You are currently browsing all posts tagged with 'Fidesz'

Wywiad z liderem Jobbiku Gaborem Voną

  • Posted on Sierpień 20, 2013 at 08:25

Zachęcamy do przeczytania obszernego wywiadu z liderem węgierskiego Jobbiku Gaborem Voną, który przeprowadził Philippe Derricks w lipcu br. Poniżej prezentujemy część pierwszą wywiadu, niebawem ukaże się także druga. Lider węgierskich nacjonalistów wyjaśnia m.in. różnice pomiędzy jego partią a Fideszem.

Jest pan liderem Jobbiku, partii opozycyjnej stanowiącej obecnie trzecią siłę polityczną na Węgrzech. Mógłby Pan o sobie jako o liderze Jobbiku powiedzieć coś więcej?

Mam 34 lata, z wykształcenia jestem historykiem, prywatnie szczęśliwym ojcem. Jestem przywódcą radykalnej partii, która w sondażach faktycznie plasuje się na drugiej bądź trzeciej pozycji. To co jest najważniejsze, co dotyczy naszej partii ,odzwierciedla jej siłę i dobrze rokuje na przyszłość to młodzi ludzie, których w swoich szeregach zrzesza Jobbik. Jesteśmy jedyną partią na Węgrzech, która może się pochwalić taką liczbą młodych ludzi i to zarówno robotników jak i intelektualistów, zasilających jej grono, czy będących jej elektoratem.

Dla młodego pokolenia, które dopiero wkracza w dorosłe życie jesteśmy, mówiąc bez ogródek, jedyną alternatywą.

Posiadamy i reprezentujemy ogromny potencjał, bowiem to właśnie młodzi Węgrzy stanowić będą o przyszłości swojej Ojczyzny.

Jobbik powstał w 2003 roku, a więc dokładnie 10 lat temu. Co spowodowało , że Pan i pańscy przyjaciele zdecydowaliście się na stworzenie od podstaw nowego ruchu politycznego?

W 2002 roku, na Węgrzech odbyły się wybory. Do władzy powróciły partie lewicowe, postkomunistyczne, które powinny być dawno zdelegalizowane i nie powinny już istnieć jako partie polityczne po zmianie ustroju.

Stało się niestety inaczej, komuniści wrócili i wygrali wybory. To był dla nas, młodych ludzi kończących właśnie studia prawdziwy szok.

Razem z przyjaciółmi, postanowiliśmy naszą mała studencką organizację, jaką był początkowo Jobbik przekształcić w partię polityczną, która stanowiłaby dla węgierskiego życia politycznego jakąś alternatywę. Pragnęliśmy stworzyć partię bazującą na młodych ludziach, wnoszących do polityki powiew świeżości, partię wolną od tych wszechobecnych matactw, oszustw i nieprzyzwoitości tak charakterystycznych dla poprzedniego ustroju.

Pierwsze kroki w polityce były faktycznie bardzo trudne. Wiele osób w naszej organizacji widziało jedynie sezonową atrakcję, bez większych szans na jakikolwiek sukces polityczny, ale jak to się mówi psy szczekają karawana jedzie dalej. Nigdy się nie poddaliśmy, po prostu mocno wierzyliśmy w to, ze jesteśmy zdolni do stworzenia nowej siły politycznej, która swoim zasięgiem obejmowałaby całe Węgry.

Ciężka praca i wiara w sukces ostatecznie się opłaciły i w wyborach do PE w 2009 uzyskaliśmy 15%-owe poparcie, co przełożyło się na trzech Eurodeputowanych. Warto tu podkreślić, ze sondaże dawały nam tylko 1% poparcia. W następnym roku, a więc w 2010 weszliśmy do Węgierskiego Parlamentu z 17%-wym poparciem, jako partia nowa, świeża, gotowa do działania.

Przez te trzy lata nie tylko umocniliśmy swoją pozycję w węgierskim życiu politycznym ale także, jak myślę, mamy dużo większy wpływ na samych Węgrów i życzymy sobie by w przyszłości ten wpływ był jeszcze większy.

Moim zdaniem, nasze rezultaty w 2014 roku będą jeszcze bardziej zadowalające niż te z 2010 r.

