Magyar lett az „Év Képviselője" Brüsszelben: Vége a támadásoknak

  • Posted on Marzec 19, 2014 at 13:00

Tizedik alkalommal szervezték meg a versenyt.

Pomnik katyński w Budapeszcie

  • Posted on Luty 4, 2014 at 07:31

Dysonans + ambaras = benefis. Igorowi Janke

  • Posted on Styczeń 21, 2014 at 14:01

Tekst ten miał się początkowo nazywać „Strategiczne błędy prawicowej publicystyki”, ale pomyślałem, że to słaby tytuł i raczej nieprecyzyjny. Prawicowa publicystyka nie popełnia bowiem błędów strategicznych. Nie może ich popełniać, albowiem czynności takie to przywilej bytów, które są traktowane podmiotowo, czyli takich, których władza i wpływy pochodzą z uzurpacji, a nie z mianowania. Tego zaś w żaden sposób o prawicowej publicystyce powiedzieć nie można. W obszarze penetrowanym przez prawicowych publicystów role są rozpisane, każdy wie gdzie ma stać i co mówić, a budżety, nawet jeśli są realizowane z pewnymi opóźnieniami, to jednak w końcu pojawiają się tam gdzie trzeba. Nie może być więc mowy o błędach strategicznych, bo nie ma strategii. Nie na tym poziomie. To oni są częścią strategii i mogą ją jedynie realizować w sposób mniej lub bardziej zgodny z instrukcjami. Jeśli zaś coś schrzanią to będzie to wynikało z głupoty, lenistwa albo nieumiejętności słuchania lub też czytania ze zrozumieniem.

Dokładnie widać to po reakcji Igora Janke na posunięcia Viktora Orbána. Otóż nasz gospodarz napisał kiedyś książkę o węgierskim premierze, książkę słabą, roszczeniową i mającą wszelkie cechy roboty na zlecenie. Można oczywiście spekulować kto zlecił Igorowi Janke tę robotę, ale nie trzeba. Panowie, bowiem z wydawnictwa „Demart”, z którymi miałem nieprzyjemność się zetknąć, twierdzili, że to oni stoją za wszystkim. Być może tak jest w rzeczywistości, a być może tylko im się zdaje, bo też chcieliby podejmować strategiczne decyzje, a nie mogą. W każdym razie robota była zlecona, a celem był sukces. Ja nie chcę tutaj dywagować w tej akurat chwili, co wydawca rozumie pod pojęciem sukces, ale próba wciskania książki o „Orbánie” użytkownikom salonu świadczyć może, że sukces tej publikacji był umiarkowany. Ponieważ jednak sukces jest jak kij i ma dwa końce, pozostawmy ten koniec rynkowy w spokoju i zajmijmy się końcem drugim, nazwijmy go emocjonalno-prestiżowym. Ponieważ ja czytałem wszystkie teksty Igora Janke dotyczące Węgier i Gruzji, śmiało rzec mogę, że prestiż i emocje z nim związane to jest coś, co naszego gospodarza napędza mocno. A nie dość, że napędza to jeszcze oślepia w sposób nie pozwalający na realną ocenę sytuacji. Kiedy bowiem Igor Janke pisał swoją książkę o Orbánie, kiedy redaktor Sakiewicz organizował wycieczki do Budapesztu, gdzie występował publicznie kreując się na męża stanu, Jerzy Targalski, w niezależna.pl najspokojniej w świecie pisał, że za Orbánem stoi Putin. I ja mam teraz pytanie do Igora Janke i redaktora Sakiewicza? Nie czytaliście Targalskiego? A jeśli czytaliście to co? Nie wierzyliście w to co mówi? Traktowaliście go jak durnia?

Ja się nie dziwię Tomaszowi Sakiewiczowi, bo on jest człowiekiem dającym się łatwo ponieść powierzchownym emocjom, ale z Igorem Janke jest inaczej. Igor Janke próbuje posługiwać się mózgiem, a to stawia przed nim różne wyzwania i poddaje go wymaganiom, którym Sakiewiczowi nikt głowy zawracał nie będzie z przyczyn aż nadto widocznych.

Mamy więc ten cały Instytut Wolności, którego szefem jest nasz gospodarz, jego misja jest jakoś tam określona poprzez słowo „wolność” między innym, a także poprzez słowo „demokracja” i jeszcze słowo „rozwój” jak przypuszczam i kilka innych słów mniej już istotnych. Szefowie tego instytutu, w tym Igor Janke ulegają poważnym złudzeniom, z których największym i najbardziej ambarasującym jest złudzenie wolności i samodzielności. Jednak my, wychowani w pokrętnej logice późnego PRL i III RP, wiemy, że jak coś się nazywa „wolności”, to zapewne z wolnością nic wspólnego nie ma. No, ale tym z samego środka instytutu najtrudniej uwierzyć w to, że nie ma. Oni wierzą, że ma. I wierzą też w to, że prezydent Gruzji został wybrany demokratycznie, a [premier] Węgier, jak się już postawi Brukseli i ugra swoje będzie realizował politykę demokratyzacji i szerzył wolność gdzie się da. A nawet jeśli ktoś w nich tę wiarę złamie i uczyni z Gawina i Jankego, jednym brutalnym gestem zgwałcone dziewice, to zawsze będą mieli koło ratunkowe. Zawsze będą mogli powiedzieć: to nic, musimy zachowywać pozory, dla tych durniów z salonu.24, którzy niczego nie rozumieją. Tak mogłoby być, ale nie jest. I Igor Janke przyznał się do tego wprost. On został przez Orbána uwiedziony i porzucony. A to świadczy, że Igor Janke wierzył w misję swojego instytutu i wierzył też w demokrację oraz wolność. I to jest proszę Was straszne.

Pamiętam spotkanie w Hybrydach, którego gościem był Jerzy Robert Nowak i jego kolega z Węgier. Prowadziła je Anita Czerwińska. Spotkanie dotyczyło sytuacji na Węgrzech i odbyło się w samym środku ambarasu medialnego zatytułowanego „Budapeszt w Warszawie”. Kiedy słuchałem co oni mówią, pomyślałem, że Jerzy Robert Nowak musi być specjalnym ulubieńcem Adama Michnika, musi być wręcz przezeń hołubiony, bo trudno o łatwiejszy cel na prawicy, niż człowiek tak powierzchowny i skupiony na sobie, a jeszcze do tego przekonany o własnej racji i występujący w Radio Maryja jako ekspert. To jest cel idealny. I Michnik nigdy nie pozwoli na to, by Jerzemu Robertowi włos spadł z głowy. Ponieważ był to taki moment, kiedy ja również wierzyłem w to, że Węgry się podniosą, a do tego jeszcze wydawało mi się, że przywrócą królestwo, bo korona jest w parlamencie, wstałem i zapytałem o to wprost – kiedy przywrócicie królestwo. Pytanie skierowane było do Węgra, który tak się przestraszył, że o mało nie wszedł pod krzesło. Republika – wołał – na Węgrzech będzie republika! Jerzy Robert Nowak zaś powiedział mi, że jestem w wielkim błędzie sugerując, że na Węgrzech może reaktywować się monarchia, a to z tego względu, że Węgrom monarchia kojarzy się z Habsburgami. Sala zaś zaczęła się ze mnie śmiać, bo przecież wypowiedział się ekspert z RM i zgasił mnie od razu. Fakt iż na Węgrzech rządziło 5 albo 6 dynastii i zawsze można się do którejś odwołać, pomijając Habsburgów nie zrobił na nikim wrażenia. Nie mógł zrobić, po sala pełna była politycznych realistów wierzących w ekspertyzy autorytetów. Podobnie jak Igor Janke, który też jest politycznym realistą i wierzył do niedawna w to, że Orbán o własnych siłach, przy pomocy Sakiewicza przemawiającego z trybuny rozprawi się z bankami, które gnębią jego kraj.

