier Słowacji ks. Józef Tiso oraz czeski minister spraw zagranicznych Franciszek Chvalkovsky. Oprócz południowej Słowacji, Węgry otrzymały również obszary Rusi Zakarpackiej.

Widząc coraz bardziej napiętą sytuację międzynarodową dyktator starał się lawirować między wrogimi obozami, nie chcąc pochopnie stanąć po jednej ze stron i narazić kraju na zniszczenie. Postawa Horthy’ego nie była jednak tchórzowska czy nacechowana uległością (w przeciwieństwie do postawy polityków czeskich). W czasie inwazji niemieckiej na Polskę z września 1939 roku dyktator odrzucił niemieckie żądania w sprawie umożliwienia przemarszu Wermachtu przez Węgry. Jego odmowa nie była gołosłowna, gdyż zaraz po deklaracji wydał rozkaz zaminowania tuneli, przejazdów kolejowych i niektórych mostów, po to aby wysadzić je gdyby Niemcy próbowali zignorować ostrzeżenia. Jednocześnie Horthy utrzymywał stosunki dyplomatyczne z III Rzeszą, a nawet ponownie odwołał się do niemiecko-włoskiego arbitrażu w sprawach terytorialnych, dzięki czemu uzyskał część należącego do Rumunii Siedmiogrodu. Ceną za poparcie Niemiec dla węgierskich roszczeń względem Rumunii było przystąpienie Węgier do tzw. Paktu Trzech (w sierpniu 1940 roku). Mimo, iż Węgry oficjalnie znalazły się po stronie Niemiec, Horthy jeszcze przez pewien czas pozwalał legalnie działać polskiemu poselstwu w Budapeszcie. Wcześniej umożliwił też ewakuację z Węgier do Francji aż 35 tysięcy polskich żołnierzy. Nawet już po przystąpieniu Węgier do wojny po stronie Niemiec, w Budapeszcie cały czas działały polskie placówki edukacyjne i kulturalne. Realizm polityczny nie pozwalał Horthy’emu na ignorowanie niemieckich żądań (nie miał takiej pozycji ani militarnej, ani politycznej jak Franco w Hiszpanii, który był w stanie prowadzić politykę neutralności a nawet gróźb w stosunku do Hitlera) i w kwietniu oraz czerwcu 1941 roku wojska węgierskie brały udział w niemieckich operacjach wojskowych, najpierw przeciwko Jugosławii, potem na froncie wschodnim w ZSRR.

W wyniku niemieckich porażek w ZSRR dyktator musiał znowu, w celu ratowania Węgier przed konsekwencjami, przeformułować swoją politykę. Rozpoczął potajemne negocjacje z aliantami, nie udało się jednak utrzymać tego w tajemnicy a rozwścieczony Hitler rozpoczął regularną okupację Węgier. Horthy, widząc beznadziejną sytuację, zmiękczył swoje stanowisko i pozwolił na utworzenie pół-autonomicznego, proniemieckiego rządu.

Cały czas, mimo okupacji, starał się zachować niezależność. Prowadził nieustannie tajne negocjacje z Wielką Brytanią, sabotował działania Niemców, nie pozwalał swojej artylerii strzelać do brytyjskich i amerykańskich samolotów, próbował dezorganizować zainicjowane przez Niemców w 1944 roku wywózki Żydów węgierskich. W miarę pogarszającej się sytuacji III Rzeszy w konfrontacji z ZSRR, Horthy’emu udało się przerwać deportacje Żydów i innych więźniów politycznych.

Po wycofaniu się Niemiec z terenu Węgier, dyktator próbował ratować kraj przed zniszczeniem grożącym ze strony Armii Czerwonej starając się uzyskać od zachodnich aliantów odrębną kapitulację. Po fiasku owego planu Horthy obmyślił nowy, który zakładał stopniowe poddawanie wojska węgierskiego dowództwu radzieckiemu, po to aby ograniczyć skutki wkraczania wojsk rosyjskich na Węgry. Plany pokojowego poddania kraju pokrzyżował zamach dokonany przez Strzałokrzyżowców, węgierskie ugrupowanie faszystowskie zależne od III Rzeszy. Łatwo było przewidzieć, jak skończy się taka polityka. Zamiast poddania i ocalenia kraju przed zniszczeniem, nastąpiła krwawa i brutalna konfrontacja sił brunatnych z czerwonymi, co jak w każdym innym przypadku kończyło się fatalnie dla ludzi zamieszkujących scenę takowych starć. Wysiłki Horthy’ego zostały całkowicie zmarnowane, a sam dyktator został internowany przez Niemców, następnie więzili go Amerykanie, a w 1945 roku został wypuszczony i jako świadek zeznawał w procesie norymberskim.