W przyszłym roku minie 25 od kiedy zarówno w państwach Europy środkowo- wschodniej jak i na Węgrzech rozkładowi uległ ustrój komunistyczny. Jak Pan ocenia te prawie 25 lat, w wolnych, demokratycznych Węgrzech? Co Pan także sądzi o wstąpieniu Węgier do UE w 2004 roku?

Uważam, że był to bardzo ponury okres. Kraj może być nazywany postsocjalistycznym, nie tylko patrząc przez pryzmat analiz politycznych ale także ze względu na jego funkcjonowanie, gdyż na to wpływ mają ciągle ci sami ludzie, ludzie prawicy i lewicy. I to właśnie oni czerpali pełnymi garściami z poprzedniego systemu.

Przywykłem mówić, że jeśli nie byłoby żadnej zmiany systemowej na Węgrzech to krajem rządziliby Ci sami ludzie, co w systemie komunistycznym.

I chociaż Węgry przeszły transformację, np. na poziomie instytucjonalnym to są to tylko niestety pozory. Niestety tylko na pozór jesteśmy krajem demokratycznym, w rzeczywistości mój kraj jest kierowany przez tych samych polityków co 20 czy 30 lat temu, więc ta cała transformacja nie dała żadnych zmian, żadnych realnych korzyści mojej Ojczyźnie… żadnej zmiany reżimu.

Co tyczy się natomiast naszego wejścia do Unii Europejskiej, to właśnie Unia przyczyniła się do procesu, który pozwolił by po obaleniu komunistycznego dyktatu socjaliści utrzymywali całą schedę polityczną i ekonomiczną na Węgrzech.

UE zbratała się ze środowiskami postkomunistycznymi przyznając im prawowitość i możliwość działania.

Przystąpienie do UE uruchomiło pewien proces, za który my Węgrzy płacimy za wysoką cenę.

Na Węgrzech wiele osób naprawdę sądziło, że państwa UE będą zbierać się wokół okrągłego stołu, i debatować nad wspólnym dobrem, wypracowywać wspólne ultimatum , myśleć nad tym jak można ulepszyć współpracę europejską etc. Podsumowując, ludzie myśleli, że UE pozwoli na wykreowanie współpracy korzystnej, owocnej dla wszystkich.

Niestety dzieje się wręcz przeciwnie : grube ryby połykają te mniejsze, inaczej mówiąc Zachód połyka Wschód. Co ważne, Europa zachodnia a zwłaszcza tandem niemiecko- francuski, traktują Węgry jako wylęgarnię taniej siły roboczej i łatwy rynek zbytu dla ich produktów.

Myślę, że nasze przywiązanie do UE jest błędem. Przystąpienie do UE było błędem, i trwanie w czymś co chwieje się w posadach by za chwilę runąć jest nim również. Ja widzę rzeczy tak : Węgry nie będą stanowić części UE, z jednej prostej przyczyny, Unia Europejska wkrótce się rozpadnie.

Minęły trzy lata od momentu kiedy Fidesz po raz kolejny przejął władzę na Węgrzech. Podczas tych trzech lat ten demokratyczno-chrześcijański rząd był celem ataków ze strony zachodnich mediów, czy nawet niektórych instytucji europejskich. Jak Pan, jako lider partii opozycyjnej, zapatruje na działania Fideszu w ostatnich latach?

Według mnie, abstrahując już zupełnie od ich propagandy Fidesz nie zakończył, tak jak zapowiadał trwającego od ponad 20 lat okresu prowizorycznego postsocjalizmu i nie wniósł do polityki nic nowego, właściwie te trzy lata są w rzeczywistości tylko ukoronowaniem tego procesu.

W pewnym sensie Viktor Orbán jest tym, który zyskał najwięcej na kłamstwie budowanym przez te ostatnie 20 lat.

Dlatego też, uważam że obecny rząd przynależy jeszcze do przeszłości a nie przyszłości Węgier.

Natomiast, co do sporu pomiędzy Fideszem a UE, uważam, że należy dobrze się przyjrzeć tej sprawie, i dobrze ją ocenić.

