Samotna gra Viktora Orbána

  • Posted on 10 października, 2012 at 18:27

Światowe media często donoszą o sporach między węgierskim rządem Victora Orbána a władzami Unii Europejskiej. Znacznie rzadziej docierają do nas jednak wiadomości o napiętych stosunkach Budapesztu z Moskwą.

Wyrazem tych trudnych relacji są choćby dwa procesy o szpiegostwo na rzecz Rosji, jakie toczą się teraz przed węgierskimi sądami. Oskarżeni zostali: były minister ds. służb specjalnych (w latach 2006–2009) György Szilvásy oraz byli szefowie Biura Bezpieczeństwa Narodowego: gen. Sándor Laborc (2007–2009) i gen. Lajos Galambos (2004–2007). Wszyscy pełnili wysokie funkcje w socjalistycznych rządach Pétera Medgyessy’ego lub Ferenca Gyurcsánya. Węgierskie media przypominają, że Laborc był absolwentem Akademii Wojskowo-Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego w Moskwie, która stanowiła kuźnię kadr dla KGB.

Z kolei w Czechach kilka miesięcy temu, latem, ujawniono dwa raporty na temat aktywności obcych agentów w tym kraju. W czerwcu Informacyjne Służby Bezpieczeństwa (BIS) doniosły, że „rosyjskie służby wywiadowcze nie mają sobie równych na terytorium Czech, jeśli chodzi o rozmach, intensywność i agresywność prowadzonych operacji”. Podobne konkluzje zawierał sierpniowy raport czeskiego Wywiadu Wojskowego (VZ), który nazwał służby rosyjskie najaktywniejszą organizacją szpiegowską nad Wełtawą. Największe zainteresowanie moskiewskich funkcjonariuszy, jak stwierdzono w dokumencie, budzi sektor energetyczny. Czesi starają się przeciwdziałać infiltracji tej branży i tylko w tym roku wydalili z kraju aż siedmiu rosyjskich dyplomatów.

Na tym tle Polska jawi się jako oaza spokoju: żadnych aresztowań szpiegów, procesów o zdradę czy wydaleń dyplomatów. Czyżby FSB i GRU uwierzyły w proklamowaną przez Donalda Tuska „politykę miłości” wobec Moskwy i starannie omijają Warszawę, koncentrując się na Pradze i Budapeszcie? Znając rosyjskie służby, raczej mało to prawdopodobne.

Prorosyjska lewica

Można przypuszczać, że zainteresowanie Kremla budzi sektor energetyczny nie tylko w Czechach, lecz także na Węgrzech. Kraj ten, podobnie jak inne państwa Europy Środkowej i Wschodniej, jest niemal całkowicie uzależniony od rosyjskich dostaw ropy i gazu. Cały region dla swojego bezpieczeństwa energetycznego powinien więc dążyć do stworzenia alternatywnych źródeł surowców. Stąd wziął się pomysł budowy turecko-europejskiego gazociągu Nabucco.

W 2008 r. socjalistyczny premier Gyurcsány poparł jednak konkurencyjny projekt – promowany przez Rosjan gazociąg South Stream. Złamał tym samym zasadę solidarności energetycznej krajów Europy Środkowej. Jego polityka coraz bardziej utrwalała zresztą stan surowcowej zależności państwa od Moskwy.

Także w innych sprawach lewicowy rząd był niezwykle przychylny wobec Kremla. Podczas prywatyzacji dopuszczono rosyjskie firmy do przejęcia ważnych zakładów w tak strategicznych gałęziach gospodarki, jak przemysł chemiczny czy lotnictwo. Gyurcsány popierał też często Putina na arenie międzynarodowej. Sprzeciwił się np. budowie amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Europie, a w czasie rosyjskiego cyberataku na Estonię oskarżył odpowiedzialnością za to władze w Tallinie.

Energetyczna szachownica

Orbán zerwał z polityką uległości wobec Rosji. W maju ub.r. Węgry odkupiły od rosyjskiego koncernu Surgutnieftiegaz pakiet 21,2 proc. akcji swojego narodowego koncernu paliwowego MOL. Akcje te w 2009 r. Rosjanie przejęli od austriackiego koncernu OMV. Gdy Fidesz doszedł do władzy, za sprawę priorytetową uznał odzyskanie pełnej kontroli nad spółką. Mimo kryzysu gospodarczego, jaki panuje na Węgrzech, na transakcję wyasygnowano 1,88 mld euro. Rząd uznał, że dla bezpieczeństwa energetycznego kraju warto zapłacić taką cenę.

Ostatnio Orbán wywołał furię rosyjskich polityków, gdy podczas kampanii wyborczej odwiedził Gruzję i wziął udział w wiecu Micheila Saakaszwilego. Jako jedyny przywódca europejski poparł otwarcie urzędującego prezydenta i euroatlantyckie dążenia Tbilisi. Nic więc dziwnego, że rosyjskie media piszą o „reżimie Orbána”, choć w innych wypadkach, np. rządu Asada w Syrii, nie są już tak hojne w szafowaniu tym określeniem.

Premier Węgier nie jest jednak dogmatycznym przeciwnikiem Moskwy, wykluczającym robienie z nią interesów. Wiosną rozpoczął grę, mającą na celu wynegocjowanie dla Węgier jak najkorzystniejszych warunków dostaw surowców energetycznych. W kwietniu tego roku MOL odrzucił budżet gazociągu Nabucco, uznając go za nieracjonalny. Tym samym międzynarodowa inwestycja została na jakiś czas zablokowana. W tym czasie Orbán spotkał się w Budapeszcie z szefem Gazpromu Aleksiejem Millerem. W mediach pojawiły się informacje o możliwościach nowej umowy gazowej z Rosją, ale na warunkach znacznie bardziej korzystnych dla Węgier z krótszymi terminami i niższą ceną.

Koniec solidarności energetycznej?

Dlaczego Orbán zmienił front w tej sprawie? Wydaje się, że zdał sobie sprawę, iż solidarność energetyczna Europy Środkowej jest fikcją, gdyż wyłamali się z niej już dawno Bułgarzy, Austriacy, a przede wszystkim Niemcy. Węgrom trudniej jest też prowadzić twardą politykę wobec Rosji, nie mając za sobą poparcia Berlina czy Brukseli.

Nie oznacza to jednak, że Budapeszt zrezygnował z uniezależnienia się od dostaw energii z jednego tylko źródła. Władze węgierskie oświadczyły, że nadal popierają plany dostaw gazu do Europy za pośrednictwem tzw. południowego korytarza energetycznego, czyli przez Bałkany. Minister gospodarki György Matolcsy zapowiedział z kolei rozwój programu energetyki jądrowej. Pierwszym etapem ma być zbudowanie dwóch kolejnych bloków w jedynej węgierskiej elektrowni atomowej w Paks. Oczywiście znacznie trudniej jest zapewnić sobie bezpieczeństwo energetyczne w pojedynkę, niż działając solidarnie w ramach większej grupy państw. Zwłaszcza gdy ma się naprzeciw siebie tak potężnego gracza, jakim jest Rosja. Od czasu objęcia rządu przez Orbána Węgrzy wielokrotnie mówili jednak o konieczności zawarcia strategicznego sojuszu przez kraje Europy Środkowej. Zarazem wskazywali, że liderem takiego aliansu w naturalny sposób mogłaby być Polska. Niestety, wyciągnięta przez nich ręka zawisła w próżni, gdyż – po śmierci prezydenta Kaczyńskiego – ze strony Warszawy nie było tą ofertą żadnego zainteresowania.

Dodaj komentarz

Top