Po procesie, w 1946 roku, 60 letni były adiutant, admirał, regent i dyktator udał się do Portugalii, gdzie, podobnie jak wcześniej Karol I, dokonał żywota. Pod koniec życia w 1956 roku mógł jeszcze obserwować krwawo stłumione powstanie węgierskie, co ponoć tak nadszarpnęło jego i tak już słabe zdrowie, że wkrótce potem zmarł (w 1957 roku).

Trudno pokusić się o jednoznaczną ocenę Mikołaja Horthy’ego. Jego niewątpliwą zasługą było stłumienie najkrwawszej europejskiej dyktatury komunistycznej czyli Węgierskiej Republiki Rad Beli Kuna. Także umiejętne prowadzenie polityki zagranicznej w przeciągu ponad 20 lat sprawowania władzy należy zapisać w poczet zasług. Powinno się to szczególnie docenić zważając na niekorzystne położenie Węgier po I wojnie światowej, straty terytorialne, zacofanie gospodarcze, utracenie ważnych ośrodków komunikacyjnych i miejskich. W takich warunkach, w otoczeniu wrogich państw, utrzymanie integralności terytorialnej było nie lada sztuką. A Horthy nie tylko nie utracił ziem węgierskich ale nawet powiększył terytorium kraju, włączając w jego skład rejony najgęściej zaludnione przez Węgrów. Nie można także odmówić dyktatorowi zmysłu i wyczucia realizmu politycznego, kiedy to potrafił sprawnie lawirować między potęgami, ani nie upadając przed nimi na kolana ani nie rzucając się na nie w bezsensownej walce.

Z drugiej strony cieniem na okresie rządów Horthy’go kładzie się jego konflikt z Karolem I Habsburgiem. Co prawda polski myśliciel, znawca Węgier, Marian Zdziechowski usprawiedliwiał dyktatora, pisząc w szkicu Węgry i dookoła Węgier, że we wspomnianych wcześniej warunkach, przy nieprzychylności nie tylko Czech, Rumunii czy Polski, ale także państw silnych, takich jak Niemcy, Wielka Brytania i Rosja, restauracja monarchii habsburskiej była planem nie możliwym do zrealizowania. Jednakże, gdyby ówczesny regent połączył siły z królem Karolem I a Francja udzieliłaby obiecanego uznania i poparcia, historia Węgier mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej i los słabego, kilkukrotnie okupowanego i zniszczonego państwa wcale nie musiał by być im pisany.

Reasumując, Horthy jawi się jako postać ciekawa, niezwykle kontrowersyjna zarówno dla monarchistów (opór wobec Karola I) jak i innych nurtów ideowych, jednakże na pewno wart jest wspomnienia, szczególnie w kontekście nieco zapomnianej roli jaką odegrał w historii XX wieku.

Kamil Eckardt

źródło: http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/2164/

Pamięć-Emlékezés 1939-45!

  • Posted on Maj 10, 2014 at 15:06

Magyar lett az „Év Képviselője" Brüsszelben: Vége a támadásoknak

  • Posted on Marzec 19, 2014 at 13:00

Tizedik alkalommal szervezték meg a versenyt.

Pomnik katyński w Budapeszcie

  • Posted on Luty 4, 2014 at 07:31

Dysonans + ambaras = benefis. Igorowi Janke

  • Posted on Styczeń 21, 2014 at 14:01

Tekst ten miał się początkowo nazywać „Strategiczne błędy prawicowej publicystyki”, ale pomyślałem, że to słaby tytuł i raczej nieprecyzyjny. Prawicowa publicystyka nie popełnia bowiem błędów strategicznych. Nie może ich popełniać, albowiem czynności takie to przywilej bytów, które są traktowane podmiotowo, czyli takich, których władza i wpływy pochodzą z uzurpacji, a nie z mianowania. Tego zaś w żaden sposób o prawicowej publicystyce powiedzieć nie można. W obszarze penetrowanym przez prawicowych publicystów role są rozpisane, każdy wie gdzie ma stać i co mówić, a budżety, nawet jeśli są realizowane z pewnymi opóźnieniami, to jednak w końcu pojawiają się tam gdzie trzeba. Nie może być więc mowy o błędach strategicznych, bo nie ma strategii. Nie na tym poziomie. To oni są częścią strategii i mogą ją jedynie realizować w sposób mniej lub bardziej zgodny z instrukcjami. Jeśli zaś coś schrzanią to będzie to wynikało z głupoty, lenistwa albo nieumiejętności słuchania lub też czytania ze zrozumieniem.