Nie chodzi o sianie niezgody pomiędzy UE a V.Orbánem ale o walkę pomiędzy Fideszem stanowiącym część Europejskiej Partii Ludowej a socjalistami i liberałami europejskimi o objęcie władzy na Węgrzech.

I jeśli przeanalizujemy czy to kwestie strategiczne, eksploatację ekonomiczną czy też cele na przyszłość UE nie dostrzeżemy żadnej różnicy; Viktor Orbán chce na Węgrzech uchodzić za bojownika o wolność, ale w tym samym czasie gdy jedną ręką wygraża UE, drugą, bez najmniejszego namysłu podpisuje decyzje, dokumenty etc. przyzwalające na stworzenie Stanów Zjednoczonych Europy. Takie działania są dla Jobbiku niedopuszczalne.

Nasze rozumowanie jest oparte na idei Europy Narodów.

Dla przykładu, gdy krytykuje UE- chcę tutaj wyraźnie podkreślić, by uniknąć wszelkich nieporozumień – nie krytykuje Europy. Myślę nawet, że jestem o tysiąc razy bardziej europejski niż ci wszyscy w kółko dyskutujący o europejskości.

Chciałbym prawdziwej Europy, która pozostałaby wierna swoim korzeniom chrześcijańskim, antycznym, greckim, romańskim, Europy zbudowanej na prawdziwych wartościach, które by chroniła przed wszelkimi ingerencjami, mogącymi zburzyć nasz europejski ład. Dlatego nie mogę i nie chcę opierać się ani na Europie zamerykanizowanej, Europie wypierającej się własnej kultury, która przyjmuje bez słowa wszystko to, co zdegenerowane, ani na Europie z chorą duszą, której gospodarka jest w ciągłej stagnacji…

Czy naród węgierski przetrwa do końca naszego stulecia? Zadaję to pytanie , gdyż według oficjalnych statystyk, ponad 300 tys. Węgrów żyje i pracuje poza granicami kraju, a wskaźnik demograficzny na Węgrzech jest coraz niższy z roku na rok.

Co do oficjalnych statystyk – należy je skorygować. Moim zdaniem ta cyfra jest jeszcze większa i oscyluje wokół pół miliona. Na chwilę obecną Węgry zamieszkuje 10 mln. obywateli, pół miliona wyemigrowało z przyczyn egzystencjalnych i socjalnych. To nie są młodzi ludzie chcący się zabawić i wykorzystać możliwość swobodnego podróżowania na terenie UE, to są niestety prawdziwi emigranci ekonomiczni i socjalni, którzy nie widzą swojej przyszłości we własnym kraju. Dlatego uciekają na Zachód, głównie do Niemiec i Anglii, gdzie czekają na nich z otwartymi ramionami, gdyż są to biali ludzie, pochodzący ze środowiska kultury chrześcijańskiej. Są pracowici, nie liczą na pomoc socjalną i nie przybywają by zakłócać życie ludności autochtonicznej. Węgierscy emigranci stanowią dobre dopełnienie dla demografii kraju, który ich przyjmuje.

Więc to, co jest dla nas ogromną stratą wkrótce dla Europy Zachodniej będzie korzyścią.

To pół miliona obywateli, które wyjechało za chlebem jest ekwiwalentem liczby Węgrów, którzy zginęli podczas wojny. Jest to sytuacja wręcz tragiczna.

Myślę, że żeby odwrócić tą tendencję, czyli sprawić by młodzi ludzie – wśród których są też sympatycy Jobbiku , powrócili do Ojczyzny , należy dokonać poważnych zmian – politycznych, ekonomicznych i socjalnych w naszym kraju.

Ale dokonać tego nie jest w stanie ani Fidesz, ani MSZP (Węgierska Partia Socjalistyczna), ani żaden z poprzednich rządów.

W przyszłym roku odbędą się na Węgrzech wybory zarówno do PE jak i do Parlamentu Węgierskiego, a także wybory na szczeblu samorządowym. Według Pana Fidesz ma szanse sprawować rządy samodzielnie w 2014 roku?

