You are currently browsing all posts tagged with 'Orbán'

Dysonans + ambaras = benefis. Igorowi Janke

  • Posted on Styczeń 21, 2014 at 14:01

Tekst ten miał się początkowo nazywać „Strategiczne błędy prawicowej publicystyki”, ale pomyślałem, że to słaby tytuł i raczej nieprecyzyjny. Prawicowa publicystyka nie popełnia bowiem błędów strategicznych. Nie może ich popełniać, albowiem czynności takie to przywilej bytów, które są traktowane podmiotowo, czyli takich, których władza i wpływy pochodzą z uzurpacji, a nie z mianowania. Tego zaś w żaden sposób o prawicowej publicystyce powiedzieć nie można. W obszarze penetrowanym przez prawicowych publicystów role są rozpisane, każdy wie gdzie ma stać i co mówić, a budżety, nawet jeśli są realizowane z pewnymi opóźnieniami, to jednak w końcu pojawiają się tam gdzie trzeba. Nie może być więc mowy o błędach strategicznych, bo nie ma strategii. Nie na tym poziomie. To oni są częścią strategii i mogą ją jedynie realizować w sposób mniej lub bardziej zgodny z instrukcjami. Jeśli zaś coś schrzanią to będzie to wynikało z głupoty, lenistwa albo nieumiejętności słuchania lub też czytania ze zrozumieniem.

Dokładnie widać to po reakcji Igora Janke na posunięcia Viktora Orbána. Otóż nasz gospodarz napisał kiedyś książkę o węgierskim premierze, książkę słabą, roszczeniową i mającą wszelkie cechy roboty na zlecenie. Można oczywiście spekulować kto zlecił Igorowi Janke tę robotę, ale nie trzeba. Panowie, bowiem z wydawnictwa „Demart”, z którymi miałem nieprzyjemność się zetknąć, twierdzili, że to oni stoją za wszystkim. Być może tak jest w rzeczywistości, a być może tylko im się zdaje, bo też chcieliby podejmować strategiczne decyzje, a nie mogą. W każdym razie robota była zlecona, a celem był sukces. Ja nie chcę tutaj dywagować w tej akurat chwili, co wydawca rozumie pod pojęciem sukces, ale próba wciskania książki o „Orbánie” użytkownikom salonu świadczyć może, że sukces tej publikacji był umiarkowany. Ponieważ jednak sukces jest jak kij i ma dwa końce, pozostawmy ten koniec rynkowy w spokoju i zajmijmy się końcem drugim, nazwijmy go emocjonalno-prestiżowym. Ponieważ ja czytałem wszystkie teksty Igora Janke dotyczące Węgier i Gruzji, śmiało rzec mogę, że prestiż i emocje z nim związane to jest coś, co naszego gospodarza napędza mocno. A nie dość, że napędza to jeszcze oślepia w sposób nie pozwalający na realną ocenę sytuacji. Kiedy bowiem Igor Janke pisał swoją książkę o Orbánie, kiedy redaktor Sakiewicz organizował wycieczki do Budapesztu, gdzie występował publicznie kreując się na męża stanu, Jerzy Targalski, w niezależna.pl najspokojniej w świecie pisał, że za Orbánem stoi Putin. I ja mam teraz pytanie do Igora Janke i redaktora Sakiewicza? Nie czytaliście Targalskiego? A jeśli czytaliście to co? Nie wierzyliście w to co mówi? Traktowaliście go jak durnia?

Ja się nie dziwię Tomaszowi Sakiewiczowi, bo on jest człowiekiem dającym się łatwo ponieść powierzchownym emocjom, ale z Igorem Janke jest inaczej. Igor Janke próbuje posługiwać się mózgiem, a to stawia przed nim różne wyzwania i poddaje go wymaganiom, którym Sakiewiczowi nikt głowy zawracał nie będzie z przyczyn aż nadto widocznych.

Mamy więc ten cały Instytut Wolności, którego szefem jest nasz gospodarz, jego misja jest jakoś tam określona poprzez słowo „wolność” między innym, a także poprzez słowo „demokracja” i jeszcze słowo „rozwój” jak przypuszczam i kilka innych słów mniej już istotnych. Szefowie tego instytutu, w tym Igor Janke ulegają poważnym złudzeniom, z których największym i najbardziej ambarasującym jest złudzenie wolności i samodzielności. Jednak my, wychowani w pokrętnej logice późnego PRL i III RP, wiemy, że jak coś się nazywa „wolności”, to zapewne z wolnością nic wspólnego nie ma. No, ale tym z samego środka instytutu najtrudniej uwierzyć w to, że nie ma. Oni wierzą, że ma. I wierzą też w to, że prezydent Gruzji został wybrany demokratycznie, a [premier] Węgier, jak się już postawi Brukseli i ugra swoje będzie realizował politykę demokratyzacji i szerzył wolność gdzie się da. A nawet jeśli ktoś w nich tę wiarę złamie i uczyni z Gawina i Jankego, jednym brutalnym gestem zgwałcone dziewice, to zawsze będą mieli koło ratunkowe. Zawsze będą mogli powiedzieć: to nic, musimy zachowywać pozory, dla tych durniów z salonu.24, którzy niczego nie rozumieją. Tak mogłoby być, ale nie jest. I Igor Janke przyznał się do tego wprost. On został przez Orbána uwiedziony i porzucony. A to świadczy, że Igor Janke wierzył w misję swojego instytutu i wierzył też w demokrację oraz wolność. I to jest proszę Was straszne.

Pamiętam spotkanie w Hybrydach, którego gościem był Jerzy Robert Nowak i jego kolega z Węgier. Prowadziła je Anita Czerwińska. Spotkanie dotyczyło sytuacji na Węgrzech i odbyło się w samym środku ambarasu medialnego zatytułowanego „Budapeszt w Warszawie”. Kiedy słuchałem co oni mówią, pomyślałem, że Jerzy Robert Nowak musi być specjalnym ulubieńcem Adama Michnika, musi być wręcz przezeń hołubiony, bo trudno o łatwiejszy cel na prawicy, niż człowiek tak powierzchowny i skupiony na sobie, a jeszcze do tego przekonany o własnej racji i występujący w Radio Maryja jako ekspert. To jest cel idealny. I Michnik nigdy nie pozwoli na to, by Jerzemu Robertowi włos spadł z głowy. Ponieważ był to taki moment, kiedy ja również wierzyłem w to, że Węgry się podniosą, a do tego jeszcze wydawało mi się, że przywrócą królestwo, bo korona jest w parlamencie, wstałem i zapytałem o to wprost – kiedy przywrócicie królestwo. Pytanie skierowane było do Węgra, który tak się przestraszył, że o mało nie wszedł pod krzesło. Republika – wołał – na Węgrzech będzie republika! Jerzy Robert Nowak zaś powiedział mi, że jestem w wielkim błędzie sugerując, że na Węgrzech może reaktywować się monarchia, a to z tego względu, że Węgrom monarchia kojarzy się z Habsburgami. Sala zaś zaczęła się ze mnie śmiać, bo przecież wypowiedział się ekspert z RM i zgasił mnie od razu. Fakt iż na Węgrzech rządziło 5 albo 6 dynastii i zawsze można się do którejś odwołać, pomijając Habsburgów nie zrobił na nikim wrażenia. Nie mógł zrobić, po sala pełna była politycznych realistów wierzących w ekspertyzy autorytetów. Podobnie jak Igor Janke, który też jest politycznym realistą i wierzył do niedawna w to, że Orbán o własnych siłach, przy pomocy Sakiewicza przemawiającego z trybuny rozprawi się z bankami, które gnębią jego kraj.

No więc ja dalej będę się upierał, że nie ma dla Węgier innej drogi niż monarchia i wynika to wprost z historii tego kraju. Myślę, że Orbán to wie i warto było by zapytać go co myśli o monarchii, co myśli o Trianon i co myśli o przyłączeniu Siedmiogrodu do reaktywowanej korony św. Stefana. Zakładamy bowiem, że Viktor Orbán jest politykiem poważnym, to znaczy takim, który myśli o przyszłości swojego kraju. Nie możemy poczynić innych założeń, bo jego umowa z Rosją świadczy o poważnych zamiarach. To znaczy jakich? Węgrzy nie mają innego wyjścia jak tylko zanegować granice wyznaczone w Europie środkowej po I wojnie światowej. Orbán o tym wie, ale teraz tego głośno nie powie, być może nie powie tego nigdy, a kwestią tą zajmie się jego następca. Jeśli Węgrzy tego nie zrobią, znikną i żadne strategiczne partnerstwa z Rosją nic im nie pomogą. To strategiczne partnerstwo, te pieniądze, które dostali od Putina posłużą do tego, by z Węgier zrobić kraj najnowocześniejszy w regionie i najlepiej uzbrojony. Węgrzy chcą być tym, czym była w XVI wieku Szwajcaria. I fakt, że nie ma na Węgrzech gór, niczego nie zmienia. Węgrzy strzec będą szlaków na Bałkany, tak jak Szwajcarzy strzegli szlaków do Italii i będą pobierać za to wynagrodzenie w pieniądzu i w naturze. Pytanie istotne z naszego punktu widzenia brzmi: przeciwko komu będą to robić. Tym moim zdaniem powinien zająć się autor kolejnej książki o Viktorze Orbánie, która musi być napisana w sposób nieco bardziej dojrzały niż książka Igora Janke.