Dokładnie widać to po reakcji Igora Janke na posunięcia Viktora Orbána. Otóż nasz gospodarz napisał kiedyś książkę o węgierskim premierze, książkę słabą, roszczeniową i mającą wszelkie cechy roboty na zlecenie. Można oczywiście spekulować kto zlecił Igorowi Janke tę robotę, ale nie trzeba. Panowie, bowiem z wydawnictwa „Demart”, z którymi miałem nieprzyjemność się zetknąć, twierdzili, że to oni stoją za wszystkim. Być może tak jest w rzeczywistości, a być może tylko im się zdaje, bo też chcieliby podejmować strategiczne decyzje, a nie mogą. W każdym razie robota była zlecona, a celem był sukces. Ja nie chcę tutaj dywagować w tej akurat chwili, co wydawca rozumie pod pojęciem sukces, ale próba wciskania książki o „Orbánie” użytkownikom salonu świadczyć może, że sukces tej publikacji był umiarkowany. Ponieważ jednak sukces jest jak kij i ma dwa końce, pozostawmy ten koniec rynkowy w spokoju i zajmijmy się końcem drugim, nazwijmy go emocjonalno-prestiżowym. Ponieważ ja czytałem wszystkie teksty Igora Janke dotyczące Węgier i Gruzji, śmiało rzec mogę, że prestiż i emocje z nim związane to jest coś, co naszego gospodarza napędza mocno. A nie dość, że napędza to jeszcze oślepia w sposób nie pozwalający na realną ocenę sytuacji. Kiedy bowiem Igor Janke pisał swoją książkę o Orbánie, kiedy redaktor Sakiewicz organizował wycieczki do Budapesztu, gdzie występował publicznie kreując się na męża stanu, Jerzy Targalski, w niezależna.pl najspokojniej w świecie pisał, że za Orbánem stoi Putin. I ja mam teraz pytanie do Igora Janke i redaktora Sakiewicza? Nie czytaliście Targalskiego? A jeśli czytaliście to co? Nie wierzyliście w to co mówi? Traktowaliście go jak durnia?

Ja się nie dziwię Tomaszowi Sakiewiczowi, bo on jest człowiekiem dającym się łatwo ponieść powierzchownym emocjom, ale z Igorem Janke jest inaczej. Igor Janke próbuje posługiwać się mózgiem, a to stawia przed nim różne wyzwania i poddaje go wymaganiom, którym Sakiewiczowi nikt głowy zawracał nie będzie z przyczyn aż nadto widocznych.

Mamy więc ten cały Instytut Wolności, którego szefem jest nasz gospodarz, jego misja jest jakoś tam określona poprzez słowo „wolność” między innym, a także poprzez słowo „demokracja” i jeszcze słowo „rozwój” jak przypuszczam i kilka innych słów mniej już istotnych. Szefowie tego instytutu, w tym Igor Janke ulegają poważnym złudzeniom, z których największym i najbardziej ambarasującym jest złudzenie wolności i samodzielności. Jednak my, wychowani w pokrętnej logice późnego PRL i III RP, wiemy, że jak coś się nazywa „wolności”, to zapewne z wolnością nic wspólnego nie ma. No, ale tym z samego środka instytutu najtrudniej uwierzyć w to, że nie ma. Oni wierzą, że ma. I wierzą też w to, że prezydent Gruzji został wybrany demokratycznie, a [premier] Węgier, jak się już postawi Brukseli i ugra swoje będzie realizował politykę demokratyzacji i szerzył wolność gdzie się da. A nawet jeśli ktoś w nich tę wiarę złamie i uczyni z Gawina i Jankego, jednym brutalnym gestem zgwałcone dziewice, to zawsze będą mieli koło ratunkowe. Zawsze będą mogli powiedzieć: to nic, musimy zachowywać pozory, dla tych durniów z salonu.24, którzy niczego nie rozumieją. Tak mogłoby być, ale nie jest. I Igor Janke przyznał się do tego wprost. On został przez Orbána uwiedziony i porzucony. A to świadczy, że Igor Janke wierzył w misję swojego instytutu i wierzył też w demokrację oraz wolność. I to jest proszę Was straszne.