Jaki cel ma Jobbik odnośnie wyborów? Myśli Pan, że jest prawdopodobne by w przyszłości było więcej gmin takich jak Tiszavasari, gdzie władzę sprawuje Jobbik?

To prawda, rok 2014 będzie rokiem decydującym. Wybory do Parlamentu, do PE i samorządowe. Fidesz i obecny rząd zrobią wszystko by te „zawody” były nie fair. Obecnie tworzą nowe prawo wyborcze, modyfikujące okręgi i zasady kampanii wyborczej, co ma teoretycznie zwiększyć ich szanse na wygraną.

Ale mimo ich gierek, jako lider drugiej bądź trzeciej partii na Węgrzech nie mogę postawić sobie innego celu jak wygrana.

Znam realia, wiem, że według sondaży to Fidesz ma największe szanse na wygraną, ale nie znoszę być przegranym, dlatego też nie satysfakcjonuje mnie druga czy trzecia lokata. Wątpię też, by ci, którzy nam zaufali byli zadowoleni z trzeciego miejsca. Więc w 2014 nie ustąpimy pola w batalii wyborczej. To co działa na naszą korzyść to czas. Wśród młodych ludzi nasza popularność jest ogromna, podczas gdy elektorat Fideszu czy MSZP starzeje się i powoli odchodzi z tego świata. Myślę, że za jakiś czas, prędzej czy później nadejdzie dzień zwycięstwa Jobbiku.

Więc cel minimalny to reprezentować w Parlamencie, w PE i na szczeblu lokalnym taką siłę, której nie można nie brać pod uwagę .Taki jest nasz „mini” cel i myślę, że go spokojnie osiągniemy.

źródło: prorussia.tv

Czy możliwy jest Budapeszt w Warszawie?

  • Posted on Czerwiec 6, 2013 at 19:17

Fidesz Viktora Orbána rządził na Węgrzech w latach 1998-2002, a następnie przez dwie kadencje (2002-2010) pozostawał w opozycji. Wrócił do władzy w 2010 roku, odnosząc bezprecedensowe zwycięstwo i zdobywając we wspólnym bloku z chrześcijańskimi demokratami 68 proc. mandatów, co dało mu większość konstytucyjną. Główną przyczyną sukcesu tej partii stało się doprowadzenie kraju do głębokiej zapaści gospodarczej przez rządzących socjalistów. Część komentatorów uważa, że w Polsce możliwe jest powtórzenie scenariusza węgierskiego, jeśli rządy PO doprowadzą do kryzysu, który dotknie mocno większość obywateli. Wariant taki nie jest wykluczony, gdyż istnieje wiele podobieństw między sytuacją Polski a Węgier. Istnieje też jednak wiele różnic, które stawiają taką możliwość pod znakiem zapytania.

1. Istnieje różnica w potencjale wyborczym Fideszu i PiS. Podczas przegranych wyborów w 2002 roku na Fidesz oddano 41 proc. głosów, a w 2006 roku – 42 proc. głosów, podczas gdy na PiS z kolei w 2007 roku – 32 proc., a w 2011 – 29 proc. Fidesz odnotowywał w tym czasie tendencję wzrostową, a PiS spadkową.

2. Przez osiem lat (2002-2010) Fidesz był jedyną parlamentarną partią opozycyjną. Nie miał więc żadnego wielkiego konkurenta, który mógłby punktować w sejmie potknięcia rządu i zbierać owoce niezadowolenia gospodarczą sytuacją kraju. Obecnie PiS będzie siedział w opozycyjnych ławach razem z dwoma formacjami lewicowymi.

3. Węgierska Partia Socjalistyczna, która rządziła przez dwie kadencje, była ugrupowaniem postkomunistycznym i ciążyło na niej odium uczestnictwa w starym reżimie. Jej krach w 2010 roku przypominał upadek SLD w 2005 roku. Wówczas jednak w Polsce beneficjentami klęski lewicy stały się dwie formacje odwołujące się do korzeni solidarnościowych: PiS i PO. Platforma – w odróżnieniu od węgierskich socjalistów – ma więc szerszą legitymizację społeczną i nie ciąży na niej balast komunizmu.