No więc ja dalej będę się upierał, że nie ma dla Węgier innej drogi niż monarchia i wynika to wprost z historii tego kraju. Myślę, że Orbán to wie i warto było by zapytać go co myśli o monarchii, co myśli o Trianon i co myśli o przyłączeniu Siedmiogrodu do reaktywowanej korony św. Stefana. Zakładamy bowiem, że Viktor Orbán jest politykiem poważnym, to znaczy takim, który myśli o przyszłości swojego kraju. Nie możemy poczynić innych założeń, bo jego umowa z Rosją świadczy o poważnych zamiarach. To znaczy jakich? Węgrzy nie mają innego wyjścia jak tylko zanegować granice wyznaczone w Europie środkowej po I wojnie światowej. Orbán o tym wie, ale teraz tego głośno nie powie, być może nie powie tego nigdy, a kwestią tą zajmie się jego następca. Jeśli Węgrzy tego nie zrobią, znikną i żadne strategiczne partnerstwa z Rosją nic im nie pomogą. To strategiczne partnerstwo, te pieniądze, które dostali od Putina posłużą do tego, by z Węgier zrobić kraj najnowocześniejszy w regionie i najlepiej uzbrojony. Węgrzy chcą być tym, czym była w XVI wieku Szwajcaria. I fakt, że nie ma na Węgrzech gór, niczego nie zmienia. Węgrzy strzec będą szlaków na Bałkany, tak jak Szwajcarzy strzegli szlaków do Italii i będą pobierać za to wynagrodzenie w pieniądzu i w naturze. Pytanie istotne z naszego punktu widzenia brzmi: przeciwko komu będą to robić. Tym moim zdaniem powinien zająć się autor kolejnej książki o Viktorze Orbánie, która musi być napisana w sposób nieco bardziej dojrzały niż książka Igora Janke.

Czy Orbán zbliżając się do Rosji coś ryzykuje? Moim zdaniem nic. Zostańmy i my na chwilę politycznymi realistami, zapomnijmy o koronie św. Stefana i pomyślmy i historycznym doświadczeniu Węgrów w czasie ostatnich 500 lat. Kluczową datą dla tego kraju będzie rok 1552, odsunięcie się Siedmiogrodu i panów węgierskich od katolicyzmu, co oznaczało na płaszczyźnie politycznej poddanie się pod władzę banków i dworów obcych z zachowaniem pozornego, opłacanego pieniądzem uzależnienia od sułtana. W praktyce zaś oznaczało to, że Węgrzy stały się krajem, z którego pobiera się najemnika na różne wojny i umieszcza się tam agentury, mające za cel destabilizację sytuacji w Europie Środkowej. I tak będzie również tym razem. Teraz Węgry nie podporządkowały się bankom, ale Putinowi, zachowały pozorną opłacaną pieniądzem zależność od Brukseli, a na ich terenie Rosja, Turcy i każdy kto chce prowadzić będzie działania mające za cel destabilizację sytuacji w Europie środkowej. I tylu znajdzie się przy tym stoliku graczy, że Orbán nie nadąży z liczeniem pieniędzy. Nic mu nie grozi, nie zabiją go, nie ma żadnego ryzyka. Jeśli ktokolwiek powinien uważać to tylko i wyłącznie Polska. I to nie ze względu na obecność rosyjskich pieniędzy na Węgrzech, ale ze względu na obecność w kraju ludzi takich ja Igor Janke i Tomasz Sakiewicz. Ze względu na obecność życzeniowej myśli politycznej i folkloru, który nie odnosi się do faktów, do politycznej tradycji i celów, a także do pieniędzy, ale buduje swoją misję wokół całkowicie fałszywego i ambarasującego hasła „Polak, Węgier dwa bratanki”. I oczywiste jest, że jak ktoś zacznie wypisywać pod tym tekstem komentarze, że nie, że on był na Węgrzech pił palinkę i jadł kiełbasę z papryką i było super i bariera językowa wcale mu nie przeszkadzała, to rzecz jasna wyleci z bloga.

Cieszmy się, że nasz gospodarz nie napisał książki o prezydencie Gruzji, bo mogłoby być jeszcze ciekawiej. Mogłoby się okazać, że nie tylko Orbán siedzi w kieszeni u Putina, ale także on sam – Igor Janke.

Proszą Państwa, na naszych oczach wypalają się pewne złudzenia, znika mgiełka i pojawiają się kontury tego, co z grubsza można uznać za rzeczywistość. Jeśli Unia przegra na Ukrainie będzie musiała siąść do negocjacji z Rosją i Bóg jeden raczy wiedzieć z kim jeszcze, bo przecież nie znamy treści wszystkich dokumentów podpisywanych w kuluarach przez Viktora Orbána. W czasie tych negocjacji, Węgrzy robić będą minę sfinksa, który zadaje zagadki, Ukraina, gładko przejdzie pod zarząd Kremla, łącznie z banderowcami, którzy łasi są na etaty i przywileje, a Polska stanie się nie dość, że celem polityki wszystkich dookoła, nawet tych najmniejszych, to jeszcze narzędziem w rękach banków. I zobaczymy co wtedy zrobi Igor Janke i Tomasz Sakiewicz. Jakie szaliki założą i co będą nucić pod nosem. Obstawiam, że zacznie się od zorganizowania wielkiego benefisu, jestem bowiem pewien, że równanie, które zaprezentowałem w tytule jest dobre i prawdziwe. Ambaras + dysonans = benefis. I nie chce być inaczej.

http://coryllus.pl

 

 

a href=”http://coryllus.pl”

Dysonans + ambaras = benefis. Igorowi Janke

  • Posted on Styczeń 21, 2014 at 14:01

Tekst ten miał się początkowo nazywać „Strategiczne błędy prawicowej publicystyki”, ale pomyślałem, że to słaby tytuł i raczej nieprecyzyjny. Prawicowa publicystyka nie popełnia bowiem błędów strategicznych. Nie może ich popełniać, albowiem czynności takie to przywilej bytów, które są traktowane podmiotowo, czyli takich, których władza i wpływy pochodzą z uzurpacji, a nie z mianowania. Tego zaś w żaden sposób o prawicowej publicystyce powiedzieć nie można. W obszarze penetrowanym przez prawicowych publicystów role są rozpisane, każdy wie gdzie ma stać i co mówić, a budżety, nawet jeśli są realizowane z pewnymi opóźnieniami, to jednak w końcu pojawiają się tam gdzie trzeba. Nie może być więc mowy o błędach strategicznych, bo nie ma strategii. Nie na tym poziomie. To oni są częścią strategii i mogą ją jedynie realizować w sposób mniej lub bardziej zgodny z instrukcjami. Jeśli zaś coś schrzanią to będzie to wynikało z głupoty, lenistwa albo nieumiejętności słuchania lub też czytania ze zrozumieniem.