Pamiętam spotkanie w Hybrydach, którego gościem był Jerzy Robert Nowak i jego kolega z Węgier. Prowadziła je Anita Czerwińska. Spotkanie dotyczyło sytuacji na Węgrzech i odbyło się w samym środku ambarasu medialnego zatytułowanego „Budapeszt w Warszawie”. Kiedy słuchałem co oni mówią, pomyślałem, że Jerzy Robert Nowak musi być specjalnym ulubieńcem Adama Michnika, musi być wręcz przezeń hołubiony, bo trudno o łatwiejszy cel na prawicy, niż człowiek tak powierzchowny i skupiony na sobie, a jeszcze do tego przekonany o własnej racji i występujący w Radio Maryja jako ekspert. To jest cel idealny. I Michnik nigdy nie pozwoli na to, by Jerzemu Robertowi włos spadł z głowy. Ponieważ był to taki moment, kiedy ja również wierzyłem w to, że Węgry się podniosą, a do tego jeszcze wydawało mi się, że przywrócą królestwo, bo korona jest w parlamencie, wstałem i zapytałem o to wprost – kiedy przywrócicie królestwo. Pytanie skierowane było do Węgra, który tak się przestraszył, że o mało nie wszedł pod krzesło. Republika – wołał – na Węgrzech będzie republika! Jerzy Robert Nowak zaś powiedział mi, że jestem w wielkim błędzie sugerując, że na Węgrzech może reaktywować się monarchia, a to z tego względu, że Węgrom monarchia kojarzy się z Habsburgami. Sala zaś zaczęła się ze mnie śmiać, bo przecież wypowiedział się ekspert z RM i zgasił mnie od razu. Fakt iż na Węgrzech rządziło 5 albo 6 dynastii i zawsze można się do którejś odwołać, pomijając Habsburgów nie zrobił na nikim wrażenia. Nie mógł zrobić, po sala pełna była politycznych realistów wierzących w ekspertyzy autorytetów. Podobnie jak Igor Janke, który też jest politycznym realistą i wierzył do niedawna w to, że Orbán o własnych siłach, przy pomocy Sakiewicza przemawiającego z trybuny rozprawi się z bankami, które gnębią jego kraj.

No więc ja dalej będę się upierał, że nie ma dla Węgier innej drogi niż monarchia i wynika to wprost z historii tego kraju. Myślę, że Orbán to wie i warto było by zapytać go co myśli o monarchii, co myśli o Trianon i co myśli o przyłączeniu Siedmiogrodu do reaktywowanej korony św. Stefana. Zakładamy bowiem, że Viktor Orbán jest politykiem poważnym, to znaczy takim, który myśli o przyszłości swojego kraju. Nie możemy poczynić innych założeń, bo jego umowa z Rosją świadczy o poważnych zamiarach. To znaczy jakich? Węgrzy nie mają innego wyjścia jak tylko zanegować granice wyznaczone w Europie środkowej po I wojnie światowej. Orbán o tym wie, ale teraz tego głośno nie powie, być może nie powie tego nigdy, a kwestią tą zajmie się jego następca. Jeśli Węgrzy tego nie zrobią, znikną i żadne strategiczne partnerstwa z Rosją nic im nie pomogą. To strategiczne partnerstwo, te pieniądze, które dostali od Putina posłużą do tego, by z Węgier zrobić kraj najnowocześniejszy w regionie i najlepiej uzbrojony. Węgrzy chcą być tym, czym była w XVI wieku Szwajcaria. I fakt, że nie ma na Węgrzech gór, niczego nie zmienia. Węgrzy strzec będą szlaków na Bałkany, tak jak Szwajcarzy strzegli szlaków do Italii i będą pobierać za to wynagrodzenie w pieniądzu i w naturze. Pytanie istotne z naszego punktu widzenia brzmi: przeciwko komu będą to robić. Tym moim zdaniem powinien zająć się autor kolejnej książki o Viktorze Orbánie, która musi być napisana w sposób nieco bardziej dojrzały niż książka Igora Janke.