Czy Orbán zbliżając się do Rosji coś ryzykuje? Moim zdaniem nic. Zostańmy i my na chwilę politycznymi realistami, zapomnijmy o koronie św. Stefana i pomyślmy i historycznym doświadczeniu Węgrów w czasie ostatnich 500 lat. Kluczową datą dla tego kraju będzie rok 1552, odsunięcie się Siedmiogrodu i panów węgierskich od katolicyzmu, co oznaczało na płaszczyźnie politycznej poddanie się pod władzę banków i dworów obcych z zachowaniem pozornego, opłacanego pieniądzem uzależnienia od sułtana. W praktyce zaś oznaczało to, że Węgrzy stały się krajem, z którego pobiera się najemnika na różne wojny i umieszcza się tam agentury, mające za cel destabilizację sytuacji w Europie Środkowej. I tak będzie również tym razem. Teraz Węgry nie podporządkowały się bankom, ale Putinowi, zachowały pozorną opłacaną pieniądzem zależność od Brukseli, a na ich terenie Rosja, Turcy i każdy kto chce prowadzić będzie działania mające za cel destabilizację sytuacji w Europie środkowej. I tylu znajdzie się przy tym stoliku graczy, że Orbán nie nadąży z liczeniem pieniędzy. Nic mu nie grozi, nie zabiją go, nie ma żadnego ryzyka. Jeśli ktokolwiek powinien uważać to tylko i wyłącznie Polska. I to nie ze względu na obecność rosyjskich pieniędzy na Węgrzech, ale ze względu na obecność w kraju ludzi takich ja Igor Janke i Tomasz Sakiewicz. Ze względu na obecność życzeniowej myśli politycznej i folkloru, który nie odnosi się do faktów, do politycznej tradycji i celów, a także do pieniędzy, ale buduje swoją misję wokół całkowicie fałszywego i ambarasującego hasła „Polak, Węgier dwa bratanki”. I oczywiste jest, że jak ktoś zacznie wypisywać pod tym tekstem komentarze, że nie, że on był na Węgrzech pił palinkę i jadł kiełbasę z papryką i było super i bariera językowa wcale mu nie przeszkadzała, to rzecz jasna wyleci z bloga.

Cieszmy się, że nasz gospodarz nie napisał książki o prezydencie Gruzji, bo mogłoby być jeszcze ciekawiej. Mogłoby się okazać, że nie tylko Orbán siedzi w kieszeni u Putina, ale także on sam – Igor Janke.

Proszą Państwa, na naszych oczach wypalają się pewne złudzenia, znika mgiełka i pojawiają się kontury tego, co z grubsza można uznać za rzeczywistość. Jeśli Unia przegra na Ukrainie będzie musiała siąść do negocjacji z Rosją i Bóg jeden raczy wiedzieć z kim jeszcze, bo przecież nie znamy treści wszystkich dokumentów podpisywanych w kuluarach przez Viktora Orbána. W czasie tych negocjacji, Węgrzy robić będą minę sfinksa, który zadaje zagadki, Ukraina, gładko przejdzie pod zarząd Kremla, łącznie z banderowcami, którzy łasi są na etaty i przywileje, a Polska stanie się nie dość, że celem polityki wszystkich dookoła, nawet tych najmniejszych, to jeszcze narzędziem w rękach banków. I zobaczymy co wtedy zrobi Igor Janke i Tomasz Sakiewicz. Jakie szaliki założą i co będą nucić pod nosem. Obstawiam, że zacznie się od zorganizowania wielkiego benefisu, jestem bowiem pewien, że równanie, które zaprezentowałem w tytule jest dobre i prawdziwe. Ambaras + dysonans = benefis. I nie chce być inaczej.

http://coryllus.pl

 

 

a href=”http://coryllus.pl”

Fidesz to partia na wskroś liberalna – wywiad z prezesem Jobbiku Gaborem Voną

  • Posted on Styczeń 20, 2014 at 09:04

W środowisku polskiej centroprawicy Fidesz jest często postrzegany jako siła patriotyczna, niosąca odrodzenie chrześcijańskich i europejskich wartości na Wegrzech. Czy tak to wygląda w rzeczywistości?

Po ośmioletnich rządach socjalliberalnych wszystko mogłoby wyglądać na „odrodzenie wartości chrześcijańskich i europejskich”. Pomijając fakt, że nie jestem przekonany do samego określenia „europejskie wartości”. Wiem, że są formułowane takie pseudowartości przez liberałów i wprowadzane jako podwójne standardy moralne na całym świecie, ale ja nie akceptuję tych pseudowartości, nie uważam ich za uniwersalne, a ich propagowanie za pożądane. Jeśli zaś chodzi o wartości chrześcijańskie, trzeba podkreślić, że Fidesz jest zdecydowanie liberalną partią z liberalnym programem. Jakkolwiek, ma ona w swoich szeregach małą frakcję chrześcijańsko-demokratyczną, nie ma ona wielkich wpływów ani większego znaczenia. Obserwując to z zewnątrz można odnieść wrażenie, że każdy prochrześcijański projekt rządu to jedynie ukłon w stronę tejże frakcji. Ale jeśli spojrzeć na praktykę działania i konkretne poczynania rządu, to dostrzec można, że jest on bardzo odległy od chrześcijańskiego systemu wartości.

W retoryce patriotycznej Fidesz czerpie bardzo wiele z waszego ruchu. Wielokrotnie podkreślaliście, że Fidesz realizuje niektóre z waszych postulatów. Czy można powiedzieć, że partia premiera Orbána realizuje wasz program?

Jeśli chodzi o hasła, czerpią sporo od nas. To prawda. Jeżeli jednak chodzi o szczegóły, a tym bardziej wdrożenie naszych pomysłów w życie, odbiega to dalece od tego, jak byśmy sobie to wyobrażali. Poparliśmy projekt działań symbolicznych, ale bardzo ważnych, jak ustawa o podwójnym obywatelstwie czy upamiętnienie tragicznego dnia podpisania traktatu z Trianon (akt kończący I wojnę światową, w wyniku podpisania którego Węgry straciły 80 proc. terytorium – red.) – „akt upamiętnienia 4 czerwca”. Abstrahując jednak od samych haseł, konkretne działania rządu są tragiczne. Program gospodarczy i takie reformy jak podatek liniowy i wszelkie konsekwencje jego wprowadzenia, ich liberalna obsesja na punkcie deficytu budżetowego, przy jednoczesnej utracie płynności gospodarczej państwa, ich niechęć o wprowadzania ulg dla małych i średnich przedsiębiorców węgierskich, a nie międzynarodowych koncernów. Także polityka kulturalna, społeczna, edukacyjna i w dziedzinie bezpieczeństwa publicznego rządu Orbána jest katastrofalna.

Dlaczego Jobbik głosował przeciwko projektowi nowej konstytucji? Pomijając jego wady, to jednak jest ona lepsza niż stara, komunistyczna konstytucja Węgier.

Oczywiście obecna konstytucja jest lepsza od starej. Ale to błędne i minimalistyczne podejście. Ten rząd miał historyczną i bezprecedensową szansę, aby przywrócić Węgry na właściwą drogę. Nasz kraj ma tradycję najstarszej niepisanej konstytucji w Europie, opartej na doktrynie Świętej Korony, obowiązującą przez niemal tysiąc lat, aż do utrat suwerenności w 1944 r. Jedynym projektem do zaakceptowania byłoby przywrócenie ładu konstytucyjnego obwiązującego na Węgrzech przez wieki. Prawdziwe poglądy i intencje posłów Fideszu mogliśmy poznać, gdy zgłaszaliśmy takie postulaty, jak ochrona własności ziemi, wód i zasobów naturalnych kraju. Fidesz głosował przeciwko temu, co mówi samo za siebie. Między innymi to zmusiło nas do głosowania przeciwko tej propozycji.