Dokładnie widać to po reakcji Igora Janke na posunięcia Viktora Orbána. Otóż nasz gospodarz napisał kiedyś książkę o węgierskim premierze, książkę słabą, roszczeniową i mającą wszelkie cechy roboty na zlecenie. Można oczywiście spekulować kto zlecił Igorowi Janke tę robotę, ale nie trzeba. Panowie, bowiem z wydawnictwa „Demart”, z którymi miałem nieprzyjemność się zetknąć, twierdzili, że to oni stoją za wszystkim. Być może tak jest w rzeczywistości, a być może tylko im się zdaje, bo też chcieliby podejmować strategiczne decyzje, a nie mogą. W każdym razie robota była zlecona, a celem był sukces. Ja nie chcę tutaj dywagować w tej akurat chwili, co wydawca rozumie pod pojęciem sukces, ale próba wciskania książki o „Orbánie” użytkownikom salonu świadczyć może, że sukces tej publikacji był umiarkowany. Ponieważ jednak sukces jest jak kij i ma dwa końce, pozostawmy ten koniec rynkowy w spokoju i zajmijmy się końcem drugim, nazwijmy go emocjonalno-prestiżowym. Ponieważ ja czytałem wszystkie teksty Igora Janke dotyczące Węgier i Gruzji, śmiało rzec mogę, że prestiż i emocje z nim związane to jest coś, co naszego gospodarza napędza mocno. A nie dość, że napędza to jeszcze oślepia w sposób nie pozwalający na realną ocenę sytuacji. Kiedy bowiem Igor Janke pisał swoją książkę o Orbánie, kiedy redaktor Sakiewicz organizował wycieczki do Budapesztu, gdzie występował publicznie kreując się na męża stanu, Jerzy Targalski, w niezależna.pl najspokojniej w świecie pisał, że za Orbánem stoi Putin. I ja mam teraz pytanie do Igora Janke i redaktora Sakiewicza? Nie czytaliście Targalskiego? A jeśli czytaliście to co? Nie wierzyliście w to co mówi? Traktowaliście go jak durnia?

Ja się nie dziwię Tomaszowi Sakiewiczowi, bo on jest człowiekiem dającym się łatwo ponieść powierzchownym emocjom, ale z Igorem Janke jest inaczej. Igor Janke próbuje posługiwać się mózgiem, a to stawia przed nim różne wyzwania i poddaje go wymaganiom, którym Sakiewiczowi nikt głowy zawracał nie będzie z przyczyn aż nadto widocznych.

Mamy więc ten cały Instytut Wolności, którego szefem jest nasz gospodarz, jego misja jest jakoś tam określona poprzez słowo „wolność” między innym, a także poprzez słowo „demokracja” i jeszcze słowo „rozwój” jak przypuszczam i kilka innych słów mniej już istotnych. Szefowie tego instytutu, w tym Igor Janke ulegają poważnym złudzeniom, z których największym i najbardziej ambarasującym jest złudzenie wolności i samodzielności. Jednak my, wychowani w pokrętnej logice późnego PRL i III RP, wiemy, że jak coś się nazywa „wolności”, to zapewne z wolnością nic wspólnego nie ma. No, ale tym z samego środka instytutu najtrudniej uwierzyć w to, że nie ma. Oni wierzą, że ma. I wierzą też w to, że prezydent Gruzji został wybrany demokratycznie, a [premier] Węgier, jak się już postawi Brukseli i ugra swoje będzie realizował politykę demokratyzacji i szerzył wolność gdzie się da. A nawet jeśli ktoś w nich tę wiarę złamie i uczyni z Gawina i Jankego, jednym brutalnym gestem zgwałcone dziewice, to zawsze będą mieli koło ratunkowe. Zawsze będą mogli powiedzieć: to nic, musimy zachowywać pozory, dla tych durniów z salonu.24, którzy niczego nie rozumieją. Tak mogłoby być, ale nie jest. I Igor Janke przyznał się do tego wprost. On został przez Orbána uwiedziony i porzucony. A to świadczy, że Igor Janke wierzył w misję swojego instytutu i wierzył też w demokrację oraz wolność. I to jest proszę Was straszne.

Pamiętam spotkanie w Hybrydach, którego gościem był Jerzy Robert Nowak i jego kolega z Węgier. Prowadziła je Anita Czerwińska. Spotkanie dotyczyło sytuacji na Węgrzech i odbyło się w samym środku ambarasu medialnego zatytułowanego „Budapeszt w Warszawie”. Kiedy słuchałem co oni mówią, pomyślałem, że Jerzy Robert Nowak musi być specjalnym ulubieńcem Adama Michnika, musi być wręcz przezeń hołubiony, bo trudno o łatwiejszy cel na prawicy, niż człowiek tak powierzchowny i skupiony na sobie, a jeszcze do tego przekonany o własnej racji i występujący w Radio Maryja jako ekspert. To jest cel idealny. I Michnik nigdy nie pozwoli na to, by Jerzemu Robertowi włos spadł z głowy. Ponieważ był to taki moment, kiedy ja również wierzyłem w to, że Węgry się podniosą, a do tego jeszcze wydawało mi się, że przywrócą królestwo, bo korona jest w parlamencie, wstałem i zapytałem o to wprost – kiedy przywrócicie królestwo. Pytanie skierowane było do Węgra, który tak się przestraszył, że o mało nie wszedł pod krzesło. Republika – wołał – na Węgrzech będzie republika! Jerzy Robert Nowak zaś powiedział mi, że jestem w wielkim błędzie sugerując, że na Węgrzech może reaktywować się monarchia, a to z tego względu, że Węgrom monarchia kojarzy się z Habsburgami. Sala zaś zaczęła się ze mnie śmiać, bo przecież wypowiedział się ekspert z RM i zgasił mnie od razu. Fakt iż na Węgrzech rządziło 5 albo 6 dynastii i zawsze można się do którejś odwołać, pomijając Habsburgów nie zrobił na nikim wrażenia. Nie mógł zrobić, po sala pełna była politycznych realistów wierzących w ekspertyzy autorytetów. Podobnie jak Igor Janke, który też jest politycznym realistą i wierzył do niedawna w to, że Orbán o własnych siłach, przy pomocy Sakiewicza przemawiającego z trybuny rozprawi się z bankami, które gnębią jego kraj.