Czy Orbán zbliżając się do Rosji coś ryzykuje? Moim zdaniem nic. Zostańmy i my na chwilę politycznymi realistami, zapomnijmy o koronie św. Stefana i pomyślmy i historycznym doświadczeniu Węgrów w czasie ostatnich 500 lat. Kluczową datą dla tego kraju będzie rok 1552, odsunięcie się Siedmiogrodu i panów węgierskich od katolicyzmu, co oznaczało na płaszczyźnie politycznej poddanie się pod władzę banków i dworów obcych z zachowaniem pozornego, opłacanego pieniądzem uzależnienia od sułtana. W praktyce zaś oznaczało to, że Węgrzy stały się krajem, z którego pobiera się najemnika na różne wojny i umieszcza się tam agentury, mające za cel destabilizację sytuacji w Europie Środkowej. I tak będzie również tym razem. Teraz Węgry nie podporządkowały się bankom, ale Putinowi, zachowały pozorną opłacaną pieniądzem zależność od Brukseli, a na ich terenie Rosja, Turcy i każdy kto chce prowadzić będzie działania mające za cel destabilizację sytuacji w Europie środkowej. I tylu znajdzie się przy tym stoliku graczy, że Orbán nie nadąży z liczeniem pieniędzy. Nic mu nie grozi, nie zabiją go, nie ma żadnego ryzyka. Jeśli ktokolwiek powinien uważać to tylko i wyłącznie Polska. I to nie ze względu na obecność rosyjskich pieniędzy na Węgrzech, ale ze względu na obecność w kraju ludzi takich ja Igor Janke i Tomasz Sakiewicz. Ze względu na obecność życzeniowej myśli politycznej i folkloru, który nie odnosi się do faktów, do politycznej tradycji i celów, a także do pieniędzy, ale buduje swoją misję wokół całkowicie fałszywego i ambarasującego hasła „Polak, Węgier dwa bratanki”. I oczywiste jest, że jak ktoś zacznie wypisywać pod tym tekstem komentarze, że nie, że on był na Węgrzech pił palinkę i jadł kiełbasę z papryką i było super i bariera językowa wcale mu nie przeszkadzała, to rzecz jasna wyleci z bloga.

Cieszmy się, że nasz gospodarz nie napisał książki o prezydencie Gruzji, bo mogłoby być jeszcze ciekawiej. Mogłoby się okazać, że nie tylko Orbán siedzi w kieszeni u Putina, ale także on sam – Igor Janke.

Proszą Państwa, na naszych oczach wypalają się pewne złudzenia, znika mgiełka i pojawiają się kontury tego, co z grubsza można uznać za rzeczywistość. Jeśli Unia przegra na Ukrainie będzie musiała siąść do negocjacji z Rosją i Bóg jeden raczy wiedzieć z kim jeszcze, bo przecież nie znamy treści wszystkich dokumentów podpisywanych w kuluarach przez Viktora Orbána. W czasie tych negocjacji, Węgrzy robić będą minę sfinksa, który zadaje zagadki, Ukraina, gładko przejdzie pod zarząd Kremla, łącznie z banderowcami, którzy łasi są na etaty i przywileje, a Polska stanie się nie dość, że celem polityki wszystkich dookoła, nawet tych najmniejszych, to jeszcze narzędziem w rękach banków. I zobaczymy co wtedy zrobi Igor Janke i Tomasz Sakiewicz. Jakie szaliki założą i co będą nucić pod nosem. Obstawiam, że zacznie się od zorganizowania wielkiego benefisu, jestem bowiem pewien, że równanie, które zaprezentowałem w tytule jest dobre i prawdziwe. Ambaras + dysonans = benefis. I nie chce być inaczej.

http://coryllus.pl

 

 

a href=”http://coryllus.pl”

Fidesz to partia na wskroś liberalna – wywiad z prezesem Jobbiku Gaborem Voną

  • Posted on Styczeń 20, 2014 at 09:04

W środowisku polskiej centroprawicy Fidesz jest często postrzegany jako siła patriotyczna, niosąca odrodzenie chrześcijańskich i europejskich wartości na Wegrzech. Czy tak to wygląda w rzeczywistości?