W programie Jobbiku duży nacisk kładziecie na sprzeciw wobec aborcji i związków homoseksualistów. W Polsce mówi się, ze Fidesz także chciałby zaostrzenia prawa aborcyjnego i nie zgadza się na związki osób tej samej płci. Jak to wygląda w praktyce?

Fidesz kontynuuje bardzo liberalne podejście do aborcji. Węgierskie prawo jest niestety bardzo dwulicowe w tej sprawie. Podczas gdy teoretycznie chronimy dziecko od poczęcia, zawsze może dokonać aborcji z przyczyn społecznych. To stwarza wielka dziurę w prawie. Proszę sobie wyobrazić, że od 1957 roku dokonano na Węgrzech 6 milionów aborcji. To tragedia dla kraju tak małego, o dużej zapaści demograficznej. Niestety, za rządów Orbána raczej nie ma nadziei na zmianę tego prawa.

Czy może Pan przybliżyć polskim czytelnikom podstawowe różnice między Fideszem a Jobbikiem? Co z programu Fideszu jest dla was nie do zaakceptowania, nawet jedynie w sferze deklaracji?

Fidesz to partia establishmentu, założona w czasie upadku reżimu komunistycznego. Była częścią tzw. układu przy okrągłym stole, w którym siły demokratyczne i komunistyczne zawarły porozumienie co do „zasad gry” po upadku komunizmu. Te negocjacje zawarte za zamkniętymi drzwiami, bez wiedzy opinii publicznej, położyły fundamenty pod podział wpływów w polityce i gospodarce między nowymi i starymi elitami. Na tej samej zasadzie zawarto porozumienie co do pro-euroatlantyckiej polityki, która jest dla kraju przekleństwem, szczególnie gdy wciąż kierujemy swą politykę jedynie na zachód, gdy świat staje się coraz bardziej wielobiegunowy. W gospodarce natomiast to porozumienie oznaczało bezwarunkową akceptację przez obie siły porządku neoliberalnego, wyprzedaż majątku narodowego na ogromną skalę ciągu 6-8 lat. Wszystkie ówczesne siły polityczne brały w tym udział, w tym Fidesz. Zawierano wokół tej polityki wiele zgniłych kompromisów.

Jobbik, w przeciwieństwie do Fideszu, i w ogóle do wszystkich dotychczasowych partii, wywodzi się spoza elit władzy i nie brał udziału w realizacji tej samobójczej dla narodu polityki. Fidesz oczywiście nie może bez zażenowania udawać takiej partii, jaką my jesteśmy, ani też zacząć realizować polityki z zupełnie innym paradygmatem, za którą my się opowiadamy, a która jest w chwili obecnej konieczna do przezwyciężenia kryzysu społecznego, politycznego i finansowego.

Wymieńmy tylko niektóre z naszych głównych postulatów, których Fidesz nie zaakceptuje; renegocjacja wielkości deficytu (Polska może tu służyć jako przykład, że to możliwe), aby móc skutecznie stymulować odbudowę gospodarczą kraju, konsekwentne opodatkowanie ponadnarodowych korporacji przy jednoczesnym wspieraniu sektora małych i średnich przedsiębiorstw; powrót do zróżnicowanych progów podatkowych; konsekwentne ściganie przez żandarmerię (Csendőrség) wszelkich przestępstw, aby w końcu przywrócić poczucie bezpieczeństwa każdemu Węgrowi; inwestycje w strategiczne sektory rolnictwa i ogólnie gospodarki żywnościowej; otwarcie gospodarki i eksportu na Bliski i Daleki Wschód, aby podobnie jak kraje arabskie czerpać korzyści z handlu z krajami pokrewnymi Węgrom kulturowo i historycznie (na przykład Turcja, Azerbejdżan, Kazachstan, Iran). To zaledwie kilka postulatów, których Fidesz nigdy nie poprze, a które są konieczne w chwili obecnej.

Czy mógłby Pan opisać polskim czytelnikom skalę represji jaką rząd Orbána stosuje wobec nacjonalistów?

Nie będzie to chyba dla nikogo zaskoczeniem, jeśli powiem, że Orbán widzi konkurentów we wszystkich organizacjach narodowych. Po porażce w wyborach w 2002 r. Orbán zapowiedział politykę „jednej flagi – jednego obozu”, co miało oznaczać monopol Fideszu po prawej stronie, a ściślej mówiąc wśród konserwatywnej prawicy, bo w żadnym wypadku nie chciał słyszeć o rozwoju narodowej prawicy. Dlatego Fidesz i sprzyjające mu media prowadzą od lat tak brutalną kampanię przeciwko Jobbikowi. Stosunek Orbána do nas niewiele różni się od nienawiści jaką darzą nas postkomuniści, którzy doprowadzili do delegalizacji naszej Magyar Garda. Jobbik podobnie jak Fidesz krytykuje skorumpowanie i niekompetencję postkomunistów. Jednak Orbán widząc w nas konkurencję w tej krytyce, z przyczyn czysto personalnych zwalcza także nas. Z tego powodu jego rząd wprowadził karalność tzw. „przestępstw dokonanych w mundurze”, co jest wymierzone ściśle w Magyar Gardę, która dla obrony Wegrów zrobiła w ostatnich latach dużo więcej niż policja.

Jakie widzi Pan perspektywy przed Jobbikiem? W niektórych sondażach osiągacie nawet 20 proc. poparcie, co czyni z was drugą siłą polityczną na Węgrzech. Prawie żadna narodowa siła w Europie nie może się pochwalić takim poparciem. Fidesz wyraźnie traci poparcie. Czy jeśli Wiktor Orban zaproponuje wam wejście do koalicji, jesteście skłonni się zgodzić?

Sondaże są dla nas korzystne. Do tej pory każdy z nich daje nam drugą pozycję, z wyraźną przewagą nad socjalistami. To jest tendencja, a nie wynik jednorazowego badania. Co więcej, Jobbik to jedyna partia, która stale zyskuje poparcie. Fidesz traci je bardzo szybko, podobnie socjaliści z MSZP, liberałowie z LMP mają poparcie na niemal tym samym poziomie. To poparcie bez wątpienia zawdzięczamy naszej konsekwencji i wiarygodności. Nie musimy tak jak pozostałe partie, co jakiś czas na nowo wymyślać sobie nowych celów i środków, ale od początku założenia Jobbiku (2006 r. – przyp. red.) mówimy i robimy to samo, wierząc, że nasi obecni i potencjalni wyborcy docenią i poprą nasze wartości.

Odpowiadając zaś na Pańskie pytanie, mogę tylko powtórzyć co zawsze mówimy: jeżeli będzie szansa, że zmiana przyniesie coś interesowi narodowemu, rozważymy poważnie każdą propozycję. Jednakże w chwili obecnej program i działania Fideszu są odległe od naszych postulatów.

Jobbik jest postrzegany jako partia narodowo-radykalna. Co to oznacza w praktyce? Czy uważa Pan, że nowoczesne partie narodowe powinny szukać inspiracji z połączenia ideowopolitycznych inspiracji innych ruchów prawicowych czy raczej szukać własnej nacjonalistycznej tożsamości politycznej?

Jobbik jest narodowy czy nacjonalistyczny w tym sensie, że występuje w obronie interesów węgierskich na każdym polu. Dla nas priorytetem jest to, aby w tym kraju, gdzie przez cztery dekady narodowe interesy były podporządkowane rozkazom w Moskwy, w końcu interesy Węgrów przeważyły. Niestety, po upadku żelaznej kurtyny, niepodległość i suwerenność były tylko nic nie znaczącym sloganem zarówno dla rządów liberalno-lewicowych i prawicowo-konserwatywnych. W praktyce, rezygnowały one z resztek suwerenności na życzenie Brukseli i Waszyngtonu w procesie wchodzenia do Unii Europejskiej i NATO. Ślepo poświęciliśmy nasz narodowy interes na ołtarzu naszych „zachodnich sojuszników”.

Jesteśmy radykalni w tym znaczeniu i dlatego, że obecny kryzys wymaga radykalnych działań. Uważamy, że obecny kryzys jest tak ogromny, że jedynie powierzchowna zmiana nie rozwiąże go. Potrzebujemy głębokiej i radykalnej interwencji w wielu sferach życia obejmującej zmianę paradygmatu politycznego. Wierzymy w silne państwa narodowe, które chronią swoje dziedzictwo kulturowe i tradycję. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że taka opinia może zostać sklasyfikowana jako zacofana w dzisiejszym zglobalizowanym świecie, dążącym do uniformizacji. Ale naszym zdaniem takie powinno być główne hasło wszystkich partii narodowych, a ten cel powinien być główną siłą ruchów narodowych na całym świecie.