No więc ja dalej będę się upierał, że nie ma dla Węgier innej drogi niż monarchia i wynika to wprost z historii tego kraju. Myślę, że Orbán to wie i warto było by zapytać go co myśli o monarchii, co myśli o Trianon i co myśli o przyłączeniu Siedmiogrodu do reaktywowanej korony św. Stefana. Zakładamy bowiem, że Viktor Orbán jest politykiem poważnym, to znaczy takim, który myśli o przyszłości swojego kraju. Nie możemy poczynić innych założeń, bo jego umowa z Rosją świadczy o poważnych zamiarach. To znaczy jakich? Węgrzy nie mają innego wyjścia jak tylko zanegować granice wyznaczone w Europie środkowej po I wojnie światowej. Orbán o tym wie, ale teraz tego głośno nie powie, być może nie powie tego nigdy, a kwestią tą zajmie się jego następca. Jeśli Węgrzy tego nie zrobią, znikną i żadne strategiczne partnerstwa z Rosją nic im nie pomogą. To strategiczne partnerstwo, te pieniądze, które dostali od Putina posłużą do tego, by z Węgier zrobić kraj najnowocześniejszy w regionie i najlepiej uzbrojony. Węgrzy chcą być tym, czym była w XVI wieku Szwajcaria. I fakt, że nie ma na Węgrzech gór, niczego nie zmienia. Węgrzy strzec będą szlaków na Bałkany, tak jak Szwajcarzy strzegli szlaków do Italii i będą pobierać za to wynagrodzenie w pieniądzu i w naturze. Pytanie istotne z naszego punktu widzenia brzmi: przeciwko komu będą to robić. Tym moim zdaniem powinien zająć się autor kolejnej książki o Viktorze Orbánie, która musi być napisana w sposób nieco bardziej dojrzały niż książka Igora Janke.

Czy Orbán zbliżając się do Rosji coś ryzykuje? Moim zdaniem nic. Zostańmy i my na chwilę politycznymi realistami, zapomnijmy o koronie św. Stefana i pomyślmy i historycznym doświadczeniu Węgrów w czasie ostatnich 500 lat. Kluczową datą dla tego kraju będzie rok 1552, odsunięcie się Siedmiogrodu i panów węgierskich od katolicyzmu, co oznaczało na płaszczyźnie politycznej poddanie się pod władzę banków i dworów obcych z zachowaniem pozornego, opłacanego pieniądzem uzależnienia od sułtana. W praktyce zaś oznaczało to, że Węgrzy stały się krajem, z którego pobiera się najemnika na różne wojny i umieszcza się tam agentury, mające za cel destabilizację sytuacji w Europie Środkowej. I tak będzie również tym razem. Teraz Węgry nie podporządkowały się bankom, ale Putinowi, zachowały pozorną opłacaną pieniądzem zależność od Brukseli, a na ich terenie Rosja, Turcy i każdy kto chce prowadzić będzie działania mające za cel destabilizację sytuacji w Europie środkowej. I tylu znajdzie się przy tym stoliku graczy, że Orbán nie nadąży z liczeniem pieniędzy. Nic mu nie grozi, nie zabiją go, nie ma żadnego ryzyka. Jeśli ktokolwiek powinien uważać to tylko i wyłącznie Polska. I to nie ze względu na obecność rosyjskich pieniędzy na Węgrzech, ale ze względu na obecność w kraju ludzi takich ja Igor Janke i Tomasz Sakiewicz. Ze względu na obecność życzeniowej myśli politycznej i folkloru, który nie odnosi się do faktów, do politycznej tradycji i celów, a także do pieniędzy, ale buduje swoją misję wokół całkowicie fałszywego i ambarasującego hasła „Polak, Węgier dwa bratanki”. I oczywiste jest, że jak ktoś zacznie wypisywać pod tym tekstem komentarze, że nie, że on był na Węgrzech pił palinkę i jadł kiełbasę z papryką i było super i bariera językowa wcale mu nie przeszkadzała, to rzecz jasna wyleci z bloga.

Cieszmy się, że nasz gospodarz nie napisał książki o prezydencie Gruzji, bo mogłoby być jeszcze ciekawiej. Mogłoby się okazać, że nie tylko Orbán siedzi w kieszeni u Putina, ale także on sam – Igor Janke.

Proszą Państwa, na naszych oczach wypalają się pewne złudzenia, znika mgiełka i pojawiają się kontury tego, co z grubsza można uznać za rzeczywistość. Jeśli Unia przegra na Ukrainie będzie musiała siąść do negocjacji z Rosją i Bóg jeden raczy wiedzieć z kim jeszcze, bo przecież nie znamy treści wszystkich dokumentów podpisywanych w kuluarach przez Viktora Orbána. W czasie tych negocjacji, Węgrzy robić będą minę sfinksa, który zadaje zagadki, Ukraina, gładko przejdzie pod zarząd Kremla, łącznie z banderowcami, którzy łasi są na etaty i przywileje, a Polska stanie się nie dość, że celem polityki wszystkich dookoła, nawet tych najmniejszych, to jeszcze narzędziem w rękach banków. I zobaczymy co wtedy zrobi Igor Janke i Tomasz Sakiewicz. Jakie szaliki założą i co będą nucić pod nosem. Obstawiam, że zacznie się od zorganizowania wielkiego benefisu, jestem bowiem pewien, że równanie, które zaprezentowałem w tytule jest dobre i prawdziwe. Ambaras + dysonans = benefis. I nie chce być inaczej.

http://coryllus.pl

 

 

a href=”http://coryllus.pl”

  • Filed under:
    • Bez kategorii

Fidesz to partia na wskroś liberalna – wywiad z prezesem Jobbiku Gaborem Voną

  • Posted on Styczeń 20, 2014 at 09:04

W środowisku polskiej centroprawicy Fidesz jest często postrzegany jako siła patriotyczna, niosąca odrodzenie chrześcijańskich i europejskich wartości na Wegrzech. Czy tak to wygląda w rzeczywistości?

Po ośmioletnich rządach socjalliberalnych wszystko mogłoby wyglądać na „odrodzenie wartości chrześcijańskich i europejskich”. Pomijając fakt, że nie jestem przekonany do samego określenia „europejskie wartości”. Wiem, że są formułowane takie pseudowartości przez liberałów i wprowadzane jako podwójne standardy moralne na całym świecie, ale ja nie akceptuję tych pseudowartości, nie uważam ich za uniwersalne, a ich propagowanie za pożądane. Jeśli zaś chodzi o wartości chrześcijańskie, trzeba podkreślić, że Fidesz jest zdecydowanie liberalną partią z liberalnym programem. Jakkolwiek, ma ona w swoich szeregach małą frakcję chrześcijańsko-demokratyczną, nie ma ona wielkich wpływów ani większego znaczenia. Obserwując to z zewnątrz można odnieść wrażenie, że każdy prochrześcijański projekt rządu to jedynie ukłon w stronę tejże frakcji. Ale jeśli spojrzeć na praktykę działania i konkretne poczynania rządu, to dostrzec można, że jest on bardzo odległy od chrześcijańskiego systemu wartości.

W retoryce patriotycznej Fidesz czerpie bardzo wiele z waszego ruchu. Wielokrotnie podkreślaliście, że Fidesz realizuje niektóre z waszych postulatów. Czy można powiedzieć, że partia premiera Orbána realizuje wasz program?