Po ośmioletnich rządach socjalliberalnych wszystko mogłoby wyglądać na „odrodzenie wartości chrześcijańskich i europejskich”. Pomijając fakt, że nie jestem przekonany do samego określenia „europejskie wartości”. Wiem, że są formułowane takie pseudowartości przez liberałów i wprowadzane jako podwójne standardy moralne na całym świecie, ale ja nie akceptuję tych pseudowartości, nie uważam ich za uniwersalne, a ich propagowanie za pożądane. Jeśli zaś chodzi o wartości chrześcijańskie, trzeba podkreślić, że Fidesz jest zdecydowanie liberalną partią z liberalnym programem. Jakkolwiek, ma ona w swoich szeregach małą frakcję chrześcijańsko-demokratyczną, nie ma ona wielkich wpływów ani większego znaczenia. Obserwując to z zewnątrz można odnieść wrażenie, że każdy prochrześcijański projekt rządu to jedynie ukłon w stronę tejże frakcji. Ale jeśli spojrzeć na praktykę działania i konkretne poczynania rządu, to dostrzec można, że jest on bardzo odległy od chrześcijańskiego systemu wartości.

W retoryce patriotycznej Fidesz czerpie bardzo wiele z waszego ruchu. Wielokrotnie podkreślaliście, że Fidesz realizuje niektóre z waszych postulatów. Czy można powiedzieć, że partia premiera Orbána realizuje wasz program?

Jeśli chodzi o hasła, czerpią sporo od nas. To prawda. Jeżeli jednak chodzi o szczegóły, a tym bardziej wdrożenie naszych pomysłów w życie, odbiega to dalece od tego, jak byśmy sobie to wyobrażali. Poparliśmy projekt działań symbolicznych, ale bardzo ważnych, jak ustawa o podwójnym obywatelstwie czy upamiętnienie tragicznego dnia podpisania traktatu z Trianon (akt kończący I wojnę światową, w wyniku podpisania którego Węgry straciły 80 proc. terytorium – red.) – „akt upamiętnienia 4 czerwca”. Abstrahując jednak od samych haseł, konkretne działania rządu są tragiczne. Program gospodarczy i takie reformy jak podatek liniowy i wszelkie konsekwencje jego wprowadzenia, ich liberalna obsesja na punkcie deficytu budżetowego, przy jednoczesnej utracie płynności gospodarczej państwa, ich niechęć o wprowadzania ulg dla małych i średnich przedsiębiorców węgierskich, a nie międzynarodowych koncernów. Także polityka kulturalna, społeczna, edukacyjna i w dziedzinie bezpieczeństwa publicznego rządu Orbána jest katastrofalna.

Dlaczego Jobbik głosował przeciwko projektowi nowej konstytucji? Pomijając jego wady, to jednak jest ona lepsza niż stara, komunistyczna konstytucja Węgier.

Oczywiście obecna konstytucja jest lepsza od starej. Ale to błędne i minimalistyczne podejście. Ten rząd miał historyczną i bezprecedensową szansę, aby przywrócić Węgry na właściwą drogę. Nasz kraj ma tradycję najstarszej niepisanej konstytucji w Europie, opartej na doktrynie Świętej Korony, obowiązującą przez niemal tysiąc lat, aż do utrat suwerenności w 1944 r. Jedynym projektem do zaakceptowania byłoby przywrócenie ładu konstytucyjnego obwiązującego na Węgrzech przez wieki. Prawdziwe poglądy i intencje posłów Fideszu mogliśmy poznać, gdy zgłaszaliśmy takie postulaty, jak ochrona własności ziemi, wód i zasobów naturalnych kraju. Fidesz głosował przeciwko temu, co mówi samo za siebie. Między innymi to zmusiło nas do głosowania przeciwko tej propozycji.

W programie Jobbiku duży nacisk kładziecie na sprzeciw wobec aborcji i związków homoseksualistów. W Polsce mówi się, ze Fidesz także chciałby zaostrzenia prawa aborcyjnego i nie zgadza się na związki osób tej samej płci. Jak to wygląda w praktyce?

Fidesz kontynuuje bardzo liberalne podejście do aborcji. Węgierskie prawo jest niestety bardzo dwulicowe w tej sprawie. Podczas gdy teoretycznie chronimy dziecko od poczęcia, zawsze może dokonać aborcji z przyczyn społecznych. To stwarza wielka dziurę w prawie. Proszę sobie wyobrazić, że od 1957 roku dokonano na Węgrzech 6 milionów aborcji. To tragedia dla kraju tak małego, o dużej zapaści demograficznej. Niestety, za rządów Orbána raczej nie ma nadziei na zmianę tego prawa.

