Fidesz to partia na wskroś liberalna – wywiad z prezesem Jobbiku Gaborem Voną

  • Posted on 20 stycznia, 2014 at 09:04

W środowisku polskiej centroprawicy Fidesz jest często postrzegany jako siła patriotyczna, niosąca odrodzenie chrześcijańskich i europejskich wartości na Wegrzech. Czy tak to wygląda w rzeczywistości?

Po ośmioletnich rządach socjalliberalnych wszystko mogłoby wyglądać na „odrodzenie wartości chrześcijańskich i europejskich”. Pomijając fakt, że nie jestem przekonany do samego określenia „europejskie wartości”. Wiem, że są formułowane takie pseudowartości przez liberałów i wprowadzane jako podwójne standardy moralne na całym świecie, ale ja nie akceptuję tych pseudowartości, nie uważam ich za uniwersalne, a ich propagowanie za pożądane. Jeśli zaś chodzi o wartości chrześcijańskie, trzeba podkreślić, że Fidesz jest zdecydowanie liberalną partią z liberalnym programem. Jakkolwiek, ma ona w swoich szeregach małą frakcję chrześcijańsko-demokratyczną, nie ma ona wielkich wpływów ani większego znaczenia. Obserwując to z zewnątrz można odnieść wrażenie, że każdy prochrześcijański projekt rządu to jedynie ukłon w stronę tejże frakcji. Ale jeśli spojrzeć na praktykę działania i konkretne poczynania rządu, to dostrzec można, że jest on bardzo odległy od chrześcijańskiego systemu wartości.

W retoryce patriotycznej Fidesz czerpie bardzo wiele z waszego ruchu. Wielokrotnie podkreślaliście, że Fidesz realizuje niektóre z waszych postulatów. Czy można powiedzieć, że partia premiera Orbána realizuje wasz program?

Jeśli chodzi o hasła, czerpią sporo od nas. To prawda. Jeżeli jednak chodzi o szczegóły, a tym bardziej wdrożenie naszych pomysłów w życie, odbiega to dalece od tego, jak byśmy sobie to wyobrażali. Poparliśmy projekt działań symbolicznych, ale bardzo ważnych, jak ustawa o podwójnym obywatelstwie czy upamiętnienie tragicznego dnia podpisania traktatu z Trianon (akt kończący I wojnę światową, w wyniku podpisania którego Węgry straciły 80 proc. terytorium – red.) – „akt upamiętnienia 4 czerwca”. Abstrahując jednak od samych haseł, konkretne działania rządu są tragiczne. Program gospodarczy i takie reformy jak podatek liniowy i wszelkie konsekwencje jego wprowadzenia, ich liberalna obsesja na punkcie deficytu budżetowego, przy jednoczesnej utracie płynności gospodarczej państwa, ich niechęć o wprowadzania ulg dla małych i średnich przedsiębiorców węgierskich, a nie międzynarodowych koncernów. Także polityka kulturalna, społeczna, edukacyjna i w dziedzinie bezpieczeństwa publicznego rządu Orbána jest katastrofalna.

Dlaczego Jobbik głosował przeciwko projektowi nowej konstytucji? Pomijając jego wady, to jednak jest ona lepsza niż stara, komunistyczna konstytucja Węgier.

Oczywiście obecna konstytucja jest lepsza od starej. Ale to błędne i minimalistyczne podejście. Ten rząd miał historyczną i bezprecedensową szansę, aby przywrócić Węgry na właściwą drogę. Nasz kraj ma tradycję najstarszej niepisanej konstytucji w Europie, opartej na doktrynie Świętej Korony, obowiązującą przez niemal tysiąc lat, aż do utrat suwerenności w 1944 r. Jedynym projektem do zaakceptowania byłoby przywrócenie ładu konstytucyjnego obwiązującego na Węgrzech przez wieki. Prawdziwe poglądy i intencje posłów Fideszu mogliśmy poznać, gdy zgłaszaliśmy takie postulaty, jak ochrona własności ziemi, wód i zasobów naturalnych kraju. Fidesz głosował przeciwko temu, co mówi samo za siebie. Między innymi to zmusiło nas do głosowania przeciwko tej propozycji.

W programie Jobbiku duży nacisk kładziecie na sprzeciw wobec aborcji i związków homoseksualistów. W Polsce mówi się, ze Fidesz także chciałby zaostrzenia prawa aborcyjnego i nie zgadza się na związki osób tej samej płci. Jak to wygląda w praktyce?