Jeśli chodzi o hasła, czerpią sporo od nas. To prawda. Jeżeli jednak chodzi o szczegóły, a tym bardziej wdrożenie naszych pomysłów w życie, odbiega to dalece od tego, jak byśmy sobie to wyobrażali. Poparliśmy projekt działań symbolicznych, ale bardzo ważnych, jak ustawa o podwójnym obywatelstwie czy upamiętnienie tragicznego dnia podpisania traktatu z Trianon (akt kończący I wojnę światową, w wyniku podpisania którego Węgry straciły 80 proc. terytorium – red.) – „akt upamiętnienia 4 czerwca”. Abstrahując jednak od samych haseł, konkretne działania rządu są tragiczne. Program gospodarczy i takie reformy jak podatek liniowy i wszelkie konsekwencje jego wprowadzenia, ich liberalna obsesja na punkcie deficytu budżetowego, przy jednoczesnej utracie płynności gospodarczej państwa, ich niechęć o wprowadzania ulg dla małych i średnich przedsiębiorców węgierskich, a nie międzynarodowych koncernów. Także polityka kulturalna, społeczna, edukacyjna i w dziedzinie bezpieczeństwa publicznego rządu Orbána jest katastrofalna.

Dlaczego Jobbik głosował przeciwko projektowi nowej konstytucji? Pomijając jego wady, to jednak jest ona lepsza niż stara, komunistyczna konstytucja Węgier.

Oczywiście obecna konstytucja jest lepsza od starej. Ale to błędne i minimalistyczne podejście. Ten rząd miał historyczną i bezprecedensową szansę, aby przywrócić Węgry na właściwą drogę. Nasz kraj ma tradycję najstarszej niepisanej konstytucji w Europie, opartej na doktrynie Świętej Korony, obowiązującą przez niemal tysiąc lat, aż do utrat suwerenności w 1944 r. Jedynym projektem do zaakceptowania byłoby przywrócenie ładu konstytucyjnego obwiązującego na Węgrzech przez wieki. Prawdziwe poglądy i intencje posłów Fideszu mogliśmy poznać, gdy zgłaszaliśmy takie postulaty, jak ochrona własności ziemi, wód i zasobów naturalnych kraju. Fidesz głosował przeciwko temu, co mówi samo za siebie. Między innymi to zmusiło nas do głosowania przeciwko tej propozycji.

W programie Jobbiku duży nacisk kładziecie na sprzeciw wobec aborcji i związków homoseksualistów. W Polsce mówi się, ze Fidesz także chciałby zaostrzenia prawa aborcyjnego i nie zgadza się na związki osób tej samej płci. Jak to wygląda w praktyce?

Fidesz kontynuuje bardzo liberalne podejście do aborcji. Węgierskie prawo jest niestety bardzo dwulicowe w tej sprawie. Podczas gdy teoretycznie chronimy dziecko od poczęcia, zawsze może dokonać aborcji z przyczyn społecznych. To stwarza wielka dziurę w prawie. Proszę sobie wyobrazić, że od 1957 roku dokonano na Węgrzech 6 milionów aborcji. To tragedia dla kraju tak małego, o dużej zapaści demograficznej. Niestety, za rządów Orbána raczej nie ma nadziei na zmianę tego prawa.

Czy może Pan przybliżyć polskim czytelnikom podstawowe różnice między Fideszem a Jobbikiem? Co z programu Fideszu jest dla was nie do zaakceptowania, nawet jedynie w sferze deklaracji?

Fidesz to partia establishmentu, założona w czasie upadku reżimu komunistycznego. Była częścią tzw. układu przy okrągłym stole, w którym siły demokratyczne i komunistyczne zawarły porozumienie co do „zasad gry” po upadku komunizmu. Te negocjacje zawarte za zamkniętymi drzwiami, bez wiedzy opinii publicznej, położyły fundamenty pod podział wpływów w polityce i gospodarce między nowymi i starymi elitami. Na tej samej zasadzie zawarto porozumienie co do pro-euroatlantyckiej polityki, która jest dla kraju przekleństwem, szczególnie gdy wciąż kierujemy swą politykę jedynie na zachód, gdy świat staje się coraz bardziej wielobiegunowy. W gospodarce natomiast to porozumienie oznaczało bezwarunkową akceptację przez obie siły porządku neoliberalnego, wyprzedaż majątku narodowego na ogromną skalę ciągu 6-8 lat. Wszystkie ówczesne siły polityczne brały w tym udział, w tym Fidesz. Zawierano wokół tej polityki wiele zgniłych kompromisów.

Jobbik, w przeciwieństwie do Fideszu, i w ogóle do wszystkich dotychczasowych partii, wywodzi się spoza elit władzy i nie brał udziału w realizacji tej samobójczej dla narodu polityki. Fidesz oczywiście nie może bez zażenowania udawać takiej partii, jaką my jesteśmy, ani też zacząć realizować polityki z zupełnie innym paradygmatem, za którą my się opowiadamy, a która jest w chwili obecnej konieczna do przezwyciężenia kryzysu społecznego, politycznego i finansowego.

Wymieńmy tylko niektóre z naszych głównych postulatów, których Fidesz nie zaakceptuje; renegocjacja wielkości deficytu (Polska może tu służyć jako przykład, że to możliwe), aby móc skutecznie stymulować odbudowę gospodarczą kraju, konsekwentne opodatkowanie ponadnarodowych korporacji przy jednoczesnym wspieraniu sektora małych i średnich przedsiębiorstw; powrót do zróżnicowanych progów podatkowych; konsekwentne ściganie przez żandarmerię (Csendőrség) wszelkich przestępstw, aby w końcu przywrócić poczucie bezpieczeństwa każdemu Węgrowi; inwestycje w strategiczne sektory rolnictwa i ogólnie gospodarki żywnościowej; otwarcie gospodarki i eksportu na Bliski i Daleki Wschód, aby podobnie jak kraje arabskie czerpać korzyści z handlu z krajami pokrewnymi Węgrom kulturowo i historycznie (na przykład Turcja, Azerbejdżan, Kazachstan, Iran). To zaledwie kilka postulatów, których Fidesz nigdy nie poprze, a które są konieczne w chwili obecnej.

Czy mógłby Pan opisać polskim czytelnikom skalę represji jaką rząd Orbána stosuje wobec nacjonalistów?

Nie będzie to chyba dla nikogo zaskoczeniem, jeśli powiem, że Orbán widzi konkurentów we wszystkich organizacjach narodowych. Po porażce w wyborach w 2002 r. Orbán zapowiedział politykę „jednej flagi – jednego obozu”, co miało oznaczać monopol Fideszu po prawej stronie, a ściślej mówiąc wśród konserwatywnej prawicy, bo w żadnym wypadku nie chciał słyszeć o rozwoju narodowej prawicy. Dlatego Fidesz i sprzyjające mu media prowadzą od lat tak brutalną kampanię przeciwko Jobbikowi. Stosunek Orbána do nas niewiele różni się od nienawiści jaką darzą nas postkomuniści, którzy doprowadzili do delegalizacji naszej Magyar Garda. Jobbik podobnie jak Fidesz krytykuje skorumpowanie i niekompetencję postkomunistów. Jednak Orbán widząc w nas konkurencję w tej krytyce, z przyczyn czysto personalnych zwalcza także nas. Z tego powodu jego rząd wprowadził karalność tzw. „przestępstw dokonanych w mundurze”, co jest wymierzone ściśle w Magyar Gardę, która dla obrony Wegrów zrobiła w ostatnich latach dużo więcej niż policja.