Czy może Pan przybliżyć polskim czytelnikom podstawowe różnice między Fideszem a Jobbikiem? Co z programu Fideszu jest dla was nie do zaakceptowania, nawet jedynie w sferze deklaracji?

Fidesz to partia establishmentu, założona w czasie upadku reżimu komunistycznego. Była częścią tzw. układu przy okrągłym stole, w którym siły demokratyczne i komunistyczne zawarły porozumienie co do „zasad gry” po upadku komunizmu. Te negocjacje zawarte za zamkniętymi drzwiami, bez wiedzy opinii publicznej, położyły fundamenty pod podział wpływów w polityce i gospodarce między nowymi i starymi elitami. Na tej samej zasadzie zawarto porozumienie co do pro-euroatlantyckiej polityki, która jest dla kraju przekleństwem, szczególnie gdy wciąż kierujemy swą politykę jedynie na zachód, gdy świat staje się coraz bardziej wielobiegunowy. W gospodarce natomiast to porozumienie oznaczało bezwarunkową akceptację przez obie siły porządku neoliberalnego, wyprzedaż majątku narodowego na ogromną skalę ciągu 6-8 lat. Wszystkie ówczesne siły polityczne brały w tym udział, w tym Fidesz. Zawierano wokół tej polityki wiele zgniłych kompromisów.

Jobbik, w przeciwieństwie do Fideszu, i w ogóle do wszystkich dotychczasowych partii, wywodzi się spoza elit władzy i nie brał udziału w realizacji tej samobójczej dla narodu polityki. Fidesz oczywiście nie może bez zażenowania udawać takiej partii, jaką my jesteśmy, ani też zacząć realizować polityki z zupełnie innym paradygmatem, za którą my się opowiadamy, a która jest w chwili obecnej konieczna do przezwyciężenia kryzysu społecznego, politycznego i finansowego.

Wymieńmy tylko niektóre z naszych głównych postulatów, których Fidesz nie zaakceptuje; renegocjacja wielkości deficytu (Polska może tu służyć jako przykład, że to możliwe), aby móc skutecznie stymulować odbudowę gospodarczą kraju, konsekwentne opodatkowanie ponadnarodowych korporacji przy jednoczesnym wspieraniu sektora małych i średnich przedsiębiorstw; powrót do zróżnicowanych progów podatkowych; konsekwentne ściganie przez żandarmerię (Csendőrség) wszelkich przestępstw, aby w końcu przywrócić poczucie bezpieczeństwa każdemu Węgrowi; inwestycje w strategiczne sektory rolnictwa i ogólnie gospodarki żywnościowej; otwarcie gospodarki i eksportu na Bliski i Daleki Wschód, aby podobnie jak kraje arabskie czerpać korzyści z handlu z krajami pokrewnymi Węgrom kulturowo i historycznie (na przykład Turcja, Azerbejdżan, Kazachstan, Iran). To zaledwie kilka postulatów, których Fidesz nigdy nie poprze, a które są konieczne w chwili obecnej.

Czy mógłby Pan opisać polskim czytelnikom skalę represji jaką rząd Orbána stosuje wobec nacjonalistów?

Nie będzie to chyba dla nikogo zaskoczeniem, jeśli powiem, że Orbán widzi konkurentów we wszystkich organizacjach narodowych. Po porażce w wyborach w 2002 r. Orbán zapowiedział politykę „jednej flagi – jednego obozu”, co miało oznaczać monopol Fideszu po prawej stronie, a ściślej mówiąc wśród konserwatywnej prawicy, bo w żadnym wypadku nie chciał słyszeć o rozwoju narodowej prawicy. Dlatego Fidesz i sprzyjające mu media prowadzą od lat tak brutalną kampanię przeciwko Jobbikowi. Stosunek Orbána do nas niewiele różni się od nienawiści jaką darzą nas postkomuniści, którzy doprowadzili do delegalizacji naszej Magyar Garda. Jobbik podobnie jak Fidesz krytykuje skorumpowanie i niekompetencję postkomunistów. Jednak Orbán widząc w nas konkurencję w tej krytyce, z przyczyn czysto personalnych zwalcza także nas. Z tego powodu jego rząd wprowadził karalność tzw. „przestępstw dokonanych w mundurze”, co jest wymierzone ściśle w Magyar Gardę, która dla obrony Wegrów zrobiła w ostatnich latach dużo więcej niż policja.