Fidesz kontynuuje bardzo liberalne podejście do aborcji. Węgierskie prawo jest niestety bardzo dwulicowe w tej sprawie. Podczas gdy teoretycznie chronimy dziecko od poczęcia, zawsze może dokonać aborcji z przyczyn społecznych. To stwarza wielka dziurę w prawie. Proszę sobie wyobrazić, że od 1957 roku dokonano na Węgrzech 6 milionów aborcji. To tragedia dla kraju tak małego, o dużej zapaści demograficznej. Niestety, za rządów Orbána raczej nie ma nadziei na zmianę tego prawa.

Czy może Pan przybliżyć polskim czytelnikom podstawowe różnice między Fideszem a Jobbikiem? Co z programu Fideszu jest dla was nie do zaakceptowania, nawet jedynie w sferze deklaracji?

Fidesz to partia establishmentu, założona w czasie upadku reżimu komunistycznego. Była częścią tzw. układu przy okrągłym stole, w którym siły demokratyczne i komunistyczne zawarły porozumienie co do „zasad gry” po upadku komunizmu. Te negocjacje zawarte za zamkniętymi drzwiami, bez wiedzy opinii publicznej, położyły fundamenty pod podział wpływów w polityce i gospodarce między nowymi i starymi elitami. Na tej samej zasadzie zawarto porozumienie co do pro-euroatlantyckiej polityki, która jest dla kraju przekleństwem, szczególnie gdy wciąż kierujemy swą politykę jedynie na zachód, gdy świat staje się coraz bardziej wielobiegunowy. W gospodarce natomiast to porozumienie oznaczało bezwarunkową akceptację przez obie siły porządku neoliberalnego, wyprzedaż majątku narodowego na ogromną skalę ciągu 6-8 lat. Wszystkie ówczesne siły polityczne brały w tym udział, w tym Fidesz. Zawierano wokół tej polityki wiele zgniłych kompromisów.

Jobbik, w przeciwieństwie do Fideszu, i w ogóle do wszystkich dotychczasowych partii, wywodzi się spoza elit władzy i nie brał udziału w realizacji tej samobójczej dla narodu polityki. Fidesz oczywiście nie może bez zażenowania udawać takiej partii, jaką my jesteśmy, ani też zacząć realizować polityki z zupełnie innym paradygmatem, za którą my się opowiadamy, a która jest w chwili obecnej konieczna do przezwyciężenia kryzysu społecznego, politycznego i finansowego.

Wymieńmy tylko niektóre z naszych głównych postulatów, których Fidesz nie zaakceptuje; renegocjacja wielkości deficytu (Polska może tu służyć jako przykład, że to możliwe), aby móc skutecznie stymulować odbudowę gospodarczą kraju, konsekwentne opodatkowanie ponadnarodowych korporacji przy jednoczesnym wspieraniu sektora małych i średnich przedsiębiorstw; powrót do zróżnicowanych progów podatkowych; konsekwentne ściganie przez żandarmerię (Csendőrség) wszelkich przestępstw, aby w końcu przywrócić poczucie bezpieczeństwa każdemu Węgrowi; inwestycje w strategiczne sektory rolnictwa i ogólnie gospodarki żywnościowej; otwarcie gospodarki i eksportu na Bliski i Daleki Wschód, aby podobnie jak kraje arabskie czerpać korzyści z handlu z krajami pokrewnymi Węgrom kulturowo i historycznie (na przykład Turcja, Azerbejdżan, Kazachstan, Iran). To zaledwie kilka postulatów, których Fidesz nigdy nie poprze, a które są konieczne w chwili obecnej.

Czy mógłby Pan opisać polskim czytelnikom skalę represji jaką rząd Orbána stosuje wobec nacjonalistów?

Nie będzie to chyba dla nikogo zaskoczeniem, jeśli powiem, że Orbán widzi konkurentów we wszystkich organizacjach narodowych. Po porażce w wyborach w 2002 r. Orbán zapowiedział politykę „jednej flagi – jednego obozu”, co miało oznaczać monopol Fideszu po prawej stronie, a ściślej mówiąc wśród konserwatywnej prawicy, bo w żadnym wypadku nie chciał słyszeć o rozwoju narodowej prawicy. Dlatego Fidesz i sprzyjające mu media prowadzą od lat tak brutalną kampanię przeciwko Jobbikowi. Stosunek Orbána do nas niewiele różni się od nienawiści jaką darzą nas postkomuniści, którzy doprowadzili do delegalizacji naszej Magyar Garda. Jobbik podobnie jak Fidesz krytykuje skorumpowanie i niekompetencję postkomunistów. Jednak Orbán widząc w nas konkurencję w tej krytyce, z przyczyn czysto personalnych zwalcza także nas. Z tego powodu jego rząd wprowadził karalność tzw. „przestępstw dokonanych w mundurze”, co jest wymierzone ściśle w Magyar Gardę, która dla obrony Wegrów zrobiła w ostatnich latach dużo więcej niż policja.