Jakie widzi Pan perspektywy przed Jobbikiem? W niektórych sondażach osiągacie nawet 20 proc. poparcie, co czyni z was drugą siłą polityczną na Węgrzech. Prawie żadna narodowa siła w Europie nie może się pochwalić takim poparciem. Fidesz wyraźnie traci poparcie. Czy jeśli Wiktor Orban zaproponuje wam wejście do koalicji, jesteście skłonni się zgodzić?

Sondaże są dla nas korzystne. Do tej pory każdy z nich daje nam drugą pozycję, z wyraźną przewagą nad socjalistami. To jest tendencja, a nie wynik jednorazowego badania. Co więcej, Jobbik to jedyna partia, która stale zyskuje poparcie. Fidesz traci je bardzo szybko, podobnie socjaliści z MSZP, liberałowie z LMP mają poparcie na niemal tym samym poziomie. To poparcie bez wątpienia zawdzięczamy naszej konsekwencji i wiarygodności. Nie musimy tak jak pozostałe partie, co jakiś czas na nowo wymyślać sobie nowych celów i środków, ale od początku założenia Jobbiku (2006 r. – przyp. red.) mówimy i robimy to samo, wierząc, że nasi obecni i potencjalni wyborcy docenią i poprą nasze wartości.

Odpowiadając zaś na Pańskie pytanie, mogę tylko powtórzyć co zawsze mówimy: jeżeli będzie szansa, że zmiana przyniesie coś interesowi narodowemu, rozważymy poważnie każdą propozycję. Jednakże w chwili obecnej program i działania Fideszu są odległe od naszych postulatów.

Jobbik jest postrzegany jako partia narodowo-radykalna. Co to oznacza w praktyce? Czy uważa Pan, że nowoczesne partie narodowe powinny szukać inspiracji z połączenia ideowopolitycznych inspiracji innych ruchów prawicowych czy raczej szukać własnej nacjonalistycznej tożsamości politycznej?

Jobbik jest narodowy czy nacjonalistyczny w tym sensie, że występuje w obronie interesów węgierskich na każdym polu. Dla nas priorytetem jest to, aby w tym kraju, gdzie przez cztery dekady narodowe interesy były podporządkowane rozkazom w Moskwy, w końcu interesy Węgrów przeważyły. Niestety, po upadku żelaznej kurtyny, niepodległość i suwerenność były tylko nic nie znaczącym sloganem zarówno dla rządów liberalno-lewicowych i prawicowo-konserwatywnych. W praktyce, rezygnowały one z resztek suwerenności na życzenie Brukseli i Waszyngtonu w procesie wchodzenia do Unii Europejskiej i NATO. Ślepo poświęciliśmy nasz narodowy interes na ołtarzu naszych „zachodnich sojuszników”.

Jesteśmy radykalni w tym znaczeniu i dlatego, że obecny kryzys wymaga radykalnych działań. Uważamy, że obecny kryzys jest tak ogromny, że jedynie powierzchowna zmiana nie rozwiąże go. Potrzebujemy głębokiej i radykalnej interwencji w wielu sferach życia obejmującej zmianę paradygmatu politycznego. Wierzymy w silne państwa narodowe, które chronią swoje dziedzictwo kulturowe i tradycję. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że taka opinia może zostać sklasyfikowana jako zacofana w dzisiejszym zglobalizowanym świecie, dążącym do uniformizacji. Ale naszym zdaniem takie powinno być główne hasło wszystkich partii narodowych, a ten cel powinien być główną siłą ruchów narodowych na całym świecie.

Czy myśli Pan, że ruchy nacjonalistyczne w Europie mają przed sobą przyszłość w innych krajach?

W tym momencie to niemal oczywiste, że ład światowy stworzony przez Zachód jest na krawędzi upadku, co oznacza, że jesteśmy na progu bezprecedensowych zmian. W tym procesie budowania nowego porządku na świecie, ruchy nacjonalistyczne mają ogromną rolę do odegrania. To naturalna i zdrowa reakcja wszystkich narodów miłujących wolność.

Rozmawiał Balazs Szabo

Wywiad ukazał się w numerze 10 kwartalnika „Polityka Narodowa

p style=”padding-left: 30px;”

Fidesz to partia na wskroś liberalna – wywiad z prezesem Jobbiku Gaborem Voną

  • Posted on Styczeń 20, 2014 at 09:04

W środowisku polskiej centroprawicy Fidesz jest często postrzegany jako siła patriotyczna, niosąca odrodzenie chrześcijańskich i europejskich wartości na Wegrzech. Czy tak to wygląda w rzeczywistości?

Po ośmioletnich rządach socjalliberalnych wszystko mogłoby wyglądać na „odrodzenie wartości chrześcijańskich i europejskich”. Pomijając fakt, że nie jestem przekonany do samego określenia „europejskie wartości”. Wiem, że są formułowane takie pseudowartości przez liberałów i wprowadzane jako podwójne standardy moralne na całym świecie, ale ja nie akceptuję tych pseudowartości, nie uważam ich za uniwersalne, a ich propagowanie za pożądane. Jeśli zaś chodzi o wartości chrześcijańskie, trzeba podkreślić, że Fidesz jest zdecydowanie liberalną partią z liberalnym programem. Jakkolwiek, ma ona w swoich szeregach małą frakcję chrześcijańsko-demokratyczną, nie ma ona wielkich wpływów ani większego znaczenia. Obserwując to z zewnątrz można odnieść wrażenie, że każdy prochrześcijański projekt rządu to jedynie ukłon w stronę tejże frakcji. Ale jeśli spojrzeć na praktykę działania i konkretne poczynania rządu, to dostrzec można, że jest on bardzo odległy od chrześcijańskiego systemu wartości.

W retoryce patriotycznej Fidesz czerpie bardzo wiele z waszego ruchu. Wielokrotnie podkreślaliście, że Fidesz realizuje niektóre z waszych postulatów. Czy można powiedzieć, że partia premiera Orbána realizuje wasz program?

Jeśli chodzi o hasła, czerpią sporo od nas. To prawda. Jeżeli jednak chodzi o szczegóły, a tym bardziej wdrożenie naszych pomysłów w życie, odbiega to dalece od tego, jak byśmy sobie to wyobrażali. Poparliśmy projekt działań symbolicznych, ale bardzo ważnych, jak ustawa o podwójnym obywatelstwie czy upamiętnienie tragicznego dnia podpisania traktatu z Trianon (akt kończący I wojnę światową, w wyniku podpisania którego Węgry straciły 80 proc. terytorium – red.) – „akt upamiętnienia 4 czerwca”. Abstrahując jednak od samych haseł, konkretne działania rządu są tragiczne. Program gospodarczy i takie reformy jak podatek liniowy i wszelkie konsekwencje jego wprowadzenia, ich liberalna obsesja na punkcie deficytu budżetowego, przy jednoczesnej utracie płynności gospodarczej państwa, ich niechęć o wprowadzania ulg dla małych i średnich przedsiębiorców węgierskich, a nie międzynarodowych koncernów. Także polityka kulturalna, społeczna, edukacyjna i w dziedzinie bezpieczeństwa publicznego rządu Orbána jest katastrofalna.

