Rozmowa z wicekonsulem Ambasady Wegierskiej

  • Posted on Czerwiec 12, 2012 at 08:31

Peweł Chojecki: W Szczawnicy mamy dni węgierskie. Jak ocenia Pan w tym kontekście rozwój kontaktów polsko-węgierskich?

Dr Imre Molnár: W Polsce jest kilka miejsc, gdzie przyjaźń polsko-węgierska szczególnie się uwidacznia, ale gdziekolwiek pojadę, w całej Polsce, spotykam ludzi, którzy wiedzą, co to znaczy wspólnota losu i wspólnota przyjaźni polsko-węgierskiej. W Szczawnicy szczególnie dobrze jest być Węgrem. Można za to dziękować rodzinie Szalay, która za czasów monarchii przyjechała tutaj, by leczyć ludzi i odkryła niesamowite bogactwo źródeł wód, które biją z Pienin. Wysłano ich próbki na badania do Wiednia. Jako rodzina lekarska, Szalayowie zaczęli używać tutejszych źródeł w swojej praktyce medycznej. Pozytywne rezultaty kuracji ściągały do Szczawnicy coraz więcej ich przyjaciół i znajomych z Węgier. Uzdrowisko znajdowało się blisko tysiącletniej granicy polsko-węgierskiej po drugiej stronie gór (na Górnych Węgrzech, dzisiejsza Słowacja), więc szlachta i mieszczanie węgierscy zaczęli przyjeżdżać do Szczawnicy, aby leczyć różne choroby i dolegliwości. Józef Szalay musiał wymyślić dla nich dodatkowe atrakcje, bo kuracje trwały przez kilka dni, czasami przez kilka tygodni. Założył więc pierwsze towarzystwo turystyczne, został prekursorem agroturystyki jegożona Józefina malowała dla tych domów różne herby), ale przede wszystkim – o czym mało kto wie – Józef Szalay jest pomysłodawcą spływu flisackiego Dunajcem. Górale w dzień spławiali drzewo, a w nocy za namową Szalaya (i oczywiście za dobre pieniądze) przewozili tratwami gości od Niedzicy do Szczawnicy. Niedzica to był ostatni zamek Królestwa Węgierskiego na granicy z Polską. Zarazem była to jedyna warownia na tej części granicy – bo przed kim się tutaj bronić?

Te Szalayowskie tradycje zostały umocnione w 1956 roku, kiedy po stłumieniu rewolucji węgierskiej przybyła tu młodzież ze wschodniej części Węgier. Młodzi Węgrzy, uciekając przed wojskami sowieckimi i węgierską ubecją, chronili się za granicą słowacką, ale ponieważ na Słowacji też był totalitarny reżim, uciekali dalej do Polski, o której słyszeli, że bardzo solidaryzuje się z rewolucją węgierską. Uciekając do Polski, trafili do Szczawnicy, gdzie zostali bardzo przyjaźnie przyjęci przez miejscową ludność. Nie tylko dano im schronienie i zbierano dla nich pieniądze, ale i fizycznie obroniono. Kiedy ubecja i pogranicznicy przyjechali do Szczawnicy kilkoma samochodami, żeby zabrać Węgrów, całe miasto zaalarmowane pocztą pantoflową” stawiło się z kosami, widłami i motykami. Wojsko musiało się wycofać i dzięki temu Węgrzy mogli pojechać dalej. Ta brawurowa akcja to piękna karta Szczawnicy w historii węgierskiej rewolucji ’56. Właśnie dlatego świętujemy tu przyjaźń polsko-węgierska. Zaprosiliśmy z Budapesztu panią Marię Wittner, której po 1956 roku zasądzono karęśmierci. Siedziała osiem miesięcy w celi śmierci. Pożegnała się z synem i życiem. Potem wyrok zamieniono na dożywocie. Po trzynastu latach więzienia wyszła na wolność. Dziś zajmuje się haftowaniem sztandarów rewolucji węgierskiej i ofiaruje je osobom poza granicami kraju, które kontynuują dalej myśl wolnościową i niepodległościową z 1956 roku. Taki sztandar trafił też do Szczawnicy dla miasta, a także dla Klubów Gazety Polskiej”, które zorganizowały ostatnio solidarnościowy wyjazd do Budapesztu 15 marca.

Tak, to rzeczywiście było coś wspaniałego. Szkoda, że tylko Gazeta Polska” przedstawiała obiektywną relację z tego niezwykłego wydarzenia. Inne media przemilczały ten kolejny akt budowania przyjaźni między naszymi narodami. Dzisiaj w Szczawnicy prezentował Pan książkę o nieznanej w Polsce postaci bohatera narodowego Węgrów o polskim pochodzeniu. Dlaczego ta postać jest tak ważna?