Jakie widzi Pan perspektywy przed Jobbikiem? W niektórych sondażach osiągacie nawet 20 proc. poparcie, co czyni z was drugą siłą polityczną na Węgrzech. Prawie żadna narodowa siła w Europie nie może się pochwalić takim poparciem. Fidesz wyraźnie traci poparcie. Czy jeśli Wiktor Orban zaproponuje wam wejście do koalicji, jesteście skłonni się zgodzić?

Sondaże są dla nas korzystne. Do tej pory każdy z nich daje nam drugą pozycję, z wyraźną przewagą nad socjalistami. To jest tendencja, a nie wynik jednorazowego badania. Co więcej, Jobbik to jedyna partia, która stale zyskuje poparcie. Fidesz traci je bardzo szybko, podobnie socjaliści z MSZP, liberałowie z LMP mają poparcie na niemal tym samym poziomie. To poparcie bez wątpienia zawdzięczamy naszej konsekwencji i wiarygodności. Nie musimy tak jak pozostałe partie, co jakiś czas na nowo wymyślać sobie nowych celów i środków, ale od początku założenia Jobbiku (2006 r. – przyp. red.) mówimy i robimy to samo, wierząc, że nasi obecni i potencjalni wyborcy docenią i poprą nasze wartości.

Odpowiadając zaś na Pańskie pytanie, mogę tylko powtórzyć co zawsze mówimy: jeżeli będzie szansa, że zmiana przyniesie coś interesowi narodowemu, rozważymy poważnie każdą propozycję. Jednakże w chwili obecnej program i działania Fideszu są odległe od naszych postulatów.

Jobbik jest postrzegany jako partia narodowo-radykalna. Co to oznacza w praktyce? Czy uważa Pan, że nowoczesne partie narodowe powinny szukać inspiracji z połączenia ideowopolitycznych inspiracji innych ruchów prawicowych czy raczej szukać własnej nacjonalistycznej tożsamości politycznej?

Jobbik jest narodowy czy nacjonalistyczny w tym sensie, że występuje w obronie interesów węgierskich na każdym polu. Dla nas priorytetem jest to, aby w tym kraju, gdzie przez cztery dekady narodowe interesy były podporządkowane rozkazom w Moskwy, w końcu interesy Węgrów przeważyły. Niestety, po upadku żelaznej kurtyny, niepodległość i suwerenność były tylko nic nie znaczącym sloganem zarówno dla rządów liberalno-lewicowych i prawicowo-konserwatywnych. W praktyce, rezygnowały one z resztek suwerenności na życzenie Brukseli i Waszyngtonu w procesie wchodzenia do Unii Europejskiej i NATO. Ślepo poświęciliśmy nasz narodowy interes na ołtarzu naszych „zachodnich sojuszników”.

Jesteśmy radykalni w tym znaczeniu i dlatego, że obecny kryzys wymaga radykalnych działań. Uważamy, że obecny kryzys jest tak ogromny, że jedynie powierzchowna zmiana nie rozwiąże go. Potrzebujemy głębokiej i radykalnej interwencji w wielu sferach życia obejmującej zmianę paradygmatu politycznego. Wierzymy w silne państwa narodowe, które chronią swoje dziedzictwo kulturowe i tradycję. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że taka opinia może zostać sklasyfikowana jako zacofana w dzisiejszym zglobalizowanym świecie, dążącym do uniformizacji. Ale naszym zdaniem takie powinno być główne hasło wszystkich partii narodowych, a ten cel powinien być główną siłą ruchów narodowych na całym świecie.

Czy myśli Pan, że ruchy nacjonalistyczne w Europie mają przed sobą przyszłość w innych krajach?

W tym momencie to niemal oczywiste, że ład światowy stworzony przez Zachód jest na krawędzi upadku, co oznacza, że jesteśmy na progu bezprecedensowych zmian. W tym procesie budowania nowego porządku na świecie, ruchy nacjonalistyczne mają ogromną rolę do odegrania. To naturalna i zdrowa reakcja wszystkich narodów miłujących wolność.

Rozmawiał Balazs Szabo

Wywiad ukazał się w numerze 10 kwartalnika „Polityka Narodowa

p style=”padding-left: 30px;”

  • Filed under:
    • Bez kategorii

Dodaj komentarz

Top