Dlaczego Jobbik głosował przeciwko projektowi nowej konstytucji? Pomijając jego wady, to jednak jest ona lepsza niż stara, komunistyczna konstytucja Węgier.

Oczywiście obecna konstytucja jest lepsza od starej. Ale to błędne i minimalistyczne podejście. Ten rząd miał historyczną i bezprecedensową szansę, aby przywrócić Węgry na właściwą drogę. Nasz kraj ma tradycję najstarszej niepisanej konstytucji w Europie, opartej na doktrynie Świętej Korony, obowiązującą przez niemal tysiąc lat, aż do utrat suwerenności w 1944 r. Jedynym projektem do zaakceptowania byłoby przywrócenie ładu konstytucyjnego obwiązującego na Węgrzech przez wieki. Prawdziwe poglądy i intencje posłów Fideszu mogliśmy poznać, gdy zgłaszaliśmy takie postulaty, jak ochrona własności ziemi, wód i zasobów naturalnych kraju. Fidesz głosował przeciwko temu, co mówi samo za siebie. Między innymi to zmusiło nas do głosowania przeciwko tej propozycji.

W programie Jobbiku duży nacisk kładziecie na sprzeciw wobec aborcji i związków homoseksualistów. W Polsce mówi się, ze Fidesz także chciałby zaostrzenia prawa aborcyjnego i nie zgadza się na związki osób tej samej płci. Jak to wygląda w praktyce?

Fidesz kontynuuje bardzo liberalne podejście do aborcji. Węgierskie prawo jest niestety bardzo dwulicowe w tej sprawie. Podczas gdy teoretycznie chronimy dziecko od poczęcia, zawsze może dokonać aborcji z przyczyn społecznych. To stwarza wielka dziurę w prawie. Proszę sobie wyobrazić, że od 1957 roku dokonano na Węgrzech 6 milionów aborcji. To tragedia dla kraju tak małego, o dużej zapaści demograficznej. Niestety, za rządów Orbána raczej nie ma nadziei na zmianę tego prawa.

Czy może Pan przybliżyć polskim czytelnikom podstawowe różnice między Fideszem a Jobbikiem? Co z programu Fideszu jest dla was nie do zaakceptowania, nawet jedynie w sferze deklaracji?

Fidesz to partia establishmentu, założona w czasie upadku reżimu komunistycznego. Była częścią tzw. układu przy okrągłym stole, w którym siły demokratyczne i komunistyczne zawarły porozumienie co do „zasad gry” po upadku komunizmu. Te negocjacje zawarte za zamkniętymi drzwiami, bez wiedzy opinii publicznej, położyły fundamenty pod podział wpływów w polityce i gospodarce między nowymi i starymi elitami. Na tej samej zasadzie zawarto porozumienie co do pro-euroatlantyckiej polityki, która jest dla kraju przekleństwem, szczególnie gdy wciąż kierujemy swą politykę jedynie na zachód, gdy świat staje się coraz bardziej wielobiegunowy. W gospodarce natomiast to porozumienie oznaczało bezwarunkową akceptację przez obie siły porządku neoliberalnego, wyprzedaż majątku narodowego na ogromną skalę ciągu 6-8 lat. Wszystkie ówczesne siły polityczne brały w tym udział, w tym Fidesz. Zawierano wokół tej polityki wiele zgniłych kompromisów.

Jobbik, w przeciwieństwie do Fideszu, i w ogóle do wszystkich dotychczasowych partii, wywodzi się spoza elit władzy i nie brał udziału w realizacji tej samobójczej dla narodu polityki. Fidesz oczywiście nie może bez zażenowania udawać takiej partii, jaką my jesteśmy, ani też zacząć realizować polityki z zupełnie innym paradygmatem, za którą my się opowiadamy, a która jest w chwili obecnej konieczna do przezwyciężenia kryzysu społecznego, politycznego i finansowego.

Wymieńmy tylko niektóre z naszych głównych postulatów, których Fidesz nie zaakceptuje; renegocjacja wielkości deficytu (Polska może tu służyć jako przykład, że to możliwe), aby móc skutecznie stymulować odbudowę gospodarczą kraju, konsekwentne opodatkowanie ponadnarodowych korporacji przy jednoczesnym wspieraniu sektora małych i średnich przedsiębiorstw; powrót do zróżnicowanych progów podatkowych; konsekwentne ściganie przez żandarmerię (Csendőrség) wszelkich przestępstw, aby w końcu przywrócić poczucie bezpieczeństwa każdemu Węgrowi; inwestycje w strategiczne sektory rolnictwa i ogólnie gospodarki żywnościowej; otwarcie gospodarki i eksportu na Bliski i Daleki Wschód, aby podobnie jak kraje arabskie czerpać korzyści z handlu z krajami pokrewnymi Węgrom kulturowo i historycznie (na przykład Turcja, Azerbejdżan, Kazachstan, Iran). To zaledwie kilka postulatów, których Fidesz nigdy nie poprze, a które są konieczne w chwili obecnej.

Czy mógłby Pan opisać polskim czytelnikom skalę represji jaką rząd Orbána stosuje wobec nacjonalistów?

Nie będzie to chyba dla nikogo zaskoczeniem, jeśli powiem, że Orbán widzi konkurentów we wszystkich organizacjach narodowych. Po porażce w wyborach w 2002 r. Orbán zapowiedział politykę „jednej flagi – jednego obozu”, co miało oznaczać monopol Fideszu po prawej stronie, a ściślej mówiąc wśród konserwatywnej prawicy, bo w żadnym wypadku nie chciał słyszeć o rozwoju narodowej prawicy. Dlatego Fidesz i sprzyjające mu media prowadzą od lat tak brutalną kampanię przeciwko Jobbikowi. Stosunek Orbána do nas niewiele różni się od nienawiści jaką darzą nas postkomuniści, którzy doprowadzili do delegalizacji naszej Magyar Garda. Jobbik podobnie jak Fidesz krytykuje skorumpowanie i niekompetencję postkomunistów. Jednak Orbán widząc w nas konkurencję w tej krytyce, z przyczyn czysto personalnych zwalcza także nas. Z tego powodu jego rząd wprowadził karalność tzw. „przestępstw dokonanych w mundurze”, co jest wymierzone ściśle w Magyar Gardę, która dla obrony Wegrów zrobiła w ostatnich latach dużo więcej niż policja.

Jakie widzi Pan perspektywy przed Jobbikiem? W niektórych sondażach osiągacie nawet 20 proc. poparcie, co czyni z was drugą siłą polityczną na Węgrzech. Prawie żadna narodowa siła w Europie nie może się pochwalić takim poparciem. Fidesz wyraźnie traci poparcie. Czy jeśli Wiktor Orban zaproponuje wam wejście do koalicji, jesteście skłonni się zgodzić?