Czy myśli Pan, że ruchy nacjonalistyczne w Europie mają przed sobą przyszłość w innych krajach?

W tym momencie to niemal oczywiste, że ład światowy stworzony przez Zachód jest na krawędzi upadku, co oznacza, że jesteśmy na progu bezprecedensowych zmian. W tym procesie budowania nowego porządku na świecie, ruchy nacjonalistyczne mają ogromną rolę do odegrania. To naturalna i zdrowa reakcja wszystkich narodów miłujących wolność.

Rozmawiał Balazs Szabo

Wywiad ukazał się w numerze 10 kwartalnika „Polityka Narodowa

p style=”padding-left: 30px;”

Wywiad z liderem Jobbiku Gaborem Voną

  • Posted on Sierpień 20, 2013 at 08:25

Zachęcamy do przeczytania obszernego wywiadu z liderem węgierskiego Jobbiku Gaborem Voną, który przeprowadził Philippe Derricks w lipcu br. Poniżej prezentujemy część pierwszą wywiadu, niebawem ukaże się także druga. Lider węgierskich nacjonalistów wyjaśnia m.in. różnice pomiędzy jego partią a Fideszem.

Jest pan liderem Jobbiku, partii opozycyjnej stanowiącej obecnie trzecią siłę polityczną na Węgrzech. Mógłby Pan o sobie jako o liderze Jobbiku powiedzieć coś więcej?

Mam 34 lata, z wykształcenia jestem historykiem, prywatnie szczęśliwym ojcem. Jestem przywódcą radykalnej partii, która w sondażach faktycznie plasuje się na drugiej bądź trzeciej pozycji. To co jest najważniejsze, co dotyczy naszej partii ,odzwierciedla jej siłę i dobrze rokuje na przyszłość to młodzi ludzie, których w swoich szeregach zrzesza Jobbik. Jesteśmy jedyną partią na Węgrzech, która może się pochwalić taką liczbą młodych ludzi i to zarówno robotników jak i intelektualistów, zasilających jej grono, czy będących jej elektoratem.

Dla młodego pokolenia, które dopiero wkracza w dorosłe życie jesteśmy, mówiąc bez ogródek, jedyną alternatywą.

Posiadamy i reprezentujemy ogromny potencjał, bowiem to właśnie młodzi Węgrzy stanowić będą o przyszłości swojej Ojczyzny.

Jobbik powstał w 2003 roku, a więc dokładnie 10 lat temu. Co spowodowało , że Pan i pańscy przyjaciele zdecydowaliście się na stworzenie od podstaw nowego ruchu politycznego?

W 2002 roku, na Węgrzech odbyły się wybory. Do władzy powróciły partie lewicowe, postkomunistyczne, które powinny być dawno zdelegalizowane i nie powinny już istnieć jako partie polityczne po zmianie ustroju.

Stało się niestety inaczej, komuniści wrócili i wygrali wybory. To był dla nas, młodych ludzi kończących właśnie studia prawdziwy szok.

Razem z przyjaciółmi, postanowiliśmy naszą mała studencką organizację, jaką był początkowo Jobbik przekształcić w partię polityczną, która stanowiłaby dla węgierskiego życia politycznego jakąś alternatywę. Pragnęliśmy stworzyć partię bazującą na młodych ludziach, wnoszących do polityki powiew świeżości, partię wolną od tych wszechobecnych matactw, oszustw i nieprzyzwoitości tak charakterystycznych dla poprzedniego ustroju.

Pierwsze kroki w polityce były faktycznie bardzo trudne. Wiele osób w naszej organizacji widziało jedynie sezonową atrakcję, bez większych szans na jakikolwiek sukces polityczny, ale jak to się mówi psy szczekają karawana jedzie dalej. Nigdy się nie poddaliśmy, po prostu mocno wierzyliśmy w to, ze jesteśmy zdolni do stworzenia nowej siły politycznej, która swoim zasięgiem obejmowałaby całe Węgry.

Ciężka praca i wiara w sukces ostatecznie się opłaciły i w wyborach do PE w 2009 uzyskaliśmy 15%-owe poparcie, co przełożyło się na trzech Eurodeputowanych. Warto tu podkreślić, ze sondaże dawały nam tylko 1% poparcia. W następnym roku, a więc w 2010 weszliśmy do Węgierskiego Parlamentu z 17%-wym poparciem, jako partia nowa, świeża, gotowa do działania.

Przez te trzy lata nie tylko umocniliśmy swoją pozycję w węgierskim życiu politycznym ale także, jak myślę, mamy dużo większy wpływ na samych Węgrów i życzymy sobie by w przyszłości ten wpływ był jeszcze większy.

Moim zdaniem, nasze rezultaty w 2014 roku będą jeszcze bardziej zadowalające niż te z 2010 r.

W przyszłym roku minie 25 od kiedy zarówno w państwach Europy środkowo- wschodniej jak i na Węgrzech rozkładowi uległ ustrój komunistyczny. Jak Pan ocenia te prawie 25 lat, w wolnych, demokratycznych Węgrzech? Co Pan także sądzi o wstąpieniu Węgier do UE w 2004 roku?

Uważam, że był to bardzo ponury okres. Kraj może być nazywany postsocjalistycznym, nie tylko patrząc przez pryzmat analiz politycznych ale także ze względu na jego funkcjonowanie, gdyż na to wpływ mają ciągle ci sami ludzie, ludzie prawicy i lewicy. I to właśnie oni czerpali pełnymi garściami z poprzedniego systemu.

Przywykłem mówić, że jeśli nie byłoby żadnej zmiany systemowej na Węgrzech to krajem rządziliby Ci sami ludzie, co w systemie komunistycznym.

I chociaż Węgry przeszły transformację, np. na poziomie instytucjonalnym to są to tylko niestety pozory. Niestety tylko na pozór jesteśmy krajem demokratycznym, w rzeczywistości mój kraj jest kierowany przez tych samych polityków co 20 czy 30 lat temu, więc ta cała transformacja nie dała żadnych zmian, żadnych realnych korzyści mojej Ojczyźnie… żadnej zmiany reżimu.

Co tyczy się natomiast naszego wejścia do Unii Europejskiej, to właśnie Unia przyczyniła się do procesu, który pozwolił by po obaleniu komunistycznego dyktatu socjaliści utrzymywali całą schedę polityczną i ekonomiczną na Węgrzech.

UE zbratała się ze środowiskami postkomunistycznymi przyznając im prawowitość i możliwość działania.

Przystąpienie do UE uruchomiło pewien proces, za który my Węgrzy płacimy za wysoką cenę.

Na Węgrzech wiele osób naprawdę sądziło, że państwa UE będą zbierać się wokół okrągłego stołu, i debatować nad wspólnym dobrem, wypracowywać wspólne ultimatum , myśleć nad tym jak można ulepszyć współpracę europejską etc. Podsumowując, ludzie myśleli, że UE pozwoli na wykreowanie współpracy korzystnej, owocnej dla wszystkich.

Niestety dzieje się wręcz przeciwnie : grube ryby połykają te mniejsze, inaczej mówiąc Zachód połyka Wschód. Co ważne, Europa zachodnia a zwłaszcza tandem niemiecko- francuski, traktują Węgry jako wylęgarnię taniej siły roboczej i łatwy rynek zbytu dla ich produktów.

Myślę, że nasze przywiązanie do UE jest błędem. Przystąpienie do UE było błędem, i trwanie w czymś co chwieje się w posadach by za chwilę runąć jest nim również. Ja widzę rzeczy tak : Węgry nie będą stanowić części UE, z jednej prostej przyczyny, Unia Europejska wkrótce się rozpadnie.

Minęły trzy lata od momentu kiedy Fidesz po raz kolejny przejął władzę na Węgrzech. Podczas tych trzech lat ten demokratyczno-chrześcijański rząd był celem ataków ze strony zachodnich mediów, czy nawet niektórych instytucji europejskich. Jak Pan, jako lider partii opozycyjnej, zapatruje na działania Fideszu w ostatnich latach?

Według mnie, abstrahując już zupełnie od ich propagandy Fidesz nie zakończył, tak jak zapowiadał trwającego od ponad 20 lat okresu prowizorycznego postsocjalizmu i nie wniósł do polityki nic nowego, właściwie te trzy lata są w rzeczywistości tylko ukoronowaniem tego procesu.

W pewnym sensie Viktor Orbán jest tym, który zyskał najwięcej na kłamstwie budowanym przez te ostatnie 20 lat.