Jakie widzi Pan perspektywy przed Jobbikiem? W niektórych sondażach osiągacie nawet 20 proc. poparcie, co czyni z was drugą siłą polityczną na Węgrzech. Prawie żadna narodowa siła w Europie nie może się pochwalić takim poparciem. Fidesz wyraźnie traci poparcie. Czy jeśli Wiktor Orban zaproponuje wam wejście do koalicji, jesteście skłonni się zgodzić?

Sondaże są dla nas korzystne. Do tej pory każdy z nich daje nam drugą pozycję, z wyraźną przewagą nad socjalistami. To jest tendencja, a nie wynik jednorazowego badania. Co więcej, Jobbik to jedyna partia, która stale zyskuje poparcie. Fidesz traci je bardzo szybko, podobnie socjaliści z MSZP, liberałowie z LMP mają poparcie na niemal tym samym poziomie. To poparcie bez wątpienia zawdzięczamy naszej konsekwencji i wiarygodności. Nie musimy tak jak pozostałe partie, co jakiś czas na nowo wymyślać sobie nowych celów i środków, ale od początku założenia Jobbiku (2006 r. – przyp. red.) mówimy i robimy to samo, wierząc, że nasi obecni i potencjalni wyborcy docenią i poprą nasze wartości.

Odpowiadając zaś na Pańskie pytanie, mogę tylko powtórzyć co zawsze mówimy: jeżeli będzie szansa, że zmiana przyniesie coś interesowi narodowemu, rozważymy poważnie każdą propozycję. Jednakże w chwili obecnej program i działania Fideszu są odległe od naszych postulatów.

Jobbik jest postrzegany jako partia narodowo-radykalna. Co to oznacza w praktyce? Czy uważa Pan, że nowoczesne partie narodowe powinny szukać inspiracji z połączenia ideowopolitycznych inspiracji innych ruchów prawicowych czy raczej szukać własnej nacjonalistycznej tożsamości politycznej?

Jobbik jest narodowy czy nacjonalistyczny w tym sensie, że występuje w obronie interesów węgierskich na każdym polu. Dla nas priorytetem jest to, aby w tym kraju, gdzie przez cztery dekady narodowe interesy były podporządkowane rozkazom w Moskwy, w końcu interesy Węgrów przeważyły. Niestety, po upadku żelaznej kurtyny, niepodległość i suwerenność były tylko nic nie znaczącym sloganem zarówno dla rządów liberalno-lewicowych i prawicowo-konserwatywnych. W praktyce, rezygnowały one z resztek suwerenności na życzenie Brukseli i Waszyngtonu w procesie wchodzenia do Unii Europejskiej i NATO. Ślepo poświęciliśmy nasz narodowy interes na ołtarzu naszych „zachodnich sojuszników”.

Jesteśmy radykalni w tym znaczeniu i dlatego, że obecny kryzys wymaga radykalnych działań. Uważamy, że obecny kryzys jest tak ogromny, że jedynie powierzchowna zmiana nie rozwiąże go. Potrzebujemy głębokiej i radykalnej interwencji w wielu sferach życia obejmującej zmianę paradygmatu politycznego. Wierzymy w silne państwa narodowe, które chronią swoje dziedzictwo kulturowe i tradycję. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że taka opinia może zostać sklasyfikowana jako zacofana w dzisiejszym zglobalizowanym świecie, dążącym do uniformizacji. Ale naszym zdaniem takie powinno być główne hasło wszystkich partii narodowych, a ten cel powinien być główną siłą ruchów narodowych na całym świecie.

Czy myśli Pan, że ruchy nacjonalistyczne w Europie mają przed sobą przyszłość w innych krajach?

W tym momencie to niemal oczywiste, że ład światowy stworzony przez Zachód jest na krawędzi upadku, co oznacza, że jesteśmy na progu bezprecedensowych zmian. W tym procesie budowania nowego porządku na świecie, ruchy nacjonalistyczne mają ogromną rolę do odegrania. To naturalna i zdrowa reakcja wszystkich narodów miłujących wolność.

Rozmawiał Balazs Szabo

Wywiad ukazał się w numerze 10 kwartalnika „Polityka Narodowa

p style=”padding-left: 30px;”

Imre Makovecz (1935- 2011)

  • Posted on Styczeń 10, 2014 at 10:37

Polak, Wegier, dwa bratanki!

  • Posted on Styczeń 5, 2014 at 09:11

Top