Przodkowie Jánosa Esterházyego byli związani z rodziną Stadnickich, która po rodzinie Szalay odziedziczyła to uzdrowisko. Szalay był na tyle szlachetną postacią, że zapisał w testamencie całe uzdrowisko, wszystko, co tu wybudował, jako dar dla krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych założonej przez Jana Stanisława Tarnowskiego. Tarnowski był też rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego idziadkiem Jánosa Esterházyego. Akademia sprzedała potem ten majątek rodzinie Stadnickich. János Esterházy jest więc w pewien sposób powiązany ze Szczawnicą.

Nie istniałaby przyjaźń polsko-węgierska, gdyby w naszej historii nie pojawiały się takie symboliczni; postacie, które kumulują w sobie najszlachetniejsze cechy jednego i drugiego narodu. Każda przyjaźń może się wypalić, jeśli jej nie pielęgnujemy. Przykład wielkich osobowości, które były gotowe poświęcaćżycie dla naszych wspólnych wartości, cementuje naszą przyjaźń. Taką postacią z pewnością był János Esterházy. On łączy nasze narody. Jest ofiarą komunizmu, ale też w szerszym sensie jest ofiarą nieludzkiego traktowania i deptania tych wartości, które symbolizował. Te wartości nie tylko były niszczone w czasach komunizmu czy nazizmu – one są nadal w niebezpieczeństwie w epoce globalizmu. Trzeba przypominać takie postacie, by ich przykład zachęcał nas do utwierdzania fundamentalnych wartości.

Dla mnie u Jánosa Esterházyego czymś niezwykłym było rozumienie misji polityka jako odpowiedzialnego za ludzi, których reprezentuje. Kiedy wiedział, że nadchodzi już armia sowiecka, mógł uciec, ale nie skorzystał z tego, bo uważał, że musi zostać tu ze swoimi ludźmi, chociaż wiedział, co go czeka. Drugi raz, kiedy po łagrze syberyjskim wrócił na Słowację, też miał możliwość ucieczki na Zachód, a jednak został, wiedząc, że tu prawdopodobnie czeka go śmierć.

To były świadome decyzje, to nie był przypadek. Te decyzje pokazują nam, na ile poważnie traktował powołanie polityka, które nie kończy się z chwilą wygaśnięcia mandatu, by potem odejść w zapomnienie czy przyjąć od innej partii lepsze propozycje w zamian za zmianę światopoglądu. Jego wierność powołaniu polityka pokazuje, że on traktował je jak dane od Boga szczególne zadanie. Według mnie w kościele święci to wzory jakiejś cechy charakteru czy realizacji jakiegoś zadania. János Esterházy może być takim zwierciadłem dla polityków naszych czasów. Dzięki niemu mogą ocenić wierność swojemu powołaniu.

János Esterházy w pewien sposób znowu zjednoczył nasze narody po 2010 roku. To właśnie pod jego pomnikiem zaczęli się Węgrzy zbierać w geście solidarności z Polakami po śmierci naszego Prezydenta i naszej elity pod Smoleńskiem i tam powstał też pierwszy na świecie pomnik smoleński.

Tak. Pomnik smoleński został tam wybudowany. Katastrofa smoleńska była w kwietniu, a już l sierpnia, w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, odsłoniliśmy (miałem zaszczyt być przy odsłonięciu) pomnik tragedii smoleńskiej, który poświęcono również ofiarom katyńskim.

János Esterházy głośno mówił prawdę o Katyniu…

Kiedy został wywieziony przez NKWD do Moskwy, osadzono go na Łubiance i skazano na 10 lat gułagu. Mam kopię wyroku, gdzie jest jasno napisane, że rozszerzył kłamstwo o Katyniu, gdyż stwierdził, że to była zbrodnia sowietów a nie nazi-stów. Nie tylko rozszerzył, ale ostro potępił to genocidum (ludobójstwo – przyp. red). Dlatego wiadomość, że Lech Kaczyński wyróżnił Jánosa Esterházyego wysokim państwowym odznaczeniem jako bohatera Polski była dla Węgrów wspaniałym wydarzeniem. Gdy usłyszeli o katastrofie smoleńskiej, spontanicznie zaczęli się gromadzić, zapalać znicze i umieszczać proporczyki polsko-węgierskie. To potwierdza nam tezę, o której rozmawialiśmy – że działalność wielkiej osobowości nie kończy się po wygaśnięciu mandatu, ale nawet tyle lat po śmierci potrafi mobilizować ludzi w celach szlachetnych. János Esterházy, jak widać, był taką postacią. Był politykiem o mocno ugruntowanych poglądach chrześcijańskich. W chwili potrzeby zawsze stawał w obronie prześladowanych i narażał dla nich swoje życie – niezależnie od tego, czy dotyczyło to lewicowców, socjaldemokratów, Żydów czy Polaków. Przykładowo, jako obywatel państwa słowackiego po ataku na Polskę, formalnie rzecz ujmując, pomagał nieprzyjacielowi i za to mógł stanąć od razu przed sądem.