Dlatego też, uważam że obecny rząd przynależy jeszcze do przeszłości a nie przyszłości Węgier.

Natomiast, co do sporu pomiędzy Fideszem a UE, uważam, że należy dobrze się przyjrzeć tej sprawie, i dobrze ją ocenić.

Nie chodzi o sianie niezgody pomiędzy UE a V.Orbánem ale o walkę pomiędzy Fideszem stanowiącym część Europejskiej Partii Ludowej a socjalistami i liberałami europejskimi o objęcie władzy na Węgrzech.

I jeśli przeanalizujemy czy to kwestie strategiczne, eksploatację ekonomiczną czy też cele na przyszłość UE nie dostrzeżemy żadnej różnicy; Viktor Orbán chce na Węgrzech uchodzić za bojownika o wolność, ale w tym samym czasie gdy jedną ręką wygraża UE, drugą, bez najmniejszego namysłu podpisuje decyzje, dokumenty etc. przyzwalające na stworzenie Stanów Zjednoczonych Europy. Takie działania są dla Jobbiku niedopuszczalne.

Nasze rozumowanie jest oparte na idei Europy Narodów.

Dla przykładu, gdy krytykuje UE- chcę tutaj wyraźnie podkreślić, by uniknąć wszelkich nieporozumień – nie krytykuje Europy. Myślę nawet, że jestem o tysiąc razy bardziej europejski niż ci wszyscy w kółko dyskutujący o europejskości.

Chciałbym prawdziwej Europy, która pozostałaby wierna swoim korzeniom chrześcijańskim, antycznym, greckim, romańskim, Europy zbudowanej na prawdziwych wartościach, które by chroniła przed wszelkimi ingerencjami, mogącymi zburzyć nasz europejski ład. Dlatego nie mogę i nie chcę opierać się ani na Europie zamerykanizowanej, Europie wypierającej się własnej kultury, która przyjmuje bez słowa wszystko to, co zdegenerowane, ani na Europie z chorą duszą, której gospodarka jest w ciągłej stagnacji…

Czy naród węgierski przetrwa do końca naszego stulecia? Zadaję to pytanie , gdyż według oficjalnych statystyk, ponad 300 tys. Węgrów żyje i pracuje poza granicami kraju, a wskaźnik demograficzny na Węgrzech jest coraz niższy z roku na rok.

Co do oficjalnych statystyk – należy je skorygować. Moim zdaniem ta cyfra jest jeszcze większa i oscyluje wokół pół miliona. Na chwilę obecną Węgry zamieszkuje 10 mln. obywateli, pół miliona wyemigrowało z przyczyn egzystencjalnych i socjalnych. To nie są młodzi ludzie chcący się zabawić i wykorzystać możliwość swobodnego podróżowania na terenie UE, to są niestety prawdziwi emigranci ekonomiczni i socjalni, którzy nie widzą swojej przyszłości we własnym kraju. Dlatego uciekają na Zachód, głównie do Niemiec i Anglii, gdzie czekają na nich z otwartymi ramionami, gdyż są to biali ludzie, pochodzący ze środowiska kultury chrześcijańskiej. Są pracowici, nie liczą na pomoc socjalną i nie przybywają by zakłócać życie ludności autochtonicznej. Węgierscy emigranci stanowią dobre dopełnienie dla demografii kraju, który ich przyjmuje.

Więc to, co jest dla nas ogromną stratą wkrótce dla Europy Zachodniej będzie korzyścią.

To pół miliona obywateli, które wyjechało za chlebem jest ekwiwalentem liczby Węgrów, którzy zginęli podczas wojny. Jest to sytuacja wręcz tragiczna.

Myślę, że żeby odwrócić tą tendencję, czyli sprawić by młodzi ludzie – wśród których są też sympatycy Jobbiku , powrócili do Ojczyzny , należy dokonać poważnych zmian – politycznych, ekonomicznych i socjalnych w naszym kraju.

Ale dokonać tego nie jest w stanie ani Fidesz, ani MSZP (Węgierska Partia Socjalistyczna), ani żaden z poprzednich rządów.

W przyszłym roku odbędą się na Węgrzech wybory zarówno do PE jak i do Parlamentu Węgierskiego, a także wybory na szczeblu samorządowym. Według Pana Fidesz ma szanse sprawować rządy samodzielnie w 2014 roku?

Jaki cel ma Jobbik odnośnie wyborów? Myśli Pan, że jest prawdopodobne by w przyszłości było więcej gmin takich jak Tiszavasari, gdzie władzę sprawuje Jobbik?

To prawda, rok 2014 będzie rokiem decydującym. Wybory do Parlamentu, do PE i samorządowe. Fidesz i obecny rząd zrobią wszystko by te „zawody” były nie fair. Obecnie tworzą nowe prawo wyborcze, modyfikujące okręgi i zasady kampanii wyborczej, co ma teoretycznie zwiększyć ich szanse na wygraną.

Ale mimo ich gierek, jako lider drugiej bądź trzeciej partii na Węgrzech nie mogę postawić sobie innego celu jak wygrana.

Znam realia, wiem, że według sondaży to Fidesz ma największe szanse na wygraną, ale nie znoszę być przegranym, dlatego też nie satysfakcjonuje mnie druga czy trzecia lokata. Wątpię też, by ci, którzy nam zaufali byli zadowoleni z trzeciego miejsca. Więc w 2014 nie ustąpimy pola w batalii wyborczej. To co działa na naszą korzyść to czas. Wśród młodych ludzi nasza popularność jest ogromna, podczas gdy elektorat Fideszu czy MSZP starzeje się i powoli odchodzi z tego świata. Myślę, że za jakiś czas, prędzej czy później nadejdzie dzień zwycięstwa Jobbiku.

Więc cel minimalny to reprezentować w Parlamencie, w PE i na szczeblu lokalnym taką siłę, której nie można nie brać pod uwagę .Taki jest nasz „mini” cel i myślę, że go spokojnie osiągniemy.

źródło: prorussia.tv

Czy możliwy jest Budapeszt w Warszawie?

  • Posted on Czerwiec 6, 2013 at 19:17

Fidesz Viktora Orbána rządził na Węgrzech w latach 1998-2002, a następnie przez dwie kadencje (2002-2010) pozostawał w opozycji. Wrócił do władzy w 2010 roku, odnosząc bezprecedensowe zwycięstwo i zdobywając we wspólnym bloku z chrześcijańskimi demokratami 68 proc. mandatów, co dało mu większość konstytucyjną. Główną przyczyną sukcesu tej partii stało się doprowadzenie kraju do głębokiej zapaści gospodarczej przez rządzących socjalistów. Część komentatorów uważa, że w Polsce możliwe jest powtórzenie scenariusza węgierskiego, jeśli rządy PO doprowadzą do kryzysu, który dotknie mocno większość obywateli. Wariant taki nie jest wykluczony, gdyż istnieje wiele podobieństw między sytuacją Polski a Węgier. Istnieje też jednak wiele różnic, które stawiają taką możliwość pod znakiem zapytania.

1. Istnieje różnica w potencjale wyborczym Fideszu i PiS. Podczas przegranych wyborów w 2002 roku na Fidesz oddano 41 proc. głosów, a w 2006 roku – 42 proc. głosów, podczas gdy na PiS z kolei w 2007 roku – 32 proc., a w 2011 – 29 proc. Fidesz odnotowywał w tym czasie tendencję wzrostową, a PiS spadkową.

2. Przez osiem lat (2002-2010) Fidesz był jedyną parlamentarną partią opozycyjną. Nie miał więc żadnego wielkiego konkurenta, który mógłby punktować w sejmie potknięcia rządu i zbierać owoce niezadowolenia gospodarczą sytuacją kraju. Obecnie PiS będzie siedział w opozycyjnych ławach razem z dwoma formacjami lewicowymi.

3. Węgierska Partia Socjalistyczna, która rządziła przez dwie kadencje, była ugrupowaniem postkomunistycznym i ciążyło na niej odium uczestnictwa w starym reżimie. Jej krach w 2010 roku przypominał upadek SLD w 2005 roku. Wówczas jednak w Polsce beneficjentami klęski lewicy stały się dwie formacje odwołujące się do korzeni solidarnościowych: PiS i PO. Platforma – w odróżnieniu od węgierskich socjalistów – ma więc szerszą legitymizację społeczną i nie ciąży na niej balast komunizmu.