4. Żelazną bazę elektoratu węgierskich socjalistów stanowili ludzie starsi, zwłaszcza emeryci (lewica na Węgrzech w 2002 roku wygrała wybory, gdyż kandydat na premiera Peter Medgyessy obiecał podwyżki emerytur o 50 proc., co spowodowało gremialne głosowanie na niego właśnie emerytów – lider socjalistów słowa zresztą dotrzymał, dzięki czemu stary elektorat długo trwał przy lewicy). W odróżnieniu od postkomunistów główną siłą elektoratu Fideszu byli zawsze ludzie młodzi (sam Fidesz powstał zresztą jako młodzieżówka i do 1993 roku mogły do niego należeć tylko osoby przed 35. rokiem życia). W tym kontekście PiS musiałby wykonać olbrzymią pracę, żeby przekonać do siebie młodzież.

5. Po przegranych wyborach w 2002 roku Fidesz zaczął tworzyć sieć lokalnych komitetów obywatelskich, których powstało w całym kraju ok. 10 tysięcy (plus 2 tysiące poza granicami Węgier). Orbán namawiał też Węgrów do samoorganizacji społecznej i zakładania różnych organizacji, które zagospodarują przestrzeń publiczną. W ten sposób animował powstanie ruchu, który w dużej mierze wyniósł go do władzy. Dzięki tej sieci lokalnych inicjatyw mógł komunikować się ze społeczeństwem, omijając wielkie media, które były mu wrogie i nieprzychylne. W podobny sposób zdobył przewagę w Internecie.

6. Orbán stworzył swój wizerunek nie tylko człowieka wierzącego, przywiązanego do tradycji, lecz także śmiałego modernizatora, gotowego reformować zapóźniony kraj. Przez lata przebywania w opozycji przygotowywał się do objęcia rządów, zebrał ekipę kompetentnych fachowców, stworzył solidny program. Gdy wybuchł kryzys, wyborcy mieli wrażenie, że głosują na Orbána nie tylko dlatego, że nie mają innego wyjścia, ale przede wszystkim dlatego, że to on jest w stanie pokazać wyjście z kryzysu.

7. Orbán dokonał przeciągnięcia na swoją stronę części elektoratu lewicowego, głównie za pomocą referendum socjalnego, które odbyło się wiosną 2008 roku. Fidesz tak skonstruował pytania referendalne, że mógł potem wystąpić w roli obrońcy zdobyczy socjalnych, zaś rządzący socjaliści byli im przeciwni.

8. Jako współpracowników Orbán dobrał sobie młodych ludzi, którzy dobrze wypadali wizerunkowo w mediach, jak np. Peter Szijjarto, kreując tym samym publiczny obraz partii. Nie bez znaczenia jest fakt, że sam Orbán ma 48 lat (gdy w 1998 roku obejmował rządy, był najmłodszym premierem w Europie), lubi grać w piłkę, ma piękną żonę i pięcioro dzieci – co bardzo ociepla jego medialny obraz.

9. Fidesz należy do Europejskiej Partii Ludowej, a sam Orbán jest wiceprzewodniczącym tej chadeckiej międzynarodówki. To powoduje, że ataki na niego za granicą nie są tak gwałtowne jak na Kaczyńskiego. Owszem, Orbán jest obiektem zmasowanej krytyki w Brukseli, ale do ataków tych nie przyłącza się EPL, która jest największą frakcją w europarlamencie, a nawet część przywódców broni Orbána.

10. Orbán walczył zawsze o prawa Węgrów za granicami kraju (w Rumunii, Słowacji, Serbii, Ukrainie) i był głównym inicjatorem uchwalenia dla nich Karty Węgra. Dzięki temu może liczyć na poparcie większości Węgrów, którzy przeprowadzili się z sąsiednich krajów i przyjęli węgierskie obywatelstwo.

Tego typu punktów można wymieniać jeszcze więcej. Wniosek, jaki płynie dla PiS-u z węgierskiego doświadczenia, jest jednak następujący: nie wystarczy czekać na kryzys, aż władza sama wpadnie do rąk – trzeba w tym czasie wykonać gigantyczną (i sensowną) pracę.

 

 

Grzegorz Górny

 

 

Top