Poproszę o komentarz do aktualnej sytuacji na Węgrzech, ponieważ w naszych mediach niedużo jest informacji o tym, co się u was dzieje. Przeżywacie teraz dramatyczne chwile, jeśli chodzi o ataki finansowe i rozmowy z UE i MFW.

Gospodarka węgierska jest dosyć słaba, ponieważ nie ma wystarczającej ilości waluty, dlatego rynki finansowe mogą z nami dowolnie grać – kiedy obniżają wartość forinta, gospodarka upada. Nasz rząd, próbując poprawić kondycję gospodarki węgierskiej, podjął rozmowy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym nie po to, by wziąć pożyczkę, ale po to, by uzyskać możliwość jej wzięcia, co stworzyłoby ochronny parasol nad gospodarką węgierską. Ma to być rezerwa walutowa. Teraz pożycza się pieniądze np. Egiptowi czy Uzbekistanowi, natomiast Węgry nie mogły dostać nawet tej wspomnianej asekuracji. Okazało się, że Komisja Europejska nie wyraziła zgody. Najpierw więc trzeba było przełamać barierę Unii Europejskiej. To się udało. Viktor Orbán za pomocą różnych kompromisów uzyskał zgodę UE. Komisja Europejska w ostatnim tygodniu dała zielone światło, że mogą się rozpoczynać rokowania między rządem węgierskim i MFW. Widzimy tu jakieś dziwne, zakulisowe powiązania –bo jaki jest formalny związek pomiędzy MFW a KE?

Powstaje pytanie, czy Komisji Europejskiej zależy, żeby gospodarka węgierska się umocniła? Bardzo dużo straciliśmy przez to, że miesiącami trwało rozwiązywanie sporu, w którym chodziło o nasze wewnętrzne prawodawstwo. Przecież to, jaki jest wiek emerytalny dla sędziów, na co ma złożyć przysięgę prezes banku centralnego albo co jest w naszej Konstytucji, to są sprawy wewnętrzne i nie zagrażamytym światowej gospodarce czy europejskiej demokracji. Czy górny pułap płacy prezesa banku narodowego wpływa na ogólnoświatową gospodarkę? Obecnie udało się pokonać te bariery. W pewnych sprawach rząd węgierski poszedł na kompromis, ale w kwestiach ważnych nie ustąpiliśmy. Czeka nas teraz etap rozmów z MFW.

Zapytam jeszcze o lżejszy temat. Wielu Polaków kibicuje” waszym przemianom. Nie mamy dobrej własnej ekipy politycznej, to kibicujemy waszej – żeby udało wam się odbudować wolność i wyjść z postkomunizmu. Zbliżają się wakacje i w związku z tym część Polaków zapewne wybierze Węgry jako miejsce letniego wypoczynku. Tradycyjnie znamy tylko Balaton i Budapeszt. Gdzie by Pan radził pojechać Polakom, oprócz tych tradycyjnych miejsc, by zobaczyć najpiękniejsze zakątki waszego kraju?

Nasi polscy bratankowie jeszcze nie odkryli w pełni fantastycznego świata winiarstwa węgierskiego. Wiem dobrze, że bardzo mile są przyjmowani polscy turyści, bo nie traktujemy Polaków jako turystów, traktujemy jako rodzinę, którą chętnie gościmy w naszych piwniczkach. Mamy 22 regiony uprawy winorośli, mamy szlaki winiarskie, które są gotowe przyjmować Polaków na degustację i na noclegi. Wokoło tych piwnic czekają na Polaków różne kulturalne i turystyczne atrakcje. Zapraszam więc do ponownego odkrywania naszego winiarstwa, które należy do tradycyjnej kultury węgierskiej.

Dobrze Pan powiedział; ponownego” – nasi przodkowie dobrze znali zalety wspaniałego węgrzyna, który chwalili powiedzeniem Nie ma wina nad węgrzyna!”. Do zobaczenia więc na Węgrzech!

p.a. Artykuł ukazał się w numerze 5-6 miesięcznika „Idź pod prąd” z czerwca 2012 r.

Dodaj komentarz

Top