4. Żelazną bazę elektoratu węgierskich socjalistów stanowili ludzie starsi, zwłaszcza emeryci (lewica na Węgrzech w 2002 roku wygrała wybory, gdyż kandydat na premiera Peter Medgyessy obiecał podwyżki emerytur o 50 proc., co spowodowało gremialne głosowanie na niego właśnie emerytów – lider socjalistów słowa zresztą dotrzymał, dzięki czemu stary elektorat długo trwał przy lewicy). W odróżnieniu od postkomunistów główną siłą elektoratu Fideszu byli zawsze ludzie młodzi (sam Fidesz powstał zresztą jako młodzieżówka i do 1993 roku mogły do niego należeć tylko osoby przed 35. rokiem życia). W tym kontekście PiS musiałby wykonać olbrzymią pracę, żeby przekonać do siebie młodzież.

5. Po przegranych wyborach w 2002 roku Fidesz zaczął tworzyć sieć lokalnych komitetów obywatelskich, których powstało w całym kraju ok. 10 tysięcy (plus 2 tysiące poza granicami Węgier). Orbán namawiał też Węgrów do samoorganizacji społecznej i zakładania różnych organizacji, które zagospodarują przestrzeń publiczną. W ten sposób animował powstanie ruchu, który w dużej mierze wyniósł go do władzy. Dzięki tej sieci lokalnych inicjatyw mógł komunikować się ze społeczeństwem, omijając wielkie media, które były mu wrogie i nieprzychylne. W podobny sposób zdobył przewagę w Internecie.

6. Orbán stworzył swój wizerunek nie tylko człowieka wierzącego, przywiązanego do tradycji, lecz także śmiałego modernizatora, gotowego reformować zapóźniony kraj. Przez lata przebywania w opozycji przygotowywał się do objęcia rządów, zebrał ekipę kompetentnych fachowców, stworzył solidny program. Gdy wybuchł kryzys, wyborcy mieli wrażenie, że głosują na Orbána nie tylko dlatego, że nie mają innego wyjścia, ale przede wszystkim dlatego, że to on jest w stanie pokazać wyjście z kryzysu.

7. Orbán dokonał przeciągnięcia na swoją stronę części elektoratu lewicowego, głównie za pomocą referendum socjalnego, które odbyło się wiosną 2008 roku. Fidesz tak skonstruował pytania referendalne, że mógł potem wystąpić w roli obrońcy zdobyczy socjalnych, zaś rządzący socjaliści byli im przeciwni.

8. Jako współpracowników Orbán dobrał sobie młodych ludzi, którzy dobrze wypadali wizerunkowo w mediach, jak np. Peter Szijjarto, kreując tym samym publiczny obraz partii. Nie bez znaczenia jest fakt, że sam Orbán ma 48 lat (gdy w 1998 roku obejmował rządy, był najmłodszym premierem w Europie), lubi grać w piłkę, ma piękną żonę i pięcioro dzieci – co bardzo ociepla jego medialny obraz.

9. Fidesz należy do Europejskiej Partii Ludowej, a sam Orbán jest wiceprzewodniczącym tej chadeckiej międzynarodówki. To powoduje, że ataki na niego za granicą nie są tak gwałtowne jak na Kaczyńskiego. Owszem, Orbán jest obiektem zmasowanej krytyki w Brukseli, ale do ataków tych nie przyłącza się EPL, która jest największą frakcją w europarlamencie, a nawet część przywódców broni Orbána.

10. Orbán walczył zawsze o prawa Węgrów za granicami kraju (w Rumunii, Słowacji, Serbii, Ukrainie) i był głównym inicjatorem uchwalenia dla nich Karty Węgra. Dzięki temu może liczyć na poparcie większości Węgrów, którzy przeprowadzili się z sąsiednich krajów i przyjęli węgierskie obywatelstwo.

Tego typu punktów można wymieniać jeszcze więcej. Wniosek, jaki płynie dla PiS-u z węgierskiego doświadczenia, jest jednak następujący: nie wystarczy czekać na kryzys, aż władza sama wpadnie do rąk – trzeba w tym czasie wykonać gigantyczną (i sensowną) pracę.

 

 

Grzegorz Górny

 

 

Odpowiedź na Apel „Do Obywateli Europy” – głos z Wrocławia

  • Posted on Maj 5, 2013 at 18:32

Wrocław, 1 maja 2013 roku

Wrocławski Klub
„Spotkanie i Dialog”

Jego Ekscelencja
dr. Iván Gyurcsík
Ambasador Nadzwyczajny i Pełnomocny
Republiki Węgier
ul. Chopina 2
00-559 Warszawa

Ekscelencjo,

Zebrani 1 maja 2013 roku na kolejnym 396 konwersatorium „Spotkanie i Dialog”, po wysłuchaniu wykładu prezesa wrocławskiego Klubu Króla Macieja Korwina, dr. Marka Natusiewicza, pt. „Węgry Viktora Orbána – dokończona rewolucja Solidarności” w pełni zgadzają się z poglądami autorów Apelu „Do Obywateli Europy” z kwietnia 2013 roku.

W „rewolucji dwóch trzecich” odnajdujemy te hasła, za które wielu z nas w latach stanu wojennego ryzykowało wolność i zdrowie. W programie rządu węgierskiego odnajdujemy wiele z postulatów głoszonych przez nas w Sierpniu 1980 r.

Jesteśmy dumni z tego, że duch wolności i sprawiedliwość obecny wówczas w Polsce, odrodził się na Węgrzech i wydał tak wspaniałe owoce. Tym bardziej, że „rewolucja dwóch trzecich” podejmuje zasadnicze problemy międzyludzkiej, europejskiej solidarności.

Dzisiaj mamy nadzieję, że po węgierskim zwycięstwu i nam będzie łatwiej odrodzić we wspólnej pracy dla Rzeczypospolitej, z pożytkiem dla przyszłych pokoleń.

Już dzisiaj mamy pewność, że na tej drodze będzie kroczyć wspólnie.

W imieniu członków konwersatorium „Spotkanie i Dialog”

Prezes Lech Stefan

Być jak Orbán – przesłanie dla polskich polityków

  • Posted on Marzec 15, 2013 at 18:26

Kraje postkomunistyczne nie muszą szukać recept na Zachodzie

  • Posted on Marzec 10, 2013 at 17:04
źródło: PAP/serwis codzienny autor: Radek Pietruszka– Węgry chcą być uważane za przykład sukcesu w Europie i są bliskie osiągnięcia tego celu – powiedział w Warszawie premier Viktor Orbán

Ocenił, że głosy w UE krytykujące jego politykę biorą się z konfliktu interesów gospodarczych i różnic ideowych.

Szef rządu w Budapeszcie przyjechał do Polski na spotkanie premierów państw Grupy Wyszehradzkiej (Polski, Czech, Słowacji i Węgier) z prezydentem Francji Francois Hollande’em i kanclerz Niemiec Angelą Merkel.

– Pytanie dla nas teraz, zwłaszcza w kontekście przyszłości Europy, brzmi – czym są Węgry: czarną owcą czy historią sukcesu? Nasi przeciwnicy, ci, którzy są nastawieni bardziej krytycznie wobec nas, starają się określać Węgry jako czarną owcę, regionalnego wichrzyciela (…) sprzeciwiającego się wszelkim ideom, jakie stworzyły Europę – oświadczył premier Węgier, występując na Uniwersytecie Warszawskim.

Przekonywał, że „jeszcze trzy lata temu Węgry były w gorszej sytuacji (gospodarczej) niż Grecja”. Teraz – wyliczał – dług publiczny zmniejsza się, deficyt budżetowy jest poniżej 3 proc. PKB, Węgry mają dodatnie saldo w handlu zagranicznym, podnosi się współczynnik aktywności zawodowej. Jedynym negatywnym wskaźnikiem – według premiera – jest brak wzrostu gospodarczego.

– Dlaczego tak wielu ludzi w Europie chciałoby Węgry określić raczej mianem czarnej owcy? – pytał Orban, odpowiadając, że dzieje się tak z powodu konfliktu interesów oraz „konfliktu idei”. Gdy partia Orbana – Fidesz – po wyborach w 2010 r. zdobyła dwie trzecie mandatów w parlamencie, uznała, że „podstawą sukcesu gospodarczego, a także politycznego jest sprawiedliwe dzielenie ciężarów” i dlatego – tłumaczył Orban – nałożyła podatek na banki i koncerny. Jednak to zaszkodziło interesom zachodnioeuropejskich banków i koncernów działających na Węgrzech i „to jest powód, dla którego tak wiele krajów UE, wielkich koncernów i nawet niektórzy biurokraci w UE sprzeciwiają się temu, co robimy, ponieważ z ich punktu widzenia odbywa się to ze szkodą dla gospodarki europejskiej” – mówił Orban.