Sondaże są dla nas korzystne. Do tej pory każdy z nich daje nam drugą pozycję, z wyraźną przewagą nad socjalistami. To jest tendencja, a nie wynik jednorazowego badania. Co więcej, Jobbik to jedyna partia, która stale zyskuje poparcie. Fidesz traci je bardzo szybko, podobnie socjaliści z MSZP, liberałowie z LMP mają poparcie na niemal tym samym poziomie. To poparcie bez wątpienia zawdzięczamy naszej konsekwencji i wiarygodności. Nie musimy tak jak pozostałe partie, co jakiś czas na nowo wymyślać sobie nowych celów i środków, ale od początku założenia Jobbiku (2006 r. – przyp. red.) mówimy i robimy to samo, wierząc, że nasi obecni i potencjalni wyborcy docenią i poprą nasze wartości.

Odpowiadając zaś na Pańskie pytanie, mogę tylko powtórzyć co zawsze mówimy: jeżeli będzie szansa, że zmiana przyniesie coś interesowi narodowemu, rozważymy poważnie każdą propozycję. Jednakże w chwili obecnej program i działania Fideszu są odległe od naszych postulatów.

Jobbik jest postrzegany jako partia narodowo-radykalna. Co to oznacza w praktyce? Czy uważa Pan, że nowoczesne partie narodowe powinny szukać inspiracji z połączenia ideowopolitycznych inspiracji innych ruchów prawicowych czy raczej szukać własnej nacjonalistycznej tożsamości politycznej?

Jobbik jest narodowy czy nacjonalistyczny w tym sensie, że występuje w obronie interesów węgierskich na każdym polu. Dla nas priorytetem jest to, aby w tym kraju, gdzie przez cztery dekady narodowe interesy były podporządkowane rozkazom w Moskwy, w końcu interesy Węgrów przeważyły. Niestety, po upadku żelaznej kurtyny, niepodległość i suwerenność były tylko nic nie znaczącym sloganem zarówno dla rządów liberalno-lewicowych i prawicowo-konserwatywnych. W praktyce, rezygnowały one z resztek suwerenności na życzenie Brukseli i Waszyngtonu w procesie wchodzenia do Unii Europejskiej i NATO. Ślepo poświęciliśmy nasz narodowy interes na ołtarzu naszych „zachodnich sojuszników”.

Jesteśmy radykalni w tym znaczeniu i dlatego, że obecny kryzys wymaga radykalnych działań. Uważamy, że obecny kryzys jest tak ogromny, że jedynie powierzchowna zmiana nie rozwiąże go. Potrzebujemy głębokiej i radykalnej interwencji w wielu sferach życia obejmującej zmianę paradygmatu politycznego. Wierzymy w silne państwa narodowe, które chronią swoje dziedzictwo kulturowe i tradycję. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że taka opinia może zostać sklasyfikowana jako zacofana w dzisiejszym zglobalizowanym świecie, dążącym do uniformizacji. Ale naszym zdaniem takie powinno być główne hasło wszystkich partii narodowych, a ten cel powinien być główną siłą ruchów narodowych na całym świecie.

Czy myśli Pan, że ruchy nacjonalistyczne w Europie mają przed sobą przyszłość w innych krajach?

W tym momencie to niemal oczywiste, że ład światowy stworzony przez Zachód jest na krawędzi upadku, co oznacza, że jesteśmy na progu bezprecedensowych zmian. W tym procesie budowania nowego porządku na świecie, ruchy nacjonalistyczne mają ogromną rolę do odegrania. To naturalna i zdrowa reakcja wszystkich narodów miłujących wolność.

Rozmawiał Balazs Szabo

Wywiad ukazał się w numerze 10 kwartalnika „Polityka Narodowa

p style=”padding-left: 30px;”

  • Filed under:
    • Bez kategorii

Imre Makovecz (1935- 2011)

  • Posted on Styczeń 10, 2014 at 10:37

Polak, Wegier, dwa bratanki!

  • Posted on Styczeń 5, 2014 at 09:11

Polak, Wegier, dwa bratanki!

  • Posted on Styczeń 5, 2014 at 09:11

  • Filed under:
    • Bez kategorii

Węgrzy przypominają bohaterską postawę mieszkańców Szczecina i czczą pamięć ks. Popiełuszki

  • Posted on Grudzień 11, 2013 at 19:48

Dziś był polski dzień w Budapeszcie, a zwłaszcza w stołecznej dzielnicy Csepel położonej na wyspie na Dunaju.

Najpierw na centralnym miejscu wyspy, placu św. Imrego, odsłonięta została dwujęzyczna wystawa plenerowa, dokumentująca pomoc mieszkańców Szczecina dla węgierskich powstańców w 1956 roku. Szczecinianie zebrali wówczas wiele darów, pieniędzy, leków i krwi właśnie dla mieszkańców dzielnicy Csepel, która stała się podczas antykomunistycznej rebelii jednym z głównych punktów oporu przed agresją sowiecką. Na wystawie udokumentowano także wydarzenia, do których doszło dokładnie 57 lat temu – 10 grudnia 1956 roku. Tego dnia mieszkańcy Szczecina na znak protestu wobec komunistycznego najazdu na Węgry zdobyli szturmem budynek konsulatu Związku Sowieckiego.

Później na wyspie Csepel odsłonięto dwujęzyczną tablicę ku czci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, opatrzoną cytatem św. Pawła z Listu do Rzymian: „Zło dobrem zwyciężaj”. Tablica zawisła przy ul. bł. ks. Jerzego Popiełuszki (dawniej noszącej imię komunistycznego działacze Endre Sagvariego), a jako jedna z pierwszych kwiaty pod nią złożyła posłanka Fideszu Maria Wittner, która za udział w powstaniu w 1956 roku skazana została na karę śmierci i w ostatniej chwili zamieniono jej wyrok na dożywocie.

Podczas odsłonięcia tablicy mowę w języku węgierskim wygłosił franciszkanin o. Paweł Cebula. Przypominając często powtarzane przez ks. Jerzego słowa „Zło dobrem zwyciężaj”, przywołał dwie sytuacje. Pierwsza miała miejsce podczas pogrzebu zamordowanego kapłana w 1984 roku. W tłum żałobników wjechała wówczas milicyjna furgonetka. Wtedy ludzie, zamiast okazywać milicjantom niechęć, kładli ręce na samochodzie i powtarzali: „Przebaczamy, przebaczamy”. Druga sytuacja wydarzyła się w 1996 roku przed Mszą, którą odprawiał w Gyoer na Węgrzech Jan Paweł II. Ojciec Paweł Cebula spotkał się wówczas z Marianną Popiełuszko – matką ks. Jerzego. Powiedziała mu wtedy, że kiedy tylko dowiedziała się o śmierci syna, zaczęła się modlić o nawrócenie jego morderców.

Ostatnim akordem dzisiejszego dnia w Budapeszcie było złożenie kwiatów pod dzwonnicą im. bł. ks. Jerzego Popiełuszki na wyspie Csepel. Podczas uroczystości przedstawiciel władz samorządowych tej dzielnicy podkreślił, że Polacy i Węgrzy zawsze mogą liczyć na siebie w najtrudniejszych chwilach.

Grzegorz Górny

 

 

Top