Drugim według niego powodem krytyki Węgier jest – mówił zaznaczając, że z powodu ograniczonego czasu musi uprościć problem – dominująca w wielu krajach UE, instytucjach europejskich, mediach i debacie publicznej, odmienna opcja ideologiczna. Zakłada ona, że przyszłe społeczeństwa mają być bardziej świeckie, ponadnarodowe i oparte nie na rodzinie, a „rodzinach różnego typu”. Orban zaznaczył, że kategorycznie nie zgadza się z taką wizją i ocenił to jako „spór dotyczący wartości i wizji Europy”, w którym „odpowiedź jest wciąż otwarta”.

Orban zastrzegł, że na Węgrzech „należy być bardzo ostrożnym z należytym rozumieniem (…) związku chrześcijaństwa z polityką”. Tylko 14 proc. Węgrów to regularnie praktykujący katolicy – zaznaczył. – Gdyby ktoś chciał prowadzić na Węgrzech politykę czysto chadecką, nigdy nie zdobyłby większości (głosów) – podkreślił.

Orban przekonywał, że kraje postkomunistyczne nie mogą już, jak 20 lat temu, szukać na Zachodzie sprawdzonych recept na swoje problemy społeczne czy gospodarcze. – Tak już nie jest, strefa euro jest w tarapatach (…) poważniejszych niż my – oświadczył. – Nie możemy już kopiować; prawdziwym wyzwaniem dla krajów Europy Środkowej jest wymyślenie własnych odpowiedzi na wszystkie problemy – ocenił.

– Moim zdaniem, jedną z najważniejszych spraw jest teraz zbudowanie najgłębszej, jak to możliwe, współpracy gospodarczej w Europie Środkowej. (…) Musimy stworzyć żywą, silną gospodarczo Europę Środkową – zaapelował premier Węgier.

Otwarte spotkanie, na którym publiczność powitała Orbana oklaskami na stojąco, zorganizowały: Instytut Wolności i Uniwersytet Warszawski.

za: http://www.rp.pl/artykul/10,987481-Orban–Wegry-daza-do-tego–by-byc-przykladem-sukcesu-w-Europie.html

Węgry mająs szansę. A z nimi Europa…

  • Posted on Marzec 9, 2013 at 06:10

W trakcie wizyty w Warszawie, premier Viktor Orbán spotkał się ze studentami polskich uczelni, wygłaszając krótki wykład na Uniwersytecie Warszawskim. Publiczność w liczbie ok. 200 osób, w tym studenci i wykładowcy, powitała go z dużymi brawami.

Premier skomentował kwestię, czy Węgry są europejską „czarną owcą” , czy też europejskim sukcesem. Po wykładzie nastąpiła seria pytań, w której studenci mieli możliwość uzyskania informacji z pierwszej ręki na temat koncepcji rządu węgierskiego.

W swoim wystąpieniu Viktor Orbán podkreślił, że Węgry mają najlepsze szanse, by dołączyć do grona najbardziej sprawnych państw europejskich, które są w stanie zmniejszyć swój dług publiczny, zwiększyć konkurencyjność i utrzymać stabilność polityczną.

Powiedział również, że jego rząd w ciągu ostatnich dwóch lat przeprowadził głębokie reformy, np. wprowadził opodatkowanie banków i firm międzynarodowych aby zapewnić równy udział w kosztach kryzysu; korzystne zmiany w systemie podatkowym i zmniejszenie wydatków domowych przyczyniło się do wzmocnienia pozycji klasy średniej i rodziny; rząd przeprowadził również zmianę Konstytucji, a także Kodeksu Prawa Cywilnego i Kodeksu Pracy.

Premier Orbán stwierdził, że wiele wskaźników świadczy o tym, że sytuacja kraju poprawiła się i Węgry są na drodze do przezwyciężenia kryzysu. Rząd nie był w stanie zmniejszyć zadłużenia państwa, natomiast utrzymał deficyt budżetowy poniżej 3 procent, a stopa zatrudnienia ulega poprawie. Teraz trzeba zapewnić wzrost gospodarczy.

Premier Orbán uważa, że Środkowa Europa stanie się niebawem dynamicznie rozwijającym się regionem, który przyczyni się do odnowienia i wzmocnienia całej Europy. Istnieje duża szansa, że Węgry staną się jednym z najbardziej dynamicznych krajów Unii Europejskiej.

Podkreślił również, że kryzys stworzył możliwości dla państw Europy Środkowej; dodał, że jest przekonany, iż wzrost w Europie będzie silnie związany z tym regionem. W ciągu następnych piętnastu do dwudziestu lat, środkowo-europejski region osiągnie wyższy stopień integracji, biorąc pod uwagę wskaźniki makroekonomiczne i strukturę gospodarki, a miejmy nadzieję, że Węgry osiągną również najwyższy europejski poziom a pod względem wzrostu gospodarczego. Kończąc premier Orbán podkreślił wyjątkowe znaczenie wzrostu gospodarczego dla państw V4.

W odpowiedzi na pytanie dotyczące niezależności Narodowego Banku Węgier, w kontekście powołania György Matolcsy na nowego prezesa banku, premier powiedział, że bank ma niezależność zagwarantowaną przez prawo.

O stosunkach węgiersko-polskich powiedział, że silna współpraca w Europie Środkowej powinna być budowana na gruncie polityki bezpieczeństwa i handlu; dodając, że istnieją już podstawy tej współpracy.
(…)
Na podstawie Chances are high for Hungary to rise to be among the most successful EU states

Węgry – czarna owca Unii czy historia sukcesu?

  • Posted on Marzec 7, 2013 at 21:05

Ponad tysiąc osób wzięło udział w organizowanym przez Instytut Wolności otwartym spotkaniu z premierem Węgier, Viktorem Orbánem. Połowa chętnych nie mogła wejść na salę. Zabrakło miejsc. Bardzo długa kolejka czekała przed wejściem do Starej Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Rozmawiano o przyszłości Węgier i Europy Środkowej, rodzinie, mediach i tożsamości narodowej.

„Kim dziś są Węgrzy? Dla jednych to czarna owca, kraj sprawiający ciągłe kłopoty, regionalny zawadiaka, ale dla innych – Węgry to historia sukcesu. (…) Jeszcze trzy lata temu nasz kraj był w dużo gorszej sytuacji niż Grecja, sytuacja ekonomiczna kraju była wręcz beznadziejna. Wysoki deficyt, zadłużenie, bardzo niska konkurencyjność, wskaźnik aktywności społeczeństwa prawdopodobnie najniższy w Europie, ludzie mieli bardzo roszczeniowe podejście do państwa…” – rozpoczął swoje wystąpienie premier Węgier, by przejść do omówienia recept jakie zastosował dla wyjścia z tej sytuacji. Polityka „równego dzielenia odpowiedzialności” m.in. poprzez opodatkowanie międzynarodowych firm i banków, delegowanie odpowiedzialności i wzmocnienie klasy średniej to tylko niektóre z nich. Równie ważne, zdaniem Orbána, były zmiany ustawodawcze, które pomogły także w swoistym odnowieniu kraju. „Teraz mamy zupełnie nową konstytucję, kodeks pracy, cywilny oraz karny. Stworzyliśmy ponad 400 ustaw, które przeszły w parlamencie. To nie były jedynie reformy strukturalne, ale odnowienie państwa.”

Dla Orbána, równie ważne jak wskaźniki ekonomiczne czy regulacje prawne, są wartości jakie wyznaje państwo i jego obywatele. W trakcie spotkania w Uniwersytecie Warszawskim, węgierski premier kilkakrotnie podkreślał wagę rodziny, ale i wiary. Zwrócił uwagę na to, jak daleko od swych wartości odchodzi Europa. „W Europie jeśli ktoś mówi, że bez modlitwy nie odniósłby politycznego sukcesu, to postrzegany jest np. w Brukseli czy innych stolicach, jak ktoś szalony. Natomiast w Ameryce jeśli ktoś powiedziałby, że bez modlitwy można odnieść sukces, uznano by go za dziwaka. W USA nikt się z tymi wartościami nie kryje, niestety w Europie zatraciliśmy je.” To właśnie konflikt idei, w oczach Orbána, jest jedną z głównych przyczyn podziałów w Europie, ale i postrzegania Węgier jako europejskiej czarnej owcy. „Obecnie w EU większość (kraje, instytucje, rządy, media) opowiada się za wartościami innymi niż te, które dominują na Węgrzech”, mówił węgierski premier, wymieniając przede wszystkim podejście do rodziny (także do rozumienia tego, czym dziś jest rodzina; zdaniem Orbána – to związek kobiety i mężczyzny) i polityki prorodzinnej. Według Orbána „pierwszy filar polityki to rodzina.” Ale i na tym polu, zmiany jakie zachodzą na Węgrzech, są dużym wyzwaniem dla niego. 42% węgierskich dzieci rodzi się poza małżeństwami, kraj cierpi na niż demograficzny. „Węgrzy mają silne poczucie tożsamości, wolność i naród są dla nas ważne. Polityka prorodzinna może być jednak różnie postrzegana, także jako interferencja rządu w życie obywateli, dlatego jakiekolwiek regulacje prorodzinne muszą być wprowadzane ostrożnie, by nie naruszać tego poczucia indywidualności.”

Viktor Orbán zdaje sobie sprawę, że Europa uważa Węgry za „czarną owcę”, bo wiele z reform, które wprowadza, nie leży w interesie krajów zachodnich. Ale wiele z nich to reformy skuteczne – Węgry stanowczo nie są już w sytuacji gorszej niż Grecja i mimo że ubiegły rok nie przyniósł wzrostu gospodarczego, deficyt budżetowy został poprawiony, kraj ma bardzo dobry bilans handlu zagranicznego i wysoką aktywność społeczną. Zdaniem Orbána, jeśli reformy wprowadzane na Węgrzech okażą się skuteczne, a wierzy że tak będzie, „to już dłużej taką czarną owcą Unii Europejskiej nie będziemy.”

 

Węgierski premier podkreślał również jak ważnym jest stworzenie równych szans wszystkim młodym, utalentowanym ludziom. „Węgrzy mają poczucie, że w wielu dziedzinach życia społecznego nadal rządzą ci, którzy rządzili w czasie komunizmu”, mówił Orbán, dodając jednak, że przede wszystkim należy skupić się na przyszłości – historii nie da się zmienić, ale można zmieniać przyszłość.

W trakcie spotkania Viktor Orbán kilkukrotnie mówił też o polityce regionalnej i współpracy z Polską – „Sednem naszej wspólnej polityki powinna być silna Europa Środkowa. Musimy wspierać współpracę w regionie, przede wszystkim w sferze bezpieczeństwa i gospodarki”. Jest to szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, gdy przyszłość i kształt Unii Europejskiej są trudne do przewidzenia. I Polska, i Węgry leżą między Rosją i Niemcami i to położenie geograficzne, zdaniem Orbána, obliguje nas do współpracy i prowadzenia zrównoważonej polityki. „Potencjał do współpracy jest olbrzymi.”

Ze strony: http://instytutwolnosci.pl/2013/03/06/wegry-czarna-owca-unii-europejskiej/

Kiedy inni milczeli, Polska nas poparła

  • Posted on Styczeń 30, 2013 at 17:30

Jak udało się Fideszowi zmobilizować tak wielu Węgrów do działalności obywatelskiej?

Kiedy w 2002 roku przegraliśmy wybory, Viktor Orbán zaapelował do Węgrów o organizowanie się w kręgi obywatelskie. Na to wezwanie – jak grzyby po deszczu – zaczęły powstawać w całej Kotlinie Karpackiej koła – obywatelskie. Ich powstanie nie miało celu stricte politycznego. Głównym zadaniem kół było wzbudzenie poczucia odpowiedzialności za swój kraj wśród społeczeństwa, we wszystkich warstwach społecznych. Oczywiście powstały też koła tych, których przede wszystkim interesowała polityka, ale powołano także wiele kół propagujących np. kulturę. Organizowały one spotkania integrujące społeczności lokalne – wspólne festyny, biesiady, kiermasze, targi, a nawet zabawy z tańcami.

I najbardziej aktywna część członków kół obywatelskich w 2004 i w 2005 roku wstąpiła do Fideszu (na zaproszenie V. Orbána z 2004 r. – przyp. red.). W polityce Fideszu zobaczyli bowiem szansę na realizację marzeń.

W 2004 roku, wzmocnieni aktywistami obywatelskimi, zorganizowaliśmy wielką akcję pobudzenia społeczeństwa (Fidesz rozpoczął zbiórkę podpisów pod „Narodową petycją”, która zawierała pięć żądań pod adresem władz – przyp. red.). Nasze ugrupowanie zwiększyło wtedy swoją liczebność cztero- a nawet pięciokrotnie. I, co najważniejsze, aktywność Fideszu także wzrosła cztero- a nawet pięciokrotnie! Dzięki kręgom obywatelskim mieliśmy bezpośredni kontakt ze społeczeństwem węgierskim. Już w wyborczym roku 2006 widać było ogromny wpływ kół, zarówno na społeczeństwo, jak i na partię. Fidesz był przedtem partią elitarną, a dzięki tym organizacjom, dzięki tym klubom staliśmy się partią masową.

Jak powstawały koła? Czy Fidesz organizował treningi liderów obywatelskich?

Na początku Ruch Kół Obywatelskich był niezależny od polityki. Koła miały natomiast wspólnego koordynatora. Powołano także Fundację Przymierze dla Narodu, która miała pomagać w ich działalności (fundatorem był słynny węgierski architekt Imre Makovecz – przyp. red.). Fundacja oczywiście opracowywała broszury wyjaśniające, jak można założyć krąg obywatelski, ale to nie było stricte szkolenie odgórne. Ale już w 2006 roku, przed wyborami parlamentarnymi, konsultowaliśmy z kołami strategię kampanii.

Jak Pan Minister ocenia wspólne, skoordynowane działania Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Unii Europejskiej wymierzone w Węgry? Jak Pan wytłumaczy zjawisko, że odrębne instytucje działają niemalże jednomyślnie?

Zawsze pożyczki MFW miały charakter „opiniotwórczy”. Jednak tak ścisła współpraca MFW, Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego po raz pierwszy objawiła się wobec Węgier. Sądzimy jednak, że nie została ona zawiązana ze względu na Węgry, ale ze względu na kryzys finansowy. Wiemy także, jak wielka odpowiedzialność na nas ciąży, ponieważ nie walczymy tylko o swoje dobro. Sytuacja Węgier jest na tyle precedensowa, że ewentualne przyszłe negocjacje innych państw z tą trójką będą odbywać się według scenariusza, który się teraz u nas rozgrywa.

Część mediów mainstreamo-wych w Polsce i na świecie przedstawia Węgry jako państwo rządzone autorytarnie. Co robi węgierskie MSZ, aby taki wizerunek odkłamywać? Nasza strategia jest prosta – tę krytykę próbujemy weryfikować na gruncie prawnym. Jeżeli ktoś twierdzi, że nie ma na Węgrzech demokracji, to chcemy, żeby wskazał, według jakich kryteriów prawnych tak osądza. Taka taktyka odnosi sukces.

15 marca 2012 r. (węgierskie Święto Narodowe – przyp. red.) polskie środowiska patriotyczne zorganizowały Wielki Wyjazd na Węgry. Ze strony tych środowisk wciąż płynie wsparcie dla polityki Orbána. Czy odczuwacie podobne wsparcie od polskiego rządu?

Stosunki rządów Polski i Węgier są bardzo poprawne. Sądzę, że wyszehradzka współpraca ma się tak dobrze właśnie dzięki współpracy polsko-węgierskiej. Na początku wspomnianego konfliktu Węgier z „wielką trójką”, kiedy inne europejskie państwa milczały, rząd polski udzielił nam politycznego poparcia. Później swoje poparcie wyraziły także rządy Czech i Litwy. Za to bardzo Wam dziękujemy! Jesteśmy oczywiście świadomi, że w Polsce jest o tej sytuacji prowadzona pewna dyskusja wewnątrzpolityczna. Nasze stanowisko w tej sprawie można streścić w zdaniu: „Budujmy przyjaźń polsko-węgierską.” Jesteśmy niezwykle wdzięczni za wszelkie inicjatywy promowania w Polsce kultury węgierskiej czy kupowania naszych produktów. Kontakty polsko-węgierskie nie mogą ograniczać się tylko do kontaktów rządowych. Nasza wspólna baza musi być społeczna. Bardzo chętnie pomożemy, żeby tak samo polskie produkty były jak najszerzej obecne na Węgrzech i polska kultura była promowana przez węgierskie społeczeństwo.

Z wiceministrem Spraw Zagranicznych Węgier, Zsoltem Némethem*, rozmawiała Eunika Chojecka

* – Zsolt Németh, Wiceminister Spraw Zagranicznych Węgier w dwóch rządach Viktora Orbána (1998-2002 i od 2010); współzałożyciel Fideszu; odznaczony “Bene Merito” – Odznaką Honorową nadawaną przez polskie MSZ

Tłumaczenie: dr Imre Molnár

„Idź Pod Prąd” nr 12-1/101-102/2012